Wśród książek

LEKTOR



OBRAZ I SŁOWO

Adam Bujak, Czesław Miłosz: SERCE LITWY – „Nigdy od ciebie, miasto, nie mogłem odjechać”... – sławna fraza z wiersza Miłosza napisanego w 1963 roku w Berkeley otwiera ten wspaniały album. Wiersz był wyrazem tyleż nostalgii, ile przekonania, że nigdy nie zdołamy zrozumieć do końca naszego jednostkowego doświadczenia, że dzień, w którym „już tylko ostrość i przezroczystość”, nigdy nie nadejdzie, że skazani jesteśmy na ponawianie tych samych pytań i powracać do nas będą wciąż te same obrazy. Nikt wtedy chyba, włącznie z autorem wiersza, nie spodziewał się, że nadejdzie dzień, w którym powrót do Wilna stanie się dlań możliwy nie tylko w wyobraźni, że będzie mógł skonfrontować klisze pamięci z Wilnem rzeczywistym, uwolnioną spod sowieckiej władzy stolicą niepodległej Litwy. Zagadka biografii, zagadka tożsamości... „Tutaj stary poeta patrzy na Wilię koło Werek. Tym poetą ja jestem, choć tak inaczej patrzyłem w młodości na okolice Werek i na Wilię. Byłem tym samym czy innym człowiekiem? Dawno zrezygnowałem z szukania na to odpowiedzi” – pisze dziś Miłosz. 
W październiku roku dwutysięcznego w Wilnie spotkało się troje noblistów – Wisława Szymborska, Günter Grass i właśnie Miłosz – oraz poeta litewski Tomas Venclova. Towarzyszył im Adam Bujak. Obiektyw znakomitego fotografika uchwycił jednak znacznie więcej niż spotkanie czworga pisarzy. Album powstały z inspiracji tą podróżą stanowi niezwykły portret miasta oglądanego oczami starego poety. Zdjęciom Bujaka towarzyszą, prócz zwykłych objaśnień, także osobiste komentarze Miłosza albo fragmenty jego wierszy. „Oto stoję przed wejściem do kościoła świętego Jana – komentuje jedno ze zdjęć – na dziedzińcu okolonym arkadami, obok mnie drzwi wejściowe do uniwersyteckiego gmachu. Jakże ważne dla mnie to miejsce, pamiętne wydarzeniami w moim życiu osobistym, które mnie ukształtowały. I teraz jestem świadomy, że prawie nikt z moich kolegów i koleżanek, tutaj niegdyś chodzących, nie żyje”. Parę zaś stron wcześniej czytamy: „Siedzę na ławce, na której nieraz przysiadałem jako młody chłopiec. Mam osiemdziesiąt dziewięć lat”. 
Pewnie dlatego Wilno, tak przecież w ostatnich latach wypiękniałe, zdaje się na tych fotografiach jakby trochę nierzeczywiste. Olśniewająca uroda jego architektury podszyta jest melancholią, ulice opustoszały, liście drzew czerwienieją, żółkną, opadają, na gałęziach i na dachach domów osiada śnieg.

Jeden zatem poranek. Bierze ostry mróz.
Mży chłodem. W tej sennej szarej mgle
Nasyca się obszar powietrza światłem purpurowym,
Różowieją zwały śniegu, jezdnie wyślizgane płozą,
Dymy, kłęby pary.
(...)

Tak pisał poeta w poemacie „Gdzie wschodzi słońce i kędy zapada”, w tym fragmencie, w którym za chwilę rozlegnie się dźwięk dzwonów, „jakby ręce ciągnąc za sznury / Uroczysty gmach nad miastem budowały”. I choć na zdjęciu Bujaka przed kościołem świętej Teresy stoją samochody, to w śniegu pokrywającym ulicę Ostrobramską dostrzegamy niemal ślady płóz.
Ten album prowadzi nas poprzez najważniejsze pomniki historii Wilna – Górę Zamkową, katedrę i inne świątynie, uniwersytet, cmentarze, miejsca związane z biografią Mickiewicza – a równocześnie wędrówce naszej towarzyszy prywatna pamięć poety, naszego współczesnego. „Przez pewien czas wynajmowałem pokój przy Zaułku Literackim, o kilka domów od tego, w którym Mickiewicz pisał »Grażynę«”... „To piaszczyste zbocze Góry Trzykrzyskiej, stromo spadające do rzeki Wilenki, pamiętają moje nogi. Nawet te korzenie ściętej sosny wydają mi się znajome, bo przypominają, że tego jałowego obrywu nigdy nie udało się opanować”... A w narożnym domu z wykuszem („Który to był rok? Daty mi się mylą”...) katolickie panie, uwiecznione wiele lat później w wierszu „Capri”, urządziły przygotowanie do pierwszej komunii dla grupy dzieci, po uroczystości zaś – śniadanie z kakaem i słodkimi bułkami.
„Wilno jest dla mnie miastem obłoków... niebo nad Wilnem jest naprawdę sceną ciągle zmieniającego się obłocznego teatru, który harmonizuje z barokową architekturą miasta. Urok Wilna bierze się z barokowej architektury oprawnej w zieleń pagórków... Panorama Wilna ciągle się zmienia, zależnie od punktu, z którego patrzymy, i ta zmienność jest radością oczu dla fotografa. Czy też samo wyobrażenie tych różnych perspektyw było kiedyś radością dla mnie, mieszkańca tego miasta” – pisze Miłosz. Teraz ta radość, za sprawą zestrojenia słowa i obrazu, staje się i naszym udziałem. (Wydawnictwo Biały Kruk, Kraków 2002. Kompozycja wydawnicza: Leszek Sosnowski. Projekt graficzny: Witold Siemaszkiewicz.)

Adam Bujak, Czesław Miłosz, Andrzej Wajda, Wisława Szymborska: JAPONIĄ ZAUROCZENI – przełom XIX i XX wieku przyniósł fascynację Japonią, czego ślady odnaleźć możemy zarówno na wielu obrazach doby Młodej Polski, jak i w zbiorach krakowskiego Muzeum Narodowego, dokąd trafiła kolekcja sztuki japońskiej zgromadzona przez Feliksa Jasieńskiego. W kilkadziesiąt lat po śmierci kolekcjonera jego przydomek – „Manggha” – dał nazwę Centrum Sztuki i Techniki Japońskiej, zbudowanemu naprzeciw Wawelu wedle projektu wybitnego japońskiego architekta z inicjatywy i dzięki funduszom zebranym przez dwoje polskich artystów: Andrzeja Wajdę i Krystynę Zachwatowicz. Kolejny przełom stuleci upływa pod znakiem powrotu japońskich fascynacji, czego świadectwem – album właśnie teraz wydany.
Wśród autorów znalazło się nazwisko Wisławy Szymborskiej, choć jest ona tutaj obecna jednym tylko, za to wielkiej wagi utworem: wierszem „Ludzie na moście”. To pochwała sztuki zdolnej nie tylko zatrzymać czas, ale zmysłowo wręcz urealnić minioną rzeczywistość, jak tytułowy drzeworyt Hiroshige Utagawy, prosty pejzaż, który dla poetki staje się przejawem metafizycznego buntu przeciw przemijaniu. Czesław Miłosz dał do książki wybór swoich tłumaczeń japońskich haiku, ze zbioru, który niedawno wznowiono nakładem krakowskiej księgarni o nazwie, jakże by inaczej, „Haiku”. Andrzej Wajda, jak przystało na ucznia krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych, także i podczas podróży do Japonii nie rozstawał się ze szkicownikiem; jego szkice sąsiadują w książce z kaligrafiami haiku wykonanymi przez Tomoko Yamadę. I wreszcie, last but not least, autor główny: Adam Bujak.
Na co dzień w mediach oglądamy Japonię nowoczesną, kraj postępu technicznego i zaawansowanego przemysłu, idący wciąż naprzód, nawet jeśli jego gospodarka przeżywa chwilowy kryzys. Na fotografiach Bujaka, wyjąwszy zamykający książkę portret zwykłej tokijskiej ulicy, nowoczesności nie uświadczysz. Mamy za to kamienne ogrody zen i Złoty Pawilon w Kioto, szintoistyczne świątynie i tradycyjne obrzędy religijne, kobiety grające na koto i aktorów teatru no, drewniane budowle organicznie zrośnięte z naturą i karpie w strumieniu przepływającym przez pałacowy park. Japonię idealną, zatrzymany w obiektywie obraz kultury, która swoją egzotyką i poczuciem harmonii przyciąga Europejczyków jak magnes od ponad stu lat. Wydawca dołożył niezwykłej staranności, by jakością opracowania graficznego i poziomem poligrafii dorównać japońskim standardom. Wstęp do całości napisał Henryk Lipszyc, ambasador RP w Tokio w latach 1991–1996. (Oficyna Wydawnicza Kwadrat. Współwydawca: Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe. Redakcja i realizacja: Jacek Maria Stroka. Koncepcja i projekt graficzny: Maciej Buszewicz. Opisy zdjęć dwujęzyczne, polsko-angielskie; wstęp także po japońsku.)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl