Wspomnienie o kard. Luis-Marie Billé


Po pierwsze odwaga

Jacek Kubiak z Rennes we Francji



Kardynał Luis-Marie Billé zmarł w Bordeaux 12 marca w wieku 64 lat. Nosił, honorowy we Francji, tytuł Prymasa Galów zaledwie od 4 lat – od kiedy Papież Jan Paweł II mianował go arcybiskupem Lyonu w lipcu 1998. Tylko nieco dłużej, bo w latach 1996–2001 był przewodniczącym Episkopatu Francji. Z funkcji tej zrezygnował w listopadzie 2001 w wyniku diagnozy raka jelita. Pomimo że tak krótko piastował te dwie najważniejsze w Kościele francuskim funkcje, jego zasług nie sposób przecenić. A przecież zebrał na swym koncie więcej porażek niż zwycięstw. Skąd więc ten dodatni bilans dziś, gdy żegna go diecezja lyońska i cała Francja?
Kościół francuski od lat przeżywa głęboki kryzys wiary. Większość społeczeństwa odgradza się od niego, dostrzegając wiele przejawów anachronizmu i hipokryzji. U źródeł tego kryzysu leży nie tylko moda na konsumpcyjny tryb życia. W zmieniającym się szybko świecie większość instytucji przystosowuje się do nowej sytuacji. Kościół opiera się tej tendencji... i płaci za to wysoką cenę (kryzysowi temu poświęciłem artykuł „Wykluczeni, poniżeni i niezłomni” w „TP” nr 11/2002).
Kardynałowi Billé przyszło działać w okresie szczególnego zaostrzenia tego kryzysu. Liczba powołań kapłańskich spadła do poziomu grożącego zamarciem życia duchowego w licznych, szczególnie wiejskich, parafiach, a autorytet Kościoła skurczył się do niespotykanych dotąd rozmiarów. Gwoździem do trumny wydawały się liczne nagłaśniane przez media afery seksualne w łonie Kościoła. Tylko mądra i konsekwentna postawa hierarchii kościelnej mogła ocalić Kościół od ostatecznej klęski. Kard. Billé stanął na wysokości zadania. Okazał się mężem opatrznościowym francuskiego Kościoła. To właśnie on był autorem tezy o dechrystianizacji Francji. Ten, wydawałoby się błahy fakt odegrał decydującą rolę w odbudowie autorytetu Kościoła francuskiego, gdyż była to diagnoza, bez której nie można byłoby liczyć na odwrócenie tendencji. Kardynał jednak nie tylko stawiał odważne diagnozy, ale proponował też śmiałe działania, a co ważniejsze, potrafił skupić wokół nich nie tylko Episkopat, ale i wiernych.
Bardzo szybko po nieoczekiwanym wyborze na przewodniczącego francuskiego Episkopatu młody, bo zaledwie 58-letni, arcybiskup Aix-en-Provence i Arles zmuszony był do zaprezentowania swych zdolności politycznych. Już w trzy miesiące po wyborze wybuchł skandal wokół plakatu do fimu „Skandalista Larry Flynt”. Arcybiskup Billé opowiedział się za wycofaniem plakatu przedstawiającego Flynta w pozie ukrzyżowanego Chrystusa na nagim łonie kobiety. Epizod mógłby ujść za przyczynkowy, gdyby nie skupiał w sobie jak w soczewce współczesnych problemów Kościoła. Chodziło o to, czy Kościół będzie miał siłę, aby opowiedzieć się za obroną tradycyjnych wartości katolickich, czy też przystanie na wszechobecną swobodę obyczajów. Biskup Billé wybrał opór... i przegrał, a plakat pozostał w imię wolności artystystycznego wyrazu na murach. 
W kilka miesięcy później, tuż przed wizytą Jana Pawła II, kard. Billé podjął w imieniu Episkopatu decyzję o ogłoszeniu mea culpa za milczenie wobec prześladowań Żydów w okresie kolaboracji rządu Vichy z Hitlerem. Aktu tego dokonano już po wizycie Papieża 30 września 1997 na terenie obozu w Drancy, z którego wywieziono do Auschwitz 76 tysięcy Żydów. Deklaracja ta, pomimo głosów krytyki, utorowała drogę do ogłoszonego przez Papieża w Wielkanoc roku 2000 aktu skruchy Kościoła wobec Żydów. Dla abp. Billé oznaczała ona wyniesienie go do rangi Prymasa Galów. Teraz czekała go kampania oporu wobec propozycji ustawy dającej parom homoseksualnym większość praw przysługującym małżeństwom i nowe starcie z polityką państwa – protest przeciwko bombardowaniu Jugosławii przez wojska NATO. Paradoksalnie obie porażki wzmocniły autorytet Kościoła. Kościół, pomimo swej słabości, jawił się bowiem jako instytucja konsekwentna i odważna.
Nieprzewidzianym ciosem okazały się afery seksualne, a szczególnie przypadek bp. Bayeux i Lisieux – Pierra Picana, który zataił fakt molestowania seksualnego chłopców przez księdza w swej diecezji. Reakcja Episkopatu, pod znamiennym wpływem abp. Billé, była równie stanowcza, co pionierska: potępiono takich księży, uznano zasadność wymierzenia im kary przez świecki trybunał, ale nie zapomniano o ofiarach, uznając konieczność zadośćuczynienia. Również i po tych wydarzeniach reakcja Watykanu była jednoznaczna – abp Billé został wyniesiony do godności kardynała 21 stycznia 2001. Już jako kardynał poniósł kolejną klęskę. Wspólny z Kościołami protestanckimi apel przeciwko ustawie zaostrzającej represje wobec sekt, a równocześnie ograniczającej swobody religijne, zakończył się fiaskiem. Wykazał jednak bardzo silne więzy katolików i protestantów. Ostatnią inicjatywą kard. Billé była pielgrzymka seminarzystów z całej Francji do Lyonu we wrześniu 2001. Wkrótce po tym wydarzeniu, konsolidującym przyszłych księży, kard. Billé podał się do dymisji z przyczyn zdrowotnych, zachowując tytuł Prymasa i plany pracy w swojej diecezji. Jednak choroba przybrała na sile i w pięć miesięcy po dymisji kardynał zmarł.
Odchodzący Prymas to postać tragiczna, nacechowana ogromną odwagą, stanowczością i niezłomnością w poszukiwaniu najlepszej drogi dla francuskiego Kościoła. Dzieło kardynała pozostało niedokończone, ale słuszna diagnoza i konsekwentna polityka odwróciły groźne tendencje. Dziś po raz pierwszy od wielu lat wzrasta liczba powołań i Episkopat z nadzieją spogląda w przyszłość. W jednej ze swych ostatnich homilii pt. „Chrystus światłem dla świata”, wygłoszonej w Rzymie w Święto Trzech Króli 5 stycznia 2002, kardynał powiedział: „Trzej Królowie są wędrowcami szukającymi drogi do Chrystusa. Ale nie od razu gwiazda wskazała im drogę. Czyż nie są oni pięknym symbolem w naszych czasach trudnej wiary? Żadna droga życia nie jest ściśle linearna i nie możemy zaprzestać poszukiwań jedynej dobrej drogi. (...) Ewangelia dzisiejsza kończy się słowami »Dotarli do swych krajów różnymi drogami«. Święty Mateusz nie interesuje się dalszą historią Trzech Króli, nie daje jej konkretnego zakończenia. Dalszy ciąg tych wydarzeń to dwa tysiące lat historii Kościoła. A na początku drugiego roku XXI wieku czujemy jeszcze silniej niż przed rokiem pytanie ludzkości, za którą gwiazdą podążyć”. Najlepszą wskazówką w wyborze tej drogi jest dewiza kardynała Billé „Wiem, komu powierzyłem moją wiarę”. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl