Mapa nieznanych wysp

Magda Heydel



Z książki Jarniewicza wyłania się obraz XX-wiecznej poezji brytyjskiej i irlandzkiej, chronologia i logika jej rozwoju.


Najpierw lista obecnych: Yeats, Eliot, Auden, Larkin, Brian Patten i poeci z Liverpoolu, Tony Harrison, Douglas Dunn, James Fenton, Craig Raine, Christopher Reid, Edwin Muir, Norman MacCaig, George Mackay Brown, Edwin Morgan, R.S.Thomas, Michael Longley, Derek Mahon, Ciaran Carson, Seamus Heaney.
Teraz jeszcze ci, których nie ma: Basil Bunting, Louis MacNeice, Dylan Thomas, Stevie Smith, Thom Gunn, Ted Hughes, Geoffrey Hill, Paul Muldoon, Mebdh McGuckian, Michael Hofmann, Simon Armitage, Glyn Maxwell, Carol Ann Duffy.

NIEPRZEBRANA WIELOŚĆ JĘZYKÓW

Oto synteza spisu treści książki Jerzego Jarniewicza „W brzuchu wieloryba”, zbioru szkiców poświęconych XX-wiecznej poezji brytyjskiej i irlandzkiej, książki szalenie ważnej i potrzebnej, wprowadzającej polskich czytelników w – nie ma co udawać – rejony zupełnie nieznane. Bez przesady powiedzieć wszak można, że nazwiska, od których Jarniewicz zaczyna kreślenie swojej mapy (to nie jest, jak się okaże niżej, przypadkowa metafora), a więc Yeats, Eliot i Auden, są nazwiskami, na których kończy się u nas na ogół znajomość „współczesnej” literatury Wysp Brytyjskich. Za jedyny spośród długiej listy wymienionych autorów wyjątek, choć też nie bez wątpliwości, uznać można noblistę Seamusa Heaneya. „Brzuch wieloryba”, a więc – parafrazując George’a Orwella, którego to słowa użyczyły tytułu książce Jarniewicza – topografia XX-wiecznej poezji Wysp, to dla czytelników poezji w Polsce obszar całkowicie niemal nieznany.
Tematem tej książki jest dzieło wybranych ważnych poetów XX wieku, tworzących w Anglii, Szkocji, Walii i Irlandii, a więc w obszarze wielokulturowym i wieloetnicznym, o czym warto przypominać w kraju, gdzie wciąż jeszcze na jego określenie używa się pozornie zbiorczej, a w istocie niesprawiedliwej i nieprecyzyjnej, nazwy Anglia. Poezja angielska to tylko część – nie najważniejsza zgoła – opisywanej przez krytyka-interpretatora twórczości, mimo tego, że jest to niemal wyłącznie poezja pisana w języku angielskim. Jedność języka, która wszak również nie jest całkowita, nie oznacza bynajmniej istnienia jednej tożsamości etnicznej i kulturowej. Podkreślona przez Jarniewicza, zmieniająca się świadomość owych różnic w tożsamości, będąc istotnym rysem twórczości powstającej na Wyspach, jest dodatkowym wyzwaniem rzuconym polskiemu czytelnikowi tych wierszy, jako że uwidacznia dotychczas dla nas ukryte linie napięć, a zatem znaczeń.
Wielokulturowość i wieloetniczność jest bowiem jednym z wymiarów pluralizmu, który dla autora szkiców stanowi na tyle podstawową cechę poezji brytyjskiej i irlandzkiej, że, jak powiada, można właściwie mówić „nie o poezji, ale o poezjach”. Zresztą granice kultur i narodów nie są tu jedynymi i na pewno nie najważniejszymi: niemal absurdalne byłoby doszukiwanie się w tej poezji elementów jednoznacznie narodowych czy nacjonalistycznych, chociaż pobrzmiewają w niej echa historycznych wydarzeń (choćby u Heaneya) czy gorzkiej refleksji nad sytuacją kraju podbitego (np. u Walijczyka R.S. Thomasa). Jednak pluralizm poezji brytyjskiej i irlandzkiej wyznaczany jest także przez wielość kręgów tematycznych i ideowych, przez pewne diachronicznie rozwijające się wątki, a także przez inspiracje kulturą masową, nowymi teoriami czy np. poetyką rocka. Pisze się o wszystkim, a co więcej, i to chyba jest najważniejszy dla Jarniewicza aspekt, pisze się wszelkimi możliwymi językami.

I CO DALEJ?

Przez twórców ta szczególna wieża Babel nie jest postrzegana jako niebezpieczeństwo czy syndrom kryzysu, a przeciwnie, jako atut, dar epoki ponowoczesnej.
Kwestia specyfiki języka, dykcji poetyckiej, jest w analizach Jarniewicza zawsze sprawą podstawową, dlatego też, jak można sądzić, owa „wielojęzyczność” angielszczyzny stanowi dla niego jako czytelnika i interpretatora o atrakcyjności poezji Wysp. Pośrednio daje on temu wyraz w szkicu poświęconym obecności polskiej poezji na Wyspach Brytyjskich, w którym jednoznacznie opowiada się przeciwko jej funkcjonowaniu na prawach świadectwa czy zapisu historii i sytuacji politycznej. Rację bytu w anglosaskim kontekście przyznaje tylko takiej poezji, która może sama, bez dodatkowych kontekstów, obronić się jako dykcja, jako wyraz, jako odkrycie językowe.
Prowadząc nas na „nieznane wyspy”, autor daje nam do ręki różne mapy. Bardzo pomocne są szkice omawiające dokonane przez innych krytyków próby bilansu współczesnej poezji brytyjskiej, a zarazem zawierające własne generalne oceny autora tomu. Najważniejszą jednak mapą jest sama kompozycja zbioru. Szkice zgrupowane zostały wokół kilku centrów: zaczynając od rzutu oka na dzieła ojców XX-wiecznej poezji Wysp, czyli Yeatsa, Eliota i Audena, śledzić można jej rozwój w czasie i (może nawet bardziej) przestrzeni, a więc twórczość Philipa Larkina, krąg głośnych w latach sześćdziesiątych twórców liverpoolskich, poetów z północy Anglii, „szkołę marsjan”, dalej – szeroki krąg poezji Szkocji, Walii i Irlandii, w którym szczególne miejsce zajmuje Seamus Heaney.
Chociaż każdy z zawartych w książce tekstów powstał jako oddzielna całość i każdy z nich tak można czytać, autor zadbał o to, by podkreślać wzajemne napięcia i łączności pomiędzy opisywanymi grupami i indywidualnościami, analizowanymi wątkami czy prezentowanymi pokoleniami. Być może podkreślający wielowątkowość i różnorodność przedmiotu swojego opisu autor nie byłby z tego całkiem zadowolony, ale z książki wyłania się jednak – obudowany oczywiście zastrzeżeniami o swojej niekompletności – obraz XX--wiecznej poezji brytyjskiej i irlandzkiej, chronologia i logika jej rozwoju, historia przemieszczających się centrów, nabierających znaczenia peryferiów, obszarów porzucanych i wybieranych. 
Dlatego też, paradoksalnie, książka Jarniewicza budzi niedosyt: pytanie „i co dalej?” narzuca się w trakcie jej lektury wielokrotnie. Konstatacja braku szkiców o poetach kolejnych pokoleń – Jarniewicz od wymienienia ich nazwisk niemal zaczyna książkę – nie jest tu, rzecz jasna, zarzutem wobec autora; przeciwnie: każe formułować postulat, by taki ciąg dalszy powstał jak najszybciej. 
Jarniewicza interesuje spotkanie literatury Wysp Brytyjskich z czytelnikami polskimi, zatem nie tylko informuje i przedstawia, nie tylko wprowadza polskich czytelników w nieznane im rejony czy też nieznanych autorów w polską świadomość, ale również pyta o to, co (kto?) w tych rejonach okazuje się w odbiorze ważne, znaczące, pierwszoplanowe i dlaczego. Odpowiedzi na te pytania szuka autor analizując powstałe i powstające polskie tłumaczenia, czego wyrazistym przykładem może być (nie skrywający zresztą preferencji autora) szkic o dwóch różnych Heaneyach: Sommerowskim i Barańczakowskim, ale refleksja nad tym, że to tłumacz tworzy poetę w nowym języku, towarzyszy stale wszystkim niemal analizom Jarniewicza. Jego książka nie jest wszak skierowana do specjalistów czytających poezję po angielsku, ale przede wszystkim do tych, którzy poznawać ją będą w przekładach.

*

Książka Jarniewicza warta jest lektury również z tego powodu, że nie jest to „podręcznik”. Zawarte w niej szkice nie stanowią jednoznacznej i mającej pretensje do obiektywizmu syntezy. Nie ma tu prawd danych na wiarę, czytelnik sam musi dokonywać wyborów i ocen, a przede wszystkim musi tę poezję poczytać, by wyrobić sobie własne stanowisko. A do tego Jerzy Jarniewicz zachęca świetnie.


Jerzy Jarniewicz, „W brzuchu wieloryba. Szkice o dwudziestowiecznej poezji brytyjskiej i irlandzkiej”, Dom Wydawniczy Rebis, seria „Konstatacje”, Poznań 2001.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 
 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl