Bez słów

Bogusław Deptuła



Poezja jest jedna, 
natomiast poetyk jest wiele.
Stanisław Dróżdż



W 1977 roku Stanisław Dróżdż odmienił wnętrze Galerii Foksal. Po dwudziestu pięciu latach dokonał tego ponownie, choć w zupełnie inny sposób.



Stanisław Dróżdż jest, jak napisał Piotr Rypson, „najciekawszym, najbardziej konsekwentnym polskim poetą konkretnym”. Poezja konkretna to bardzo rygorystyczna odmiana poezji. Nie należy mylić tego zjawiska ani z poezją lingwistyczną, ani z poezją wizualną (np. kaligramami), ani też z letryzmem, czyli takim kierunkiem we współczesnej sztuce, w którym znaczenie mają pojedyncze litery, wyrazy czy zdania umieszczane na obrazach czy rysunkach. Tak pojawiające się słowa są dla Dróżdża ozdobnikami bez znaczenia, gdyż, jak sam powiada: „poezja konkretna polega na wyizolowaniu, zautonomizowaniu słowa. (...) żeby słowo jak gdyby samo w sobie i dla siebie znaczyło. (...) W poezji konkretnej forma jest zdeterminowana treścią, a treść formą”. Dróżdż-„konkretysta” posługuje się dodatkowo terminem „pojęciokształty”. A to dla podkreślenia następstw i determinacji wyglądu słowa, który ma nieodwracalne skutki dla wyglądu realizacji. Tworząc w zgodzie z tą definicją, dochodzi do utożsamienia kształtu i znaczenia zastosowanych „pojęciokształtów”. 
W 1977 roku Stanisław Dróżdż dokonał sławnej przemiany wnętrza Galerii Foksal. Wszystkie sześć boków tego prostopadłościanu pokryto czarnymi literami, które składały się na słowo „między”. Napisałem „składały się”, bowiem w istocie to słowo w takiej kolejności następstwa liter nigdzie się nie pojawiło. Można je było przeczytać, ale „między wierszami”, złożyć z kunsztownie rozsypanych liter. Literowa „tapeta” pokryła równomiernie wszystko i stała się piętrową konstrukcją logiczno-estetyczno-semantyczno-poetycką. W cytowanej już rozmowie z Jaromirem Jedlińskim („Odra”, 7-8/1999) Dróżdż mówi: „w mojej pracy »Między« powstała taka sytuacja, że oglądający ją ludzie mieli uczucie, jak gdyby to oni byli czytani przez tekst”.
Przywołanie najsławniejszej i wielokrotnie powtarzanej realizacji Stanisława Dróżdża zdało mi się konieczne, by powiedzieć o najnowszym pomyśle poety konkretnego, zatytułowanym „Poezja konkretna”. Minęło ćwierćwiecze i Dróżdż pokusił się o nowe zdefiniowanie przestrzeni Galerii Foksal. Przestrzeń pozostała niezmieniona. To wciąż ta sama galeria, ale równocześnie dzięki zabiegowi Dróżdża całkiem nowa. Tym razem zbędne okazały się słowa i litery. Niezbędna stała się półprzezroczysta plastikowa żyłka. To ona wypełniła całkowicie i bezwzględnie przestrzeń galerii. Żyłki zostały rozpięte między ścianami a podłogą i sufitem. Widz, nie wpuszczony do wnętrza, nie może go ogarnąć. Przeszkadza mu w tym także gęsta plątanina żyłek, które rozmywają kontury i kąty proste. 
Białe jarzeniowe światło, białe ściany, białawe żyłki – odcienie bieli, zbliżona temperatura barwna całości – niemożność sfotografowania, nieuchwytność, nieostrość, mgławicowość. Najsilniejsze skojarzenie: zamieć śnieżna. Nawet nie mgła, bo mgła jest jednorodna, a tu wyraźne są owe niewyraźne i niepoliczone linie, kreski żyłek. Jak napisali organizatorzy: „żyłka grubości 1 mm łączy punkty wyznaczone według specjalnego systemu”. Skoro cała rzecz jest autorskim pomysłem Dróżdża, wolno przypuszczać, że została nader starannie i precyzyjnie pomyślana, obliczona i zrealizowana. A wszystko to, by uzyskać wrażenie chaosu, gonitwy, ruchu i osobliwego zawirowania. Z drugiej strony, podobno najciszej jest, gdy pada śnieg i wszystko pokrywa biel, więc tu udzielić się może wrażenie spokoju i ciszy, ciszy nieledwie kosmicznej. Białawe linie napięte jak cięciwy łuku, czyli proste, gdy przecinają się we wnętrzu galerii, wyglądają na zakrzywione.
Powstało zjawisko niezwykle malarskie i subtelne. Po raz kolejny w przestrzeni Galerii Foksal udało się zrealizować artystyczną utopię. Po raz kolejny udało się zmienić jej wnętrze, wyjątkowo na wszelkie przemiany podatne. Pisałem już o takiej przemianie tego wnętrza, gdy objęła je w posiadanie sztuka Henryka Stażewskiego. Wtedy było kolorowo, bardzo kolorowo. Teraz jest bezbarwnie, ale równie doskonale. Przypominają się świetlne realizacje Jamesa Turella, perfekcyjne i niedościgłe. To, co zrealizował Dróżdż, choć kompletnie odmienne, ma jakoś podobne cele na uwadze: odebranie pewności naszym oczom i wystawienie nas na niepewny byt w sztucznym świecie. Pisząc „sztuczny”, miałem na myśli bardziej sztukę niż sztuczność. 
„Poezja konkretna jest obrządkiem opłakiwania oka przez oko (bo tylko tak płacz jest możliwy), żałobą poprzedzającą odrodzenie się spojrzenia – napisał Tadeusz Sławek, wielki admirator i komentator dokonań Stanisława Dróżdża. – Prace Dróżdża nie kończą się ani nie zaczynają, lecz na chwilę wynurzają się z czerni lub z bieli, by nie zdefiniowawszy ostatecznie swojego znaczenia i konturu rozproszyć się ponownie w mroku lub jasności. Trwanie jest nietrwaniem i odwrotnie”. Spojrzenie poprzez łzy, zamglone spojrzenie, rozpływające się we łzach kontury rzeczy. 
W wywiadach Stanisław Dróżdż jakby nieco zasmucony przyznaje, że nie został przyjęty do związku literatów. Przygarnął go związek artystów. Dziś te podziały tracą na znaczeniu. Podziwiamy dzieło i już nie zastanawiamy się, kto pokazał je naszym zmysłom: poeta, artysta, konkretysta. 

Stanisław Dróżdż, „Poezja konkretna”. Galeria Foksal.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl