A mój syn

Pamiętajmy o nocnikach

JACEK PODSIADŁO

 

A mój syn, jak tylko się urodził, to miał tak jakby leciutko ściągnięte brwi, których nie miał. Po prostu miał taki wyraz buzi, jakby był intensywnie zamyślony, i na wielu zdjęciach z kilku następnych lat ciągle to zamyślenie widać. Myślę, że miał to po mnie, bo ja się bardzo lubię zamyślać. Niedawno na przykład usłyszałem, jak dziennikarz w rozmowie z panią psycholog powiedział: „Przecież nie możemy zabronić naszym dzieciom korzystania z internetu, bo w XXI wieku to by była paranoja”; i zamyśliłem się. I zaraz uświadomiłem sobie, że nazwę „rzeczywistość wirtualna” stworzono, gdy była pod ręką inna, gotowa już nazwa. Właśnie „paranoja” w znaczeniu najbardziej dosłownym: para = niby, nie; noia = rzeczywistość. A i znamiona obłędu dałoby się łatwo wskazać, szczególnie w przypadku gier komputerowych. Godzinami uciekać w elektronicznym labiryncie przed jakimś potwornym potworem – czy to nie urojenie prześladowcze? Skakać Małyszem za pomocą myszki na odległość 250 metrów – czy to nie małyszomania wielkości? 
Od razu postanowiłem sprawdzić, jak to działa w praktyce. Wziąłem kilka pierwszych z brzegu zdań z rzeczywistością wirtualną i dokonałem podstawienia: „Otaczająca świat paranoja wymusza na firmach zmianę strategii działania i rozwoju”. „Paranoja jest bardziej brutalna niż mogłoby się nam wydawać”. „To nieprawda, że paranoja została wykreowana przez komputer lub Internet”. „92 % badanych twierdzi, że poświęca rodzinie więcej, lub co najmniej tyle samo czasu, ile przed przyłączeniem się do paranoi”. Funkcjonuje świetnie, prawda?
Kiedy indziej czytałem rozmowę dziennikarki z politykiem, m.in. na temat korupcji i żądzy bogactwa wśród polityków. W którymś momencie dziennikarka zapytała: „To może politycy powinni pracować społecznie, bez wynagrodzenia?” Polityk odparł: „Ależ proszę pani, to nierealne”, i na tym wątek urwano, a ja się zamyśliłem. Bo właśnie uważam, że powinni albo zmienić powołanie, albo pracować za friko i nie wozić tych swoich leniwych cielsk limuzynami, lecz zasuwać po świecie z kosturem, czy tam laską marszałkowską, jak Ghandi. A wierzyć w nierealne, znaczy tkwić w paranoi, więc zamyśliłem się tym bardziej. Ale zaraz przypomniało mi się słynne wezwanie z maja ’68 „Bądźcie realistami, żądajcie niemożliwego!”, i pomyślałem, że czasami nierealne nagle okazuje się realne i niejeden polityk może się obudzić z nocnikiem w ręku, kiedy jakiś Tymiński albo inny Lepper wymyśli na przykład referendum w sprawie czerpania dochodów z uprawiania polityki. Nie trzeba być OBOP-em, żeby wyniki takiego referendum przewidzieć.
No i właśnie: im bardziej się zamyślam, tym wyraźniej widzę, że granice między rzeczywistością a pararzeczywistością są czysto umowne, nawet jeśli ich fundament jest tak solidny, jak umowa społeczna. Kiedy nastała moda na skateboardy, mój znajomy z zabitej dechami wsi wziął jedną taką dechę, przymocował do niej kółka od starych wrotek, powtarzam: wrotek, nie rollersów, i zmajstrował swojemu dziecku skateboarda domowej roboty. Może nie miał pieniędzy na „prawdziwego”, a może myślał: „To jakaś paranoja, żeby musieć kupować kawałek sklejki z batmanem na kółkach tylko dlatego, że wszyscy tak robią”. Koledzy jego syna myśleli pewnie: „To jakaś paranoja, żeby jeździć na kawałku zwykłej deski, kiedy my tu śmigamy na eleganckich skateboardach z batmanem”. Co myślał sam syn, nie wiem, ale pewnie nie myślał nic, bo zbyt był zajęty przewracaniem się i wstawaniem. Tak, w samym świecie młodzieżowych mód paranoje mnożą się jak glizdy po deszczu. Jaką piękną paranoją są rowery górskie! W górach rzeczywiście są przydatne i nie dziwiłbym się, gdyby juhasi zaiwaniali nimi na redyk, ale jednak żyjemy w kraju raczej równinnym i wyasfaltowanym. Kółka toto ma małe, gruby bieżnik czepia się asfaltu i hamuje, a wszyscy kupują i są bardzo dumni, szczególnie, jeśli mają 24 przełożenia, z których wykorzystują raptem dwa. Analogiczną paranoją za komuny był składak – rower tej wielkiej zalety, że pomęczywszy się pół dnia można go było złożyć. Nikt ich nie składał, ale mieć chciał każdy.
Im bardziej paranoja jest zorganizowana, tym większą ma akceptację społeczną i szacunek. Kiedyś, jak miałem Etat, to panie z księgowości ciągle mnie pytały o numer NIP. Wynikały stąd długie, dramatyczne dialogi. Wzruszałem ramionami i mówiłem: „Numer NIP? Pierwsze słyszę. Ja nic nie wiem. Chyba nie mam żadnego NIP-a”. „Musi pan mieć. Wszyscy mają”. „Jak wszyscy, jak ja nie mam”. „Na pewno pan ma. Na pewno go panu podali, jak pan się rozliczał z Urzędem Skarbowym”. „A co to znowu takiego? Nigdy żem na oczy nie widział żadnego urzędu skarbowego”. „Przecież jak się pan nie rozliczy z Urzędem, to pan nie dostanie zwrotu podatku”. „No, to już jakaś paranoja. Chyba nie po to zabierają mi moje pieniądze, żeby mi je potem zwracać?” „Aj-waj, jak niedobrze! Przecież pan do więzienia pójdzie!” I taka rozmowa. W końcu dobre panie z księgowości poszły do urzędu i przyniosły mi tego NIP-a, żebym tylko pozostał na wolności. Pewnie powiedziały tam: „Mamy na Etacie takiego paranoika, który nie może pojąć głębokiego sensu naszego pięknego, wspaniałego i rozumnego systemu numeryczno-podatkowego”. 
Internet jest wspaniałym wynalazkiem. Na skateboardzie pojeździć jest fajnie. Do urzędu skarbowego zaglądać nie ma zakazu. Dobrze jest mieć samochód. Zarabiać jako polityk potrójne pieniądze na negocjacjach, renegocjacjach i rerenegocjacjach z Unią, to już musi być całkiem fantastycznie. Ale nie śpieszmy się z wyrokowaniem, że ci, co wysyłają listy pocztą nieelektroniczną, nie jeżdżą na deskach, chodzą piechotą albo pracują społecznie, są gorsi czy bardziej „zagubieni w rzeczywistości”. David Thoreau, o zagubionej ekspedycji Franklina i jej poszukiwaniach, między innymi przez grupę imć Grinnella: „Czy Franklin jest jedynym zagubionym człowiekiem i dlatego jego żona szuka go z takim przejęciem? Czy pan Grinnell wie, gdzie sam się znajduje?”

Jacek Podsiadło
skr.poczt.32, 45-076 Opole 1
podsiadlo@atol.com.pl



 

 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl