LISTY



Nasze możliwości są mniejsze

Uczestniczyłam w młodzieżowych rekolekcjach wielkopostnych w Krakowie, w których ksiądz prowadzący przedstawił problem kapłaństwa kobiet. Opowiadał o „feministkach Kościoła anglikańskiego”, które „przybyły na synod i oświadczyły – »Ja też chcę być księdzem«”. Kościół (mnie także) ogarnęła wesołość. Trudno się dziwić, brzmiało to śmiesznie. Później zastanowiłam się jednak nad powodem, który skłonił do tego kroku „feministki”.
Apostołami Chrystusa dwa tysiące lat temu, ze względów kulturowych, nie mogły być kobiety. Skoro nie wypadało im rozmawiać z mężczyzną, poza wymienianiem zdawkowych informacji, nie mogły głosić na wielką skalę Ewangelii (Jezus obalał te obyczaje, np. rozmawiając z Samarytanką, co budziło zdziwienie i oburzenie Jego uczniów). Obecnie żadna kobieta, tak świecka, jak zakonnica, nie może powziąć żadnej decyzji w Kościele katolickim, chociaż kobiety stanowią większość praktykujących. Przedstawiają odmienny sposób zachowania i myślenia, od 2000 lat nie brany pod uwagę przy kształtowaniu Kościoła. Nie osądzajmy, czy to dobrze, czy źle. Zastanówmy się, czy na tym polega powszechność? Słowa „Idźcie i nauczajcie wszystkie narody” Pan Jezus skierował nie tylko do mężczyzn, a pomimo tego niektóre drogi szerzenia Ewangelii są dla kobiet zamknięte. Nie mogą sprawować Eucharystii, spowiadać, udzielać sakramentu namaszczenia. Możliwości otwierające się przed siostrą zakonną są o wiele mniejsze niż te, które posiada ksiądz. Zastanawiam się, czy słusznie, i w imię czego, ograniczamy kobietom możliwości niesienia światu Dobrej Nowiny? 


KATARZYNA LIDA
kasia_lida@poczta.onet.pl

*

Temat kapłaństwa kobiet jest ważny i wymaga delikatności. Czym innym jest jednak sakrament kapłaństwa, czym innym prawo do współdecydowania w Kościele, a jeszcze czym innym wypełnianie nakazu głoszenia Ewangelii. I bez możliwości przystępowania do sakramentu kapłaństwa można współdecydować o sprawach Kościoła, co dokonuje się choćby przez rady parafialne tam, gdzie one funkcjonują. Nie zmienia to oczywiście faktu, że problem uczestnictwa kobiet w odpowiedzialności za Kościół istnieje. Choć jest wiele dróg głoszenia Ewangelii, jakimi od dawna podążają kobiety, ich wskazywanie nie wyklucza potrzeby rozmowy o tym, czy i jakie nowe sposoby głoszenia Dobrej Nowiny przez kobiety są potrzebne. 
Pytania, dlaczego Pan Jezus wybrał tylko mężczyzn na apostołów, nie można sprowadzać jedynie do ograniczeń kulturowych. Jak zauważyła autorka listu, Jezus nie czuł się skrępowany ówczesnymi obyczajami, a więc nie można akurat w tej kwestii arbitralnie stwierdzać, że gdzie indziej był ponad lokalne uwarunkowania, a tu akurat się do nich dostosował. Przedstawiając problem kapłaństwa kobiet w Kościele katolickim nie można pomijać aktualnego stanowiska Magisterium Kościoła, ale z drugiej strony warto poznać opinie teologów katolickich mniej lub bardziej różniące się od oficjalnego nauczania. Niezbędny jest również wymiar ekumeniczny, czyli to, co dzieje się w Kościołach ewangelickich (w niektórych z nich kobiety od dawna sprawują urząd pastora) oraz niedawny rozwój sytuacji w Kościele anglikańskim. 


Ks. JAN SŁOMKA





Pielgrzymka dla bibliotekarzy

W niedzielę 26 maja 2002 r. odbędzie się V Ogólnopolska Pielgrzymka Bibliotekarzy na Jasną Górę. Msza św. odprawiona zostanie przed Cudownym Obrazem Najświętszej Maryi Panny o godz. 12.00. Bezpośrednio po niej, w kaplicy różańcowej przewidziane jest spotkanie bibliotekarzy z całego kraju.
w imieniu Duszpasterstwa Bibliotekarzy 
Archidiecezji Katowickiej


BOŻENA SZCZYKAŁA
pl. Rady Europy 1, 40-021 Katowice






Po publikacji wywiadu z ks. Tomaszem Węcławskim „Świadectwo” („TP” nr 14/2002), dotyczącym sytuacji polskiego Kościoła po sprawie arcybiskupa poznańskiego, otrzymaliśmy sporo listów od czytelników. Przygotowaliśmy ich wybór. 


Prawda nas wyzwoli 

Wywiad z ks. Węcławskim to, jak sądzę, najważniejszy tekst ostatniej dekady. Nikt tak wyraźnie jak ks. Węcławski nie nazwał po imieniu bolączek Kościoła i nikt z równą żarliwością nie wskazał na środki zaradcze. Ten wywiad powinien przejść do historii, powinien stać się lekturą obowiązującą w seminariach, na spotkaniach dekanalnych i posiedzeniach Episkopatu. Wszyscy, a szczególnie księża katoliccy, winniśmy wdzięczność Księdzu Profesorowi za odwagę nazwania pokus, którym jesteśmy skłonni ulegać. Tzw. sprawa abp. Paetza przejdzie do historii Kościoła katolickiego jako jeden ze skandali, nie pierwszy i nie ostatni. Jednak rozmowa, na jaką zdecydował się ks. Węcławski, przejdzie do historii jako głos ratujący wiarygodność Kościoła katolickiego. Piszę nie tylko we własnym imieniu, ale również w imieniu przyjaciół, którzy zatroskani o dobre imię Kościoła zachęcali mnie, bym nie milczał, ale w rzeczonej sprawie się odezwał. Jeśli tego nie zrobię (nie zrobimy), to ludzie jednoznacznie to ocenią – jeden na drugiego ma haka...
Ks. Profesor Tomasz Węcławski pokazał nam wszystkim, że Jezus Chrystus jest Prawdą i Prawda nas wyzwoli.

Ks. STANISŁAW OBIREK SJ
(Kraków)



Gorszenie maluczkich

No cóż, nawet jeśli w wywiadzie, zdaniem „TP”, nie ma sensacji, trzeba liczyć się z tym, że media z niego sensację zrobią. Przewidywanie skutków własnych działań też jest konieczne, by nie okazało się, że wyczulonym na CUDZE grzechy sumieniem wyświadczają Państwo Kościołowi niedźwiedzią przysługę. Proszę pamiętać o ewangelicznych „maluczkich”, którzy przez tego typu publikacje odejdą (być może na zawsze) od Kościoła. I to już nie będzie wina tylko zachowań arcybiskupa Paetza, lecz także tych, którzy sprawę tę rozdmuchują od nowa. Pozostaje wtedy jedno rozwiązanie: „lepiej byłoby kamień młyński przywiązać do szyi i rzucić się w morze”.


Ks. ADAM ŁACH



Dziwne są Boże zamierzenia 

Chciałbym serdecznie podziękować „TP” za opublikowanie wywiadu z ks. Tomaszem Węcławskim oraz jemu samemu za złożone świadectwo. Nie chodzi mi bynajmniej o to, co powiedział o arcybiskupie Paetzu, ale o świadectwo o Kościele, jakie złożył Ksiądz Profesor swoimi słowami. Dziękuję za to, że przypomniał czym jest Kościół i, że powiedział wprost, iż Kościół nie jest z tego świata, choć tworzą go grzeszni ludzie. Dziwne są czasami Boże zamierzenia. Sprawa, która bulwersuje, rani, może stanie się przyczynkiem do odnowy myślenia świata o Kościele i myślenia Kościoła o świecie, do rewizji myślenia Kościoła o sobie samym. Nie wiem, czy tak się stanie, czy jest to możliwe, ale mam nadzieję. I za tę nadzieję Bóg zapłać księdzu Węcławskiemu.


MIROSŁAW CHMIEL
(Ruda Śląska)



Twórczy i odważny 

Cieszę, że „TP” redagują ludzie, dla których prawda jest jedną z najważniejszych wartości. Pozwala mi to wierzyć, że polski katolicyzm jest formacją odważną i twórczą. Wasze pismo znowu zaczyna być oparciem dla ludzi, którzy chcą pozostać w Kościele mimo popełnianych przez hierarchię błędów. Dziękuję i życzę wytrwałości w odwadze.


GABRIELA TARAJCZUK






Wypędzenia sobie nierówne


Chciałbym przekazać kilka uwag dotyczących projektu „Centrum przeciw Wypędzeniom” i opinii, że jeśli zostanie ono ulokowane we Wrocławiu, Polska będzie miała jakiś wpływ na jego kształt (komentarz Wojciecha Pięciaka w „TP” nr 11/2002). Trudno zgodzić się z wrzuceniem do jednego worka transferu ludności niemieckiej z ziem zachodnich (a także Czechosłowacji i Węgier), przeprowadzonego na podstawie zgodnej decyzji Wielkiej Trójki, i wysiedleń ludności polskiej z tzw. Kresów Wschodnich. W pierwszym przypadku ludność niemiecka ponosiła konsekwencje wojny wszczętej i prowadzonej w przestępczy sposób przez państwo niemieckie (Hitler doszedł do władzy legalnie!), w drugim – ludność polska dostosowała się do globalnej polityki wielkich mocarstw, które zignorowały stanowisko legalnych władz państwa polskiego – ofiary, a nie sprawcy wojny.
Wypędzenia rozpoczęły władze hitlerowskie wyrzucając tysiące Polaków z tzw. Warthegau (Kraju Warty) na początku wojny. A jak się ma do wypędzenia Polaków akcja ściągania w (wojenne) granice Rzeszy ludności niemieckiej z państw bałtyckich i ZSRR, realizowana wkrótce potem? I jeszcze: ludność niemiecka ziem zachodnich opuszczała domy w trojaki sposób. Najpierw była spontaniczna ucieczka przed zbliżającym się frontem. Następnie przymusowa i nagła ewakuacja na rozkaz hitlerowskich władz wojskowych oraz partyjnych (we Wrocławiu „ewakuowano” kosztem ogromnych ofiar, w środku mroźnej zimy 1945 r., kilkaset tysięcy niemieckich kobiet, dzieci i starców). Dopiero w trzeciej fazie realizowano decyzje poczdamskie, których inicjatorem byli zresztą Brytyjczycy, odwołujący się do wymiany ludności między Turcją i Grecją po pierwszej wojnie światowej.
Nie ulega wątpliwości, że wypędzeniom towarzyszyły wielkie tragedie osobiste i rodzinne, ale trzeba wiedzieć i głośno mówić, że nie były one tożsame pod względem prawnym i moralnym. Państwo niemieckie, jako spadkobierca III Rzeszy, musiało zapłacić za agresję i zbrodnie wojenne. Jednocześnie, dzięki nowym granicom, Polska mogła ułożyć przyjazne stosunki ze wschodnimi sąsiadami (na co tak przecież nalegał Jerzy Giedroyc). Przeciw radzieckim aneksjom w roku 1939 nie protestowała ani Wielka Brytania, ani Francja, natomiast bez granicy na Odrze i Nysie powojenna Polska zostałaby zredukowana do rozmiarów Księstwa Warszawskiego. Wreszcie – nie do wyobrażenia byłoby pozostawienie kilku milionów ludności niemieckiej na tych obszarach.


IGNACY RUTKIEWICZ
(Warszawa)





Moje znaleziska

Zachwycił mnie felieton Józefy Hennelowej ,,Czas przeszły dokonany” („TP” nr 12/2002). Zdezelowaną i napęczniałą od przeróżnych „wkładek” książeczkę do nabożeństwa zawsze odruchowo zabieram do kościoła. Najciekawsze teraz w niej znaleziska to oznakowane przez cenzurę obrazki i modlitwy przesyłane mi w latach 1985–1986 pod adresem: Izabela Jarosińska, córka Leona, Areszt Śledczy, Warszawa, Rakowiecka 37 oraz św. Antoni Padewski z wtorkową modlitwą po rosyjsku od petersburskich franciszkanów.


IZABELA JAROSIŃSKA
(Warszawa)





Brukselska obrona góralszczyzny 

Rzecz miała miejsce pod koniec XIX stulecia. Warto ją jednak przypomnieć w czasach, gdy Bruksela w oczach niektórych rodaków urasta do mitycznej stolicy europejskiego mocarstwa.
W owym czasie istniała w Zakopanem szkoła przemysłu drzewnego prowadzona przez zniemczałego Czecha – Neužila. Produkowano w niej wyroby w stylu renesansu niemieckiego, który coraz skuteczniej wypierał twórczość górali. Niejaki pan Buls – belgijski podróżnik, który zasłużył się bardzo w zachowaniu wyglądu zewnętrznego swego rodzinnego miasta Brukseli, którego był burmistrzem – tak pisał po powrocie z Tatr: „Obawiam się, aby wybór modeli nie zgładził oryginalności sztuki, która jest wrodzoną góralowi. Należałoby wziąć za punkt wyjścia sztukę wydaną przez górali w ozdobach ich sprzętów domowych, narzędzi, ich ubiorów, a rozwiązawszy tym sposobem żywioły, można by dojść do utworzenia stylu ozdobnego, który miałby wartość już przez samą swą oryginalność. Oto raczej są lepsze wzory dla młodych górali, aniżeli odlewy gipsowe, sprowadzone z Wiednia lub Stuttgartu”.
W takich to zaskakujących nas dzisiaj okolicznościach tworzył się tzw. styl zakopiański, owocujący do dzisiaj zakopiańską „Kolibą” i „Domem pod Jedlami” według projektów Stanisława Witkiewicza. Przypomnijmy także, że ów styl wzmiankowanej zakopiańskiej szkoły przemysłowej został narzucony siłą przez władze austriackie.


WALDEMAR WIGLUSZ
(Przemyśl)

PS. Źródło: „Styl zakopiański” dr Stanisław Eljasz Radzikowski, wyd. II, Kraków 1901, Tow. Wydawnicze we Lwowie.





Pomoc dla Pauliny

Zwracamy się do wszystkich ludzi dobrej woli, prosząc o pomoc w gromadzeniu pieniędzy na leczenie i rehabilitację naszej 5-letniej córeczki Pauliny z mózgowym porażeniem dziecięcym. Dzięki intensywnej rehabilitacji osiągnęła dotychczas bardzo dużo: raczkuje, potrafi nawet samodzielnie stanąć przy ścianie. Nadal jednak nie potrafi chodzić... Szansę na samodzielne poruszanie się stwarza terapia w kombinezonach kosmicznych, prowadzona przez ośrodek w Mielnie. Koszt pobytu wynosi 12 tys. zł. Każda, najmniejsza wpłata, przybliża nam i naszej córce dzień, kiedy zacznie chodzić o własnych siłach. Zainteresowanych prosimy o wpłaty na konto:
Fundacja Dzieciom ,,Zdążyć z Pomocą” ul. Łomiańska 5 01-658 Warszawa; numer konta: PKO BP II O/Warszawa 42 10201026 122690022 z dopiskiem ,,Na leczenie i rehabilitację Paulinki Dudek”. Wszystkim dziękujemy za zrozumienie i udzieloną pomoc.


RENATA I JÓZEF DUDKOWIE
(Kłodzko, woj. dolnośląskie) 





Konkurs dla młodych architektów

FUNDACJA DLA POLSKI, działając w imieniu fundatorów nagrody architektonicznej im. Małgorzaty Baczko i Piotra Zakrzewskiego, ogłasza IV edycję konkursu na projekt z dziedziny budownictwa społeczno-publicznego (szkoły, przedszkola i inne instytucje kulturalno-oświatowe, szpitale, budownictwo mieszkalne), renowacji starego budownictwa i jego adaptacji na cele społeczne, a także rewaloryzacji blokowisk. Celem konkursu jest upowszechnianie, bliskich jego patronom, ekologicznych tworzyw budowlanych i budownictwa energooszczędnego, alternatywnych źródeł energii, oraz wymiana doświadczeń z Francją i innymi krajami europejskimi w zakresie projektowania obiektów budownictwa społeczno-publicznego. 
O nagrodę – 10 000 PLN z przeznaczeniem na staż we Francji – mogą ubiegać się dyplomanci wydziałów architektury i budownictwa, którzy nie ukończyli 40 lat lub uzyskali dyplom nie więcej niż 10 lat temu. Prace należy składać do 30 kwietnia 2002 r. w biurze Fundacji dla Polski: ul. Szpitalna 5/5 (III piętro) 00-031 Warszawa. Tam też można uzyskać dodatkowe informacje: tel. 0-22; 828-91-28 w. 137; fax: 0-22; 828-91-29; e-mail: fdp@nonprofit.org.pl, www.fdp.org.pl.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl