Młodzi Rosjanie w Warszawie


Kim jest Śnieżynka?

Bogusław Deptuła



Rosyjskiej sztuki współczesnej nie znamy. Żyjemy blisko siebie, sobą się nie interesując. Trudno przełamać wieki wzajemnej niechęci. Na wernisażu wystawy „Śnieżynka – nowa sztuka z Rosji” w warszawskiej Zachęcie nie pojawił się nikt z polityków, choć mogli w ten sposób zademonstrować wolę poprawiania politycznego klimatu. 



To naprawdę poważna wystawa, zarówno skalą, jak i kompetencjami, pokazująca artystów w większości w Polsce nie znanych. Przygotowała ją po kilku latach przygotowań i wielu podróżach Magda Kardasz. Jak można wnosić z podziękowań zamieszczonych w katalogu, zachęcali ją do tych podróży Anda Rottenberg i Piotr Nowicki, znani w Warszawie artystyczni rusofile. Pozostaje uwierzyć zaproponowanemu wyborowi artystów, należy tylko zadać sobie pytanie, co z niego wynika i jaki obraz sztuki rosyjskiej dziś zjawia się przed naszymi oczami. 
Najprościej skonstatować fakt, że Rosjanie, jak i inni artyści w dzisiejszym świecie, częściej fotografują niż malują, częściej kręcą filmy wideo niż rzeźbią, wolą zbierać niż wytwarzać, podglądać niż wymyślać. W tym sensie to, co powstaje w Rosji, w niczym nie odbiega od tego, co dzieje się wszędzie w sztuce. Równocześnie jednak specyfika miejsca jest najsilniejszym czynnikiem naznaczającym pokazane prace. Historia, a może prościej – przeszłość obecna jest niemal wszędzie. Staje się pożywką dla wielu artystycznych poczynań. Wciąż zjawia się, choćby w tle, i wciąż trzeba ją przezwyciężać, choćby w najprostszej konstatacji: jak wiele się zmieniło. Trudno pominąć to, co było, jeszcze trudniej uczynić z tego atut. Przypominanie i zapominanie, wyrzucanie i przywracanie, wiara, że już staliśmy się innymi ludźmi i niepewność, czy to w ogóle jest możliwe – nowa sztuka z Rosji zdaje się przeniknięta podobnymi dylematami. 

*

Andriej Chołybystin zgromadził sporą kolekcję przedmiotów w białe groszki, typowy motyw zdobniczy radzieckiego przemysłu gospodarstwa domowego i... mody. Stwierdziwszy zaś powszechne umiłowanie tego motywu, zaproponował w konsekwencji korektę radzieckiej flagi: powinna być czerwona w sporej wielkości białe grochy. Tak byłoby pięknie i właściwie; niestety Rosja zmieniła flagę na przedrewolucyjną, trójkolorową, słuszną, ale mało specyficzną. To zaiste wręcz idealna w swej skrótowości, choć zarazem dość okrutna synteza tego, co stało się w Rosji. 
Potwierdzenie popularności motywu „w grochy” można znaleźć także na fotografiach z cyklu „Extra body” (Poza ciałem) Dymitra Szubina. To znakomita praca, bardzo trafnie pokazująca dzisiejszy wygląd rosyjskich wnętrz w podwójnym sensie: mieszkalnych i ludzkich. Tematem fotografii są młode kobiety portretowane w otoczeniu, w którym żyją: przybrudzone tapety, meblościanki na wysoki połysk, współcześnie robione dywany w paskudnych kolorach wiszące na ścianach. Wszystko jest jak najbardziej zwyczajne; one też, ani piękne, ani brzydkie, zamyślone, zaczytane, palące, uczące się i młode. Fotogramy klasycznie kwadratowe, jak na porządnych portretach fotograficznych, tylko jakieś takie intymne, a co gorsza z dziwnym towarzystwem w tle. Oto „artysta wprowadza powszechnie znane dzieła znanych amerykańskich feministek w codzienne życie rosyjskich nastolatek” – jak napisał Dmitrij Pilikin. Prace Cindy Sherman, Barbary Kruger czy Giny Pane zmieniają utrwalone sceny, wprowadzają niepokój i każą myśleć o czekającym bohaterki dorosłym życiu, które może znacznie różnić się od tego pędzonego w panieńskim pokoju. 
„W byłym ZSRR pojawiło się ostatnio wiele fotografii, a to dzięki rozwojowi laboratoriów fotograficznych oraz rosnącej liczbie posiadaczy aparatów. Zwróciłem się do małych laboratoriów z ofertą odkupienia zdjęć odrzuconych przez klientów. (...) Tym, czego poszukiwałem dokonując ich selekcji, nie była niepowtarzalność, lecz raczej typowość odbitek oraz dążenie do uzyskania spójnego zestawu. Stopniowo przed moimi oczami wyłaniać się zaczęła olbrzymia i potężna kultura monolityczna (...). Będę uważać za swój sukces, jeśli dzięki projektowi możliwe się okaże pełne odtworzenie tych czasów i ściśle umiejscowionej kultury, tej konkretnej cywilizacji – zrozumienia jej ducha, tej, jakże podniecającej, niewiarygodnej mieszaniny cudownego z okropnym, ludzkiego z nieludzkim”. To fragmenty autorskiego komentarza Antona Olszwanga do jego prezentacji, którą uznać można za doskonałą próbę opisu poradzieckiej cywilizacji. Oprócz zdjęć tworzą ją „Wazy”, „Politury”, „Dywany”. Najciekawsze są „Politury”: na fragmentach mebli na wysoki połysk, techniką popularną w całym byłym ZSRR, a stosowaną do wykonywania portretów na cmentarnych nagrobkach, wygrawerowane zostały portrety właścicieli mebli. Dopełnienie całości stanowią wspomniane „Wazy”, czyli kryształowe wazony sklejone przezroczystą taśmą w jedną całość ze słoikami, oraz „Dywany”, w których wycięto ślady ludzkich stóp. Obraz bardzo sugestywny i smutny, jak i wiele innych pokazywanych w Zachęcie prac.
Nie mniej interesujące są obrzeża tej cywilizacji i subtelne zjawiska, które za temat upatrzyli sobie inni artyści. Siergiej Denisow i Kirył Szuwałow fotografują dziecięce place zabaw, konkretnie zaś – dziwne obiekty, które się na nich znajdują. Animalistyczne najczęściej stwory mogą z całą pewnością tworzyć bardzo interesujący appendix do istniejących już bestiariów. Co więcej, twory poddane zostały artystycznej obróbce, czyli pomalowane. Owe upiększające zabiegi stanowią może najciekawszy zapis estetycznych potrzeb i poszukiwań prostego obywatela. Nieustające pragnienie, aby było ładniej, każe stosować często czerwoną farbę, bo, jak wiadomo, „co czerwone, to ładne”.
Po innych obrzeżach, tym razem westymentarnych, poruszają się dziewczyny tworzące „Fabrykę Odzieży Znalezionej”, Natalia Pierszyna-Jakimanskaja i Olga Jegorowa. Stare ubrania są przez nie poddawane delikatnym zabiegom uduchowiania. Za sprawą niewielkich krawieckich lub hafciarskich ingerencji przemieniają się z ubrań w artystyczne obiekty, poetyckie i otwarte na skojarzenia. Ni to rzeźby, ni to futerały po byłych właścicielach. Zamknięte w gablotach, nadal trzymają ich ciepło. 
„Nieunikniona jest eksploatacja wizerunku Rosji jako byłego ZSRR z jego sierpami i młotami oraz mieszkaniami-komunałkami; lub też kraju, gdzie po głównym placu przy wtórze kremlowskich kurantów spacerują niedźwiedzie; czy też krainy, gdzie dziś panoszy się wyuzdane komedianctwo i bezprawie. Mit Rosji jest rzecz jasna bardzo utrwalony i wiele w nim prawdy, ale jesteśmy tą prawdą zmęczeni”. Tak pisze we wstępie do warszawskiego katalogu kolejna artystka, Irina Gorłowa, autorka weselnego wideo i fotostory o swojej rówieśniczce, jakby nieco zagubionej w otaczającym ją świecie. 

*

Zmęczenie ZSRR-em jest zrozumiałe i wręcz naturalne. Jednak przyglądając się nowej sztuce z Rosji, trudno mieć wątpliwości, że cienie przeszłości będą powracać jeszcze bardzo długo, bo w gigantycznym stopniu kształtują dzisiejszy obraz kraju. Wydaje się, że najtrudniejsze do pokonania są ludzkie przyzwyczajenia. Minionemu światu trudno przeminąć ostatecznie, skoro tyle go wszędzie, a szczególnie w ludziach. I nawet jeśli młodzi nie chcą o niczym pamiętać, to i tak przeszłość sama wciąż o sobie przypomina. 
Magda Kardasz, przygotowując tę tak obszerną prezentację sztuki rosyjskiej, skupiła się na trzech ośrodkach: Moskwie, Sankt Petersburgu i Syberii. To oczywiście nie jest cała Rosja. Warto o tym pamiętać, by nie ulec mylnemu przeświadczeniu, że nagle wiemy już wszystko o tym, co dzieje się u naszych sąsiadów. Rosja to ogromny kraj, o wielu możliwościach i niemalże niewyczerpanych ludzkich potencjach. 
Na koniec postawmy pytanie, które rodzi się już od pierwszych chwil spędzonych na tej wystawie: kim jest Śnieżynka? Odpowiedzi na szczęście może być bardzo wiele. Kilka z nich – na pewno nie wszystkie – pada w katalogu wystawy. Śnieżynka to po prostu mieszkanka wysokich rejonów, zbliżonych do sztuki. Ale to także bohaterka ludowych podań; w jednym z nich jest córką Dziadka Mroza i Wiosny, w innym – śniegowym tworem bezdzietnych staruszków, który stopił się, gdy chciał się pobawić z rówieśnikami. W pewnym sensie jest więc siostrą Ikara, dążącą do niemożliwego celu. 
Pojawiły się również bardziej zaskakujące wyjaśnienia. Dla nieco ekscentrycznego artysty Władisława Mamyszewa (Monro) „z baśni jasno wynika, że Śnieżynka to transwestyta (gwiazda nocnych klubów). Nie ograniczając pełni zmysłowej natury kobiecej, przedstawia on tylko zewnętrzne cechy czarownego wizerunku. Czar Śnieżynki – podobnie jak czar transwestyty – działa tylko do momentu pojawienia się pierwszych promieni słońca i nie wytrzymuje testu zdolności rozrodczych, przeprowadzanego przez dojrzałych samców”. Jakkolwiek by Mamyszew gmatwał całą sprawę, Śnieżynka znaczy dlań tyle, co Rosja. I co to teraz będzie?

„Śnieżynka – nowa sztuka z Rosji”. Kurator: Magda Kardasz. Państwowa Galeria Sztuki „Zachęta”, Warszawa, 19 marca – 5 maja 2002.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl