Przegląd prasy

Pytania dla polskiego Kościoła



„Rezygnacja abp. Paetza kończy najbardziej dramatyczny akt tragedii, która przez lata raniła archidiecezję poznańską”. Nie znaczy to, że sprawę można uznać za zamkniętą. Przeciwnie: wiele wątpliwości nie zostało rozstrzygniętych, wiele trudnych pytań nie doczekało się odpowiedzi. „Jeżeli ktoś w trosce o Kościół i z miłości do Kościoła ma nadzieję, że wszystko, co było do ujawnienia i napiętnowania, zostało ujawnione i napiętnowane, niech będzie gotów na dalsze ciężkie próby”. Sprawa poznańska pokazała, że Kościół w Polsce jest Kościołem wymagającym głębokiej odnowy. Ustąpienie abpa Paetza to dopiero jej początek, nie koniec – pisze w RZECZPOSPOLITEJ (3.04) Jarosław Gowin, redaktor naczelny miesięcznika „Znak”.
Pierwsze pytanie, jakie postawić sobie musi wspólnota katolicka w Polsce, brzmi: czy zrobiono wszystko, by zapobiec krzywdom, jakie wyrządzono konkretnym osobom? Otóż nie. 
Znamienne są choćby okoliczności ustąpienia arcybiskupa. Decyzję o jego odwołaniu podjął Jan Paweł II, a tryb ustalała dyplomacja watykańska. Wybrano sposób najłagodniejszy: dobrowolne ustąpienie. W dodatku dokonało się to podczas Mszy św., w trakcie której arcybiskup nie tylko odrzucił oskarżenia, ale i wysunął ciężkie zarzuty pod adresem księży, którzy odważyli się zareagować na zło. Stwierdził też, że śledztwo specjalnej komisji watykańskiej nie potwierdziło jego winy. Na oświadczenie to Watykan nie zareagował. „W ten sposób powstał zamęt. Część wiernych poznańskich skłonna jest ufać byłemu pasterzowi. A przecież każdy, kto zna reguły dyplomacji watykańskiej, wie, że milczenie Stolicy Apostolskiej potwierdza słuszność zarzutów. Zresztą gdyby komisja oczyściła arcybiskupa z zarzutów, to czy można sobie wyobrazić, że nie podano by tego do wiadomości? Przecież oczyszczono by w ten sposób nie tylko dobre imię abp. Paetza, ale i całego Kościoła. Milczenie Stolicy Apostolskiej jest więc czytelne – tyle że dla tych, którzy umieją »czytać« język dyplomacji. Dlaczego abp. Paetzowi pozwolono na gorszące wystąpienie? Prawdopodobnie nigdy się tego nie dowiemy. Jedno jest pewne – w ten sposób wyrządzono krzywdę tym, którzy nie wiedzą, co o sprawie myśleć. Wyrządzono krzywdę tym, którzy oczekiwali nazwania zła złem. Wyrządzono krzywdę księżom, którzy zaangażowali się w rozwiązanie problemu i którzy w zamian musieli przełknąć gorycz publicznych kalumni. Przede wszystkim zaś wyrządzono krzywdę młodym ludziom, którzy doświadczyli molestowania ze strony zwierzchnika”. Czy cokolwiek – dobro jakiejkolwiek instytucji, nawet tak wyjątkowej, jak Kościół – usprawiedliwia krzywdy wyrządzone ludziom? 
Trzeba też zapytać: dlaczego z rozwiązaniem sprawy tak długo zwlekano? „To, że osoba obdarzona takim zaufaniem jak biskup może deprawować tych, którzy oddani są jej pieczy, jest wstrząsem. Chodzi tu jednak o zło popełnione przez pojedynczą osobę. Dlatego łatwiej przyjąć to do wiadomości, niż pogodzić się z tym, że zawiodło wiele innych osób powołanych do przeciwdziałania takim postępkom”. Winny jest bowiem nie tylko bezpośredni sprawca zła, ale również ci, którzy na wiadomość o złu nie reagowali, ukrywali je lub nawet tuszowali. Nie zadziałały odpowiednie procedury i instancje. Czy to one są wadliwe, czy też na wysokości zadania nie stanęli ludzie? 
Więcej: ci poznańscy księża, którzy interweniowali u biskupów pomocniczych, a potem u nuncjusza, nie doczekali się pomocy. Przeciwnie: spadły na nich kary i szykany. „Jakie moralne prawo do reprezentowania Kościoła mają dzisiaj ci, którzy tuszowali zło, a zwalczali dobro?”. Hierarchowie, którzy starali się sprawę zatuszować, kierowali się pewnie troską o dobre imię Kościoła. Tyle że pojętą opacznie, bo oznaczającą tolerowanie zła, byle wiadomość o nim nie przedostała się na światło dzienne. „Brak odwagi i lęk przed prawdą były w historii Kościoła źródłem licznych nieszczęść. Dramatycznie zaciążyły także na sposobie, w jaki wielu ludzi Kościoła ustosunkowało się do sytuacji, której rzeczywistego oblicza byli przecież świadomi. Język dyplomacji długo przeważał nad językiem prawdy”. Nie wyciągnięto też wniosków z doświadczeń innych Kościołów lokalnych, w których lęk przed ujawnieniem prawdy doprowadził do dramatycznego obniżenia ich autorytetu. „Czy można liczyć, że ta słabość zostanie naprawiona? Że zło zostanie nazwane po imieniu, a ofiary zachowań abp. doczekają się słów żalu i przeprosin? Słaba musi być nasza wiara, jeżeli obawiamy się, że prawda może narazić autorytet Kościoła na uszczerbek”. 
Oczywiście: po ujawnieniu sprawy przez media wielu biskupów i księży miało odwagę nazwać rzeczy po imieniu. Przeważyła jednak inna postawa: szukania winnych poza Kościołem i przerzucania na nich odpowiedzialności. Na kozła ofiarnego wybrano media. Tymczasem trzeba być wdzięcznym dziennikarzom nie tylko za poinformowanie o problemie poznańskim, ale i za wyważony sposób, w jaki to zrobili. Ujawniając prawdę, media wykazały większą odpowiedzialność za Kościół niż niektóre jego instancje. Miarą ich odpowiedzialności jest również to, że ujawniły tak niewiele: wierzchołek góry lodowej. 
W ostatnich latach niektóre Kościoły lokalne przeżyły wstrząs w związku z oskarżeniami duchownych o pedofilię i homoseksualizm. Część zarzutów się potwierdziła. Przypadek abpa Paetza zmusza do zapytania o skalę homoseksualizmu w Kościele polskim. Miarodajnych danych brak. Wydaje się, że skala zjawiska nie jest duża. Problemem jest jednak pytanie: „czy aby nie mamy do czynienia z rodzajem homoseksualnego lobby. Nie chodzi o żaden »spisek«, ale o samorzutną wspólnotę wrażliwości, wartości, a także interesów”. Czy w polskim Kościele nie zapanował duch złej tolerancji? Nie chodzi o rozpętanie nagonki na księży o orientacji homoseksualnej. Jeśli jednak zdarzają się przypadki zawiązywania homoseksualnego lobby, a zwłaszcza deprawowania przyszłych księży, nie można tego tolerować. 
Nieumiejętność radzenia sobie z różnymi wyzwaniami, przed którymi stoi Kościół w Polsce, wynika nie tylko ze słabości ludzkiej, ale w jeszcze większym stopniu ze słabości strukturalnych, z anachronicznego modelu polskiego Kościoła: nadmiernie hierarchicznego, zbiurokratyzowanego i sklerykalizowanego. Model taki był przez pół wieku wymuszony koniecznością obrony przed represjami komunistycznymi. Dlaczego trwa w czasach wolności? 
Duża część winy spada też na świeckich, którzy często traktują Kościół instrumentalnie, widząc w nim rodzaj towarzystwa ubezpieczeniowego na wieczność, a ograniczając swą współodpowiedzialność. Jeżeli więc polski katolicyzm uniknął dotąd gwałtownej sekularyzacji, która wyludniła Kościoły zachodnie, zawdzięczamy to głównie ciężkiej pracy tysięcy księży, zakonnic i zakonników. „Jednak można wątpić, czy dotychczasowa formacja kapłańska przygotowuje przyszłych księży do pracy duszpasterskiej w społeczeństwie, w którym wiarę coraz rzadziej przekazuje się przez wychowanie, a coraz częściej stanowi ona przedmiot wyboru. Czy klerykom nie wpaja się lęku przed światem, przed wolnością? Czy nie wychowuje się ich przede wszystkim na sprawnych i posłusznych urzędników zamiast na odważnych i samodzielnych apostołów? Czy zaszczepia się ich przeciwko pokusie kastowości i wywyższania się? Czy uświadamia się im, że nie będą mogli opierać się głównie na autorytecie instytucji, lecz że będą musieli zdobywać autorytet osobisty? Czy uczy się ich odwagi niezbędnej do tego, by wytrzymać presję obojętności, niezrozumienia, a niekiedy i wrogości ze strony świata?” 
Swoją listę pytań prezentuje też w „Arce Noego” GAZETY ŚWIĄTECZNEJ (6-7. 04) Jan Turnau: 1. Czy dobrze się dzieje, gdy media katolickie milczą jak groby, póki nie ujawni sprawy wiarygodna prasa świecka? Czy prawdę – choćby najgorszą – wolno skrywać pod korcem?; 2. Jakie kryteria stosuje się w karierze kościelnej?; 3. Czy „drążność” Kościoła rzymskokatolickiego jest dostateczna, bieg wiadomości w górę dostatecznie szybki? Czy Papież jest kochaną babunią, której nie trzeba martwić?; 4. Czy z gruntu fałszywa jest opinia, że Jan Paweł II jest wielkim prorokiem, a administrują bez niego ludzie o wiele mniejsi?; 
5. Czy na pewno nie ma żadnego związku między homoseksualizmem wśród księży a obowiązkowym celibatem?  

KB
 




 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl