Czytanie miasta
Tomasz Fiałkowski
Co miesiąc (albo co dwa miesiące) wraz z kolejnym numerem „Literatury na Świecie” dostajemy solidną monograficzną pigułę. Tematem przewodnim jest zwykle kraj, język albo autor. Tym razem stało się nim miasto.
Miasto, a ściślej – dwa miasta, mianowicie Berlin i Moskwa, którym poświęcono najnowsze podwójne numery pisma. Stolice ościennych mocarstw znajdują się dziś w fazie wzrostu, zwłaszcza Berlin po zburzeniu muru i przywróceniu stołecznej funkcji to wielki plac budowy i zarazem ośrodek artystycznego fermentu. „Literatura” cofa nas jednak przewrotnie do czasów, gdy Berlin po raz pierwszy stał się stolicą zjednoczonych Niemiec. Numer otwierają bowiem „Listy z Berlina” Alfreda Kerra (1867–1948) w przekładzie Marii Przybyłowskiej. Pochodzący z Wrocławia dziennikarz i krytyk pisał je na przełomie wieków, gdy wilhelmińska Rzesza przeżywała rozkwit. Kerr postrzega Berlin – zauważa dziś Günther Rühle – „jako twór będący w ciągłym ruchu, nieprzejrzysty, zmierzający ku niewiadomej przyszłości, niespokojny”. Pojedynczy ludzie i ich losy zaraz ustępują innym; „Listy” to nowy rodzaj powieści, w której miejsce głównego bohatera zajmuje miasto.
Główni zaś bohaterowie „berlińskiego” numeru to – obok miasta właśnie – dwaj pisarze: Franz Hessel (1880–1941) i Walter Benjamin (1892–1940), ten ostatni jako autor „Berlińskiego dzieciństwa około roku 1900” (tłum. Andrzej Kopacki) i zarazem komentator dzieła Hessela, z którym był zaprzyjaźniony. Hessel jest u nas, w przeciwieństwie do Benjamina, nieznany, zresztą i w Niemczech zapomniano o nim na wiele lat. Od niedawna dopiero czyta się znów jego „Spacery po Berlinie” (tłum. Sława Lisiecka), które dla Benjamina oznaczały powrót stworzonego przez XIX-wieczny Paryż flâneura, „niespiesznego przechodnia”, i odrodzenie zjawiska przechadzki jako lektury miejskiej przestrzeni. „Flâneur jest artystą, rejestratorem znikania, okiem miasta; w historii tej figury gromadzą się i nakładają na siebie gęste obrazy, które są śladami procesu modernizacyjnego i tego, co zostało przezeń wyparte” – komentuje dziś germanistka Angela Hohmann.
Berliński numer „Literatury” przynosi też m. in. teksty Siegfrieda Kracauera, krótkie prozy Roberta Walsera i Alfreda Polgara oraz antologię berlińskich wierszy ekspresjonistów. Czas jednak ruszyć na Wschód.
Literacki mit XX-wiecznej Moskwy zakorzenił się u nas za sprawą „Mistrza i Małgorzaty”. „Literatura” przypomina inną wersję tego mitu: w dorobku Andrieja Biełego (1880–1934), autora „Petersburga”, znalazła się również powieść „Moskwa”. „To powieść nużąca (czytelnika), rozpalająca (badacza literatury), irytująca (tłumacza).... rzecz na swój sposób awangardowa, a przy tym jawnie anachroniczna” – komentuje jej tłumacz Jan Gondowicz. Jest też inny tekst Biełego, „Stary Arbat”, i zapiski o Biełym z dziennika Piotra Zajcewa (tłum. Agnieszka L. Piotrowska).
Do niektórych scen z Bułhakowa każe wrócić pamięcią proza Borisa Jampolskiego (1912–1972) w tłumaczeniu Michała B. Jagiełły. Zbiorowy portret mieszkańców pewnej „komunałki”, czyli mieszkania wielopokojowego i (z przymusu) wielorodzinnego, stanowi fragment powieści „Arbat, ulica pod specjalnym nadzorem”, która na wydanie czekała aż do pierestrojki, a i wtedy ocenzurowano jej tytuł. Potem przenosimy się już we współczesność. W wydanych w 2000 roku niby-pamiętnikach Dmitrija Pirogowa (ur. 1940) „Mieszkajcie w Moskwie” (tłum. Wiesława Karaczewska) stolica Rosji ukazana została jako światowe centrum kosmicznych katastrof. Następne pokolenie reprezentuje proza Wiktora Pielewina (ur. 1962) oraz scenariusz filmowy „Moskwa” autorstwa Władimira Sorokina (ur. 1955, u nas wydano w 1988 r. jego „Kolejkę”) i Aleksandra Zeldowicza (ur. 1958); tłumaczył Piotr Mitzner.
Komentarzem do nowego „moskiewskiego” stylu, który demonstruje w swoim dość szokującym scenariuszu Sorokin, jest esej Marka Lipowieckiego. Pisze on o kolejnym powrocie imperialistyczno-nacjonalistycznej Kultury Dwa, w którą wedle kulturologa Władimira Papiernego nieodmiennie zastyga rosyjska kultura po kosmopolitycznej i rewolucyjno-eksperymentalnej fazie Kultury Jeden. W rosyjskiej tradycji stale obecna jest też opozycja Moskwy i Petersburga; zajęła się nią Katarzyna Osińska. Przypomniawszy artystyczną płodność tanatycznego mitu Petersburga, pyta na koniec: „Czy Moskwa czeka dziś na wielką literaturę, czy potrzebuje wielkiej sztuki?” I odpowiada: „Wcale nie jest pewne, że o to jej chodzi”...
|