Rozmowa o „Próbie rozmowy”

Ks. Adam Boniecki



Debata, która odbyła się 9 kwietnia w auli Biblioteki Narodowej w Warszawie daleka była od banalnego schematu sesji promocyjnych. Bo i książka, której sesja była poświęcona, jest z wielu powodów książką wyjątkową. „Próba rozmowy” Michała Jagiełły, której wydanie stało się okazją tego spotkania jest znacznie poszerzoną, drugą edycją wydanej w Niezależnej Oficynie Wydawniczej w roku 1988 książki „»Tygodnik Powszechny« i komunizm (1945-1953)”. Książkę prezentowali Andrzej Friszke, Jan Kofman, Jarosław Gowin i niżej podpisany, zabierali głos liczni uczestnicy sesji i na koniec autor.
Za sukces książki można uznać już to, że debata nie koncentrowała się na niej, lecz na tym, o czym mówi. Jak nikt z piszących dotąd o „Tygodniku”, Jagiełło umieścił go w szerokim kontekście rozmaitych prądów myśli katolickiej, historycznej rzeczywistości ówczesnego Kościoła, Polski i Europy. Chcąc zrozumieć zjawisko, jakim był po 1945 r. „Tygodnik” autor pokazuje jego rodowód. „Rodowód” (pierwszy tom dzieła, ponad 300 stron) to opis świata, z którego wyszli twórcy pisma. Lata II wojny światowej i okupacji, choć stanowiły w umysłowym i duchowym życiu narodu ważną cezurę, to przecież nie anulowały rzeczywistości przedwojennej. Zgromadzone z benedyktyńską cierpliwością egzemplifikacje czerpane z przedwojennej prasy i innych dokumentów pozwalają zrozumieć, jak dalece wtedy, gdy powstawał „Tygodnik” nadal żyły dawne podziały, szkoły myślenia, fobie i urazy. Bez tego szczegółowego, historycznego przypisu trudno zrozumieć fenomen „Tygodnika” w latach 45-53, ale także dzisiaj.
Nurt, z którego miał wyrosnąć „Tygodnik”, Jagiełło określa umownym mianem „odrodzeniowego”. Nie znaczy to, by identyfikował go z organizacją „Odrodzenie”, gdzie stanowiska w różnych sprawach (jak np. stosunku do „kwestii żydowskiej”) nie były jednolite, lecz o to, co w „Odrodzeniu” było istotne. Pisze: „Nurt odrodzeniowy był dobrą szkołą tego swoistego tańca na ostrej, wysokiej grani: tu dogmat – tu wewnętrzny głos człowieka stale poszukującego, tu potrzeba otwarcia bram dla błądzących – tu konieczność dbania o bezpieczeństwo domu-Kościoła, tu strategia – tu doraźna taktyka, tu wolność – tu odpowiedzialność. Jakże łatwo jest być w Kościele, jeśli jest się integrystą, albo wiernym z przypisania do bezrefleksyjnej tradycji. Jakże łatwo jest być wrażliwym na przeżycie wewnętrzne personalistą i budować sobie jakiś swój prywatny kościół szlachetnych wartości, ale poza ściśle przestrzeganą doktryną katolicyzmu. Jakże trudno jest być personalistą, artystą, umysłem poszukującym – i pozostać w ramach Kościoła; nie z nawyku, ale mocą swej świadomej decyzji współuczestniczenia w wielkim paradoksie”.
Obraz przedwojennego polskiego katolicyzmu nie jest porywający. Co ciekawe, odnajdywane dziś linie podziałów są podobne: katolicyzm narodowy i uniwersalny, integryzm i integralizm, zwolennicy „środków ubogich” i ci, którzy stawiają na katolicyzm „ludowy”, stosunek do Żydów itd.
Ludzie tworzący pierwszy „Tygodnik” wchodzili w nową rzeczywistość bogaci w doświadczenia przedwojenne oraz w doświadczenia okupacji. Złudzeniem jednak byłoby sądzić, że mieli gotowy klucz do wszystkich dylematów. Jeśli nawet problemy pozostawały w istocie te same, sytuacja była całkowicie nowa. Mówi o tym drugi tom dzieła Michała Jagiełły. Czy – jak chcieli krytycy – już przez sam fakt istnienia „Tygodnik” współpracował z komunistami? Czy tępiąc postawę „Polak-katolik” – nie współdziałał z budowaniem kosmopolityzmu? Czy przez swój sceptycyzm wobec „katolicyzmu ludowego” nie osłabiał, wraz z komunistycznym reżimem, Kościoła?
Podczas spotkania w Bibliotece Narodowej nie podejmowano tych kwestii, choć autor szeroko je omawia. Padło jednak pytanie o rzecz najbardziej istotną, o granice moralnie dopuszczanego kompromisu, której – sugerował głos z sali – „Tygodnik” nigdy nie przekroczył. Wtedy zabrał głos Krzysztof Kozłowski, przez dziesięciolecia zastępca Jerzego Turowicza. Mówił z perspektywy człowieka, który przez cały czas od wznowienia pisma, z Jerzym Turowiczem prowadził pismo po owych niebezpiecznych krawędziach. Mówił, że w chwilach konkretnych decyzji ta granica rzadko bywa oczywista i jasno opisana. Albo jest w człowieku, albo jej nie ma. Nie należy czekać, że z zewnątrz nadejdą recepty czy instrukcje. Pozostają wolna decyzja człowieka, który się kieruje sumieniem.
Książka Michała Jagiełły jest nieocenioną lekturą dla historyka idei. Zalecałbym ją także krytykom „Tygodnika”, którzy jak muchę z talerza wyławiają z przeszłości oderwane fakty bez zrozumienia całego zjawiska, jakim jest „Tygodnik”. Nade wszystko jednak powinna się ona stać podręcznikiem obecnych i przyszłych redaktorów „TP”. Znajdą w niej podstawy tego, co w doraźnych wyborach bywa zaledwie intuicją; zobaczą, co w „Tygodniku” wytrzymało próbę czasu, okazało się trwałe i wartościowe. Ta książka stanie się dla nich także pomocą w pojmowaniu zupełnie nowych sytuacji.
Czasy się zmieniają, zmienia się kontekst, w jakim działają katolicy. Podstawowe pytania i kontrowersje pozostają (tymczasem) te same. Katolicyzm narodowy przeżywa bujny okres, trwa spór o miejsce religii w życiu społeczeństwa pluralistycznego i demokratycznego, dopiero w stadium powstawania jest system komunikacji miedzy świeckimi a hierarchią, napięcie pomiędzy instytucją Kościoła a Kościołem „przeżycia” w niczym nie ustępuje temu, o którym pisał Koniński. Choroba polskiego antysemityzmu wciąż nie została do końca wyleczona.
Podczas prezentacji „Próby rozmowy” Aula Biblioteki Narodowej była wypełniona po brzegi przedstawicielami starszego i młodego pokolenia. To zainteresowanie zdaje się mówić, że „Tygodnik Powszechny” to historia i kontynuacja zarazem. Tymczasem ja w duchu stawiam sobie pytanie: co będzie zawierał napisany po latach kolejny tom „Próby rozmowy”, obejmujący nasz czas przełomu wieków?

Michał Jagiełło „Próba rozmowy. Szkice o katolicyzmie odrodzeniowym i »Tygodniku Powszechnym 1945–1953«”, tom 1 „Rodowód”, tom II „»Tygodnik Powszechny« i komunizm 1945–1953”. Wyd. Biblioteka Narodowa 2001.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl