4 lipca 1946 roku...


...w Kielcach wybuchła plotka o uprowadzeniu przez Żydów 8-letniego chłopca Henryka Błaszczyka. Dziecko twierdziło, że było przetrzymywane w piwnicy domu przy ul. Planty 7, gdzie mieszkało ok. 150 ocalałych z Holocaustu lub przybyłych z łagrów Żydów. W dwupiętrowym budynku (który nie miał piwnic) znajdował się miejski i wojewódzki komitet żydowski, kongregacja religijna i kibuc Ichudu. Od rana przed budynkiem zbierał się tłum. Pogrom rozpoczął się, kiedy do domu weszło wojsko. Padły strzały, milicjanci, żołnierze, funkcjonariusze UB i cywile wyciągali Żydów, których mordowano w okolicy budynku. W południe na miejsce dotarła grupa uzbrojonych w łomy i metalowe rurki robotników z Huty Ludwików (według różnych źródeł od 60 do 600 osób) i zamieszki wybuchły na nowo. Pogrom zakończył się ok. godziny 15 – dopiero wtedy kielecki UB podjął decyzję o rozproszeniu tłumu. Przy ul. Planty 7 zginęły 42 osoby. 30 kolejnych zabito w innych częściach miasta i w przejeżdżających przez Kielce pociągach, które specjalnie w tym celu zatrzymywano. 
Władze winą za pogrom obarczyły Narodowe Siły Zbrojne i „reakcję londyńską”. W natychmiastowym, pokazowym procesie dziewięciu cywili skazano na karę śmierci. Wiadomo, że w czasie śledztwa stosowano tortury, a niektórzy skazani byli niewinni. W kolejnych procesach oskarżonymi byli także wojskowi, funkcjonariusze MO i UB. Szef lokalnego UB, mjr Władysław Sobczyński został uniewinniony, a później wielokrotnie awansował (był m.in. dyrektorem biura paszportów zagranicznych MBP i attaché wojskowym przy ambasadzie PRL w Bułgarii).

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl