LISTY





Władza króla supermarketu

Elity i jej przywary: uleganie emocjom, niewybredny język, układy, dążenie do wzbogacenia się, są także skłonnościami przeciętnych ludzi. Do takich refleksji skłoniło mnie spostrzeżenie, że w wielu artykułach prasowych krytykuje się politykę lub obrady sejmowe, natomiast pana Kowalskiego zostawia się w spokoju pobudzając go może jedynie do dalszego krytykowania władzy. Potęguje się tym samym jego wieczne niezadowolenie. Wlewa się mu do głowy miliony informacji po to, aby nie miał czasu zastanowić się nad sobą. Dlaczego nie zamieszcza się niechlubnych opinii pod adresem przeciętnego Polaka? Czy dlatego, że pan czy pani Kowalska są królem i królową, którzy a nuż przestaliby kupować naszą gazetę lub oglądać naszą telewizję?
Tak o tym pisał Erich Fromm: konsument jest królem supermarketu. Wybiera, przejęty, pomiędzy dziesiątkami różnych proszków do prania, a przecież w niczym się one od siebie nie różnią. Choć w rzeczywistości to tylko złudzenie, czuje, że ma moc, potęgę i siłę. A przecież moc posiada tylko ten, kto żyje w zgodzie z sobą samym i człowieczeństwem, które w sobie nosi. Ten, kto zdaje sobie sprawę, że rzeczywisty wpływ ma tylko na siebie.
Choć niedawno skończyłam studia, przez długi czas nie interesowałam się polityką i w gazetach czytałam tylko recenzje książek. Moją pasją są wędrówki w rejony, gdzie rzadko można spotkać człowieka. Teraz wiem, że życie można nazwać pełnym wówczas, gdy dostrzegamy zło w świecie, zastanawiamy się skąd się ono bierze i jaki mamy na nie wpływ. 
Dziękuję za „TP”. To jedyne pismo, w którym druk pokonuje reklamy, wstawki, różne czcionki, kolory. Niech pismo trwa jak najdłużej w staroświeckiej, nie na te czasy, formie. 


BARBARA BRUŚ
(Katowice)






Niespełnione nadzieje 

Pragnę podziękować za trafny artykuł Wojciecha Pięciaka „Pamięć w państwie Millera” („TP” nr 9/2002) – przygnębiający i chyba zbyt optymistyczny w konkluzjach, gdy Autor rozważa szanse odbudowania przez nas pamięci zbiorowej ostatniego półwiecza. 
Kształtowanie pamięci możliwe jest także w demokracji. Najpierw trzeba jednak spełnić kilka warunków, inaczej powstaną „oddzielone pamięci”, nie przystające do siebie, ale stanowiące swoją odwrotność. Zjawisk tych doświadczamy w naszej części Europy, bo dzieje się tak choćby z pamięcią zbiorową Serbów i Albańczyków. Innym wariantem jest niepamięć, jak we współczesnej Rosji, gdzie wysiłki podejmowane przez garstkę członków „Memoriału” nie wystarczą, by przezwyciężyć powszechne zapomnienie. Podobny los może stać się, choć nie w tak drastycznej postaci, także naszym udziałem. Pomijając już brak środków, jakich wymaga kształtowanie pamięci historycznej (wielokrotnie większych od tych, które rządząca koalicja odebrała w tym roku IPN-owi), do powodzenia potrzeba spełnienia dwóch warunków: istnienia wśród elit (wspomnianych przez Pięciaka classe politique i classe culturelle) zgody co do kształtu przeszłości oraz ich determinacji w kształtowaniu „pamięci zbiorowej” narodu. 
Od początku III RP nie sposób mówić o zgodnej opinii classe politique na temat wydarzeń przeszłości. Dziś widać to wyraźnie, ale już przed dziesięciu laty można się było zastanawiać, ile pamięci o przeszłości złożono na ołtarzu „kompromisu” uznanego za najwyższą i niekwestionowa(l)ną wartość. Równie ważne jest, że znaczna część młodych elit, która mogła odegrać rolę architektów pamięci zbiorowej, zrezygnowała z tej roli. Pokolenie urodzone pod koniec lat 60. spełniło prognozę o końcu świata inteligencji. Z lęku przed śmiesznością lub anachronizmem, ze znużenia rolą, którą mogli odegrać w III RP, pokolenie to dokonało „samorozbrojenia”. Nauczyciele historii in spe trafili do świata reklamy i public relations. Nie wyrzekli się powołania: nadal kształtują świadomość zbiorową. Jeszcze jak! „Kłamstwo zgnije / Prawda wyschnie / I w proch się rozsypie” – pisał Tomasz Jastrun w połowie lat 80., kiedy wydawało się, że jest tak beznadziejnie. Okazuje się, że żywiliśmy wówczas wiele, ostatecznie niespełnionych, nadziei.


WOJCIECH STANISŁAWSKI
(Warszawa)






Uogólniające i niesprawiedliwe

W związku z zamieszczeniem w kronice „Kościół w Polsce” („TP” nr 8/2002) cytatu z wypowiedzi Jego Eminencji księdza Prymasa Józefa Glempa w Radiu Józef Plus, komentującego wystąpienie Ojca Świętego do pracowników Roty Rzymskiej, chciałbym poinformować, że środowisko adwokackie z wielką przykrością przyjęło słowa księdza Prymasa, iż „adwokaci mogą czekać na rozwód tak, jak zakłady pogrzebowe czekają na nieboszczyka”.
W zacytowanym fragmencie pominięto etyczny wymiar zawodu adwokackiego. Adwokaci niejednokrotnie przecież udzielają porad zmierzających do rozwiązania problemów i w konsekwencji przyczyniają się do utrzymania rodziny. Nierzadko też realizują zlecenie mocodawcy pragnącego nie dopuścić do rozwiązania małżeństwa.
W związku z dużym oddźwiękiem, z jakim spotkało się uogólniające i niesprawiedliwe dla nas przyrównanie, prezes Naczelnej Rady Adwokackiej adw. Stanisław Rymar skierował do Jego Eminencji księdza Prymasa list, w którym m.in. podkreślił, że polscy adwokaci są mocno przywiązani do chrześcijańskich tradycji i Kościoła katolickiego, a słowa Ojca Świętego zawsze głęboko zapadają w ich serca.


adw. ANDRZEJ SIEMIŃSKI
sekretarz Naczelnej Rady Adwokackiej






„W imię jakich racji?”

Fragmenty listu do Marszałka Sejmu RP – Marka Borowskiego:
Przekazujemy Panu wyrazy głębokiego niepokoju, bijemy na alarm, bo zagrożona jest podstawa demokracji w naszym kraju – powaga Sejmu Trzeciej Rzeczypospolitej. (...) Godność osoby ludzkiej jest chroniona w państwach cywilizowanych, u nas także. Osłania się twarze i nazwiska pospolitych przestępców, a w Sejmie Trzeciej Rzeczypospolitej nieodpowiedzialny demagog może rzucać bezkarnie obelgi i insynuacje pod adresem ludzi sprawujących poważne funkcje państwowe i społeczne. Często przy milczącej aprobacie większości posłów. Prawo łamane jest w instytucji powołanej do stanowienia prawa. Coraz częściej słyszy się zdanie, że Sejm obecnej kadencji (mimo że podejmuje wiele poważnych decyzji) przejdzie do historii jako „sejm demagogów i oszczerców”. 
(...) Nas, mieszkańców Dolnego Śląska, a w szczególności osoby należące do środowisk naukowych, dydaktycznych, artystycznych i członków Wrocławskiego Klubu Inteligencji Katolickiej, zabolały insynuacje, gołosłowne zarzuty i przejawy antysemityzmu zawarte w wypowiedziach niektórych posłów i skierowane pod adresem profesora Leona Kieresa, prezesa Instytutu Pamięci Narodowej. (...) Nie wiemy, w imię jakich racji reprezentanci niewielkich grup społecznych, które nie zrozumiały istoty demokracji i elementarnej uczciwości, mają oczerniać ludzi oraz instytucje cieszące się wysokim szacunkiem i rzadko spotykanym autorytetem. 
Chcemy wierzyć, że Pan, Panie Marszałku, jak również odpowiedzialni posłowie, bez względu na orientację polityczną, dołożą wszelkich starań, aby zahamować degradację autorytetu Sejmu i wynikającą stąd anarchizację życia społeczno-politycznego w Polsce.


dr KRYSTYNA NIEMIEC
przewodnicząca KIK we Wrocławiu
Pod listem podpisało się 128 osób.






Aktor, Przyjaciel, Podolanin

Kiedy w 1944 r. opuszczałem rodzinny Buczacz na Podolu, na horyzoncie na północ od miasta płonęła wielka łuna. Dobiegał stamtąd łomot artyleryjskiej kanonady. Tak płonął zdobywany przez Armię Czerwoną Tarnopol. Nie wiedziałem wówczas, że przebywał w nim mój późniejszy Przyjaciel, aktor i druh serdeczny – Władysław Pawłowicz. 
Po wojnie ukończył on krakowską szkołę teatralną. Był ulubionym uczniem Juliusza Osterwy. Po dyplomie pan Juliusz położył mu dłonie na ramieniu i powiedział: „Posłuchaj dobrej rady. Jedź na prowincję. Tam nie Ty będziesz czekać na rolę, ale role będą czekać na Ciebie. Tam się dużo pracuje. Co trzy tygodnie, co miesiąc nowa premiera. Tam się dużo nauczysz”. Posłuchał dobrej rady i pojechał na prowincję. Wiele i często grał w Opolu, Poznaniu i we Wrocławiu u samego Wilama Horzycy. Poznaliśmy się i zaprzyjaźnili w Krakowie w Teatrze Rapsodycznym Mieczysława Kotlarczyka. Grał, m.in. w „Eugeniuszu Onieginie” Aleksandra Puszkina, tytułową rolę w „Beniowskim” Juliusza Słowackiego. 
Ostatnie lata spędził w krakowskim Domu Opieki Społecznej przy ul. Helclów. Dzień przed śmiercią odwiedziliśmy Go w szpitalu. Śpiewaliśmy „Dumki Podolskie” Maurycego Gosławskiego. Zmarł 5 lutego 2002 r. 


Jan Adamski
Tadeusz Szybowski
(Kraków)






Pomoc dla Pauliny


Zwracamy się do wszystkich ludzi dobrej woli, prosząc o pomoc w gromadzeniu pieniędzy na leczenie i rehabilitację naszej 5-letniej córeczki Pauliny z mózgowym porażeniem dziecięcym. Dzięki intensywnej rehabilitacji osiągnęła dotychczas bardzo dużo: raczkuje, potrafi nawet samodzielnie stanąć przy ścianie. Nadal jednak nie potrafi chodzić... Szansę na samodzielne poruszanie się stwarza terapia w kombinezonach kosmicznych prowadzona przez ośrodek w Mielnie. Koszt pobytu wynosi 12 tys. zł. Każda, najmniejsza wpłata, przybliża nam i naszej córce dzień, kiedy zacznie chodzić o własnych siłach. Zainteresowanych prosimy o wpłaty na konto:
Fundacja Dzieciom „Zdążyć z Pomocą” ul. Łomiańska 5 01-658 Warszawa; numer konta: PKO BP II O/Warszawa 42 10201026 122690022 z dopiskiem „Na leczenie i rehabilitację Paulinki Dudek”. Wszystkim dziękujemy za zrozumienie i udzieloną pomoc.


RENATA I JÓZEF DUDKOWIE
(Kłodzko, woj. dolnośląskie) 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 
 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl