A mój syn

Wiosna, panie sąsiedzie

JACEK PODSIADŁO

 

A mój syn napisał kiedyś list do Misia, którego znalazł w internecie. Jakaś taka strona z puzzle’ami, kolorowankami i innym pożytecznym dla dzieci badziewiem. I była też ikonka „Napisz do Misia”, i było obiecane, że Miś odpisze. Więc syn kliknął i coś tam napisał. Niewiele, ale ile się dziecina musiała natrudzić, żeby sklecić dwa zdania szukając pracowicie paluszkiem po klawiaturze każdej literki.
Tymczasem ja, wróciwszy któregoś dnia z jakichś wakacji, odkryłem na własnym balkonie pryzmę ziemi. Tajemnicza sprawa. Na dziewiątym piętrze! Śladów włamania nie było. Nikt z ziemi nie byłby w stanie nawrzucać ziemi łopatą na dziewiąte piętro. Ale od czego detektywistyczne zacięcie. Pośliniwszy palec i posmakowawszy ziemi stwierdziłem, że jest to ziemia ogrodnicza. Metodą drobiazgowych obliczeń wydedukowałem, że ponieważ mrówkowiec ma dziesięć pięter, musiał w to być zamieszany sąsiad mieszkający nade mną. Tak, zapewne wykonywał jakieś operacje z takim dużym kwietnikiem zewnętrznobalkonowym, i kwietnik mu się tak omsknął, że cała ziemia z niego majtnęła się na mój balkon. Każdemu może się zdarzyć, więc nie żywiłem urazy.
Minął jakiś czas. Mój zniecierpliwiony syn napisał drugi list do Misia. Coś tam coś tam, i że bardzo proszę, odpisz mi, Misiu.
Tymczasem ja stwierdziłem, że zalało mi od góry łazienkę. Wstrętne zacieki się zrobiły. Wypiłem herbatkę z melisy i postanowiłem być cierpliwy i wyrozumiały. Kupiłem farbę, pożyczyłem pędzel i rozładowałem swą złość malując łazienkę.
Minął jakiś czas. Poradziłem synowi, żeby już nie pisał do Misia. Powiedziałem, że tym razem ja do niego napiszę. Już sobie tego „Misia” wyobrażałem jako jakiegoś obleśnego grubasa z jakiejś obleśnej firmy komputerowej, żerującego na naiwności dzieci wierzących, że w internecie mogą mieszkać prawdziwe misie. Już ja wiem, co takiemu misiaczkowi napisać. Syn się zgodził.
Tymczasem ja podszedłem kiedyś do okna, bo jak się mieszka na dziewiątym piętrze, to się ma ładne widoki. Uwaga, w następnym zdaniu znowu będzie brzydkie słowo, za co z góry przepraszam, ale inaczej się nie da; po prostu, jak mawiał Stanisław Kania, taka jest prawda i innej prawdy nie ma. Prawda jest taka, że na moim parapecie leżała prezerwatywa. Zakotłowało się we mnie, ale zacisnąłem zęby, wypiłem dziesięć melis i postanowiłem być cichy, wyrozumiały i cierpliwy. Może to jakimś dziwnym sposobem niechcący wypadło sąsiadowi z góry.
Minął jakiś czas. Z powodu natłoku zajęć nie miałem czasu napisać do „Misia”, ale wciąż pamiętałem o czekającym mnie zadaniu, choć chyba nawet syn już zapomniał o całej sprawie. Cały, ułożony już list leżał sobie w mojej głowie i czekał.
Tymczasem dziś rano, pierwszego dnia wiosny, podszedłem do okna w celu wykonania porannych dwóch skłonów i jednego wyprostu i znowu zobaczyłem na parapecie. Już nie to, co ostatnio, ale opakowanie z tego. Pogalopowałem do kuchni, ale okazało się, że zużyłem już cały zapas melisy. Chciałem zacisnąć zęby, ale omsknęły mi się, bo mam krzywy zgryz. Zostawiłem więc cichość, wyrozumiałość i cierpliwość na dziewiątym piętrze, i pognałem na dziesiąte. Ale nikogo nie zastałem.
Minęło parę godzin, podczas których kilkakrotnie jeszcze dzwoniłem do sąsiada, na darmo. Żeby skrócić sobie oczekiwanie, sprawdziłem pocztę elektroniczną, a tam: list od Misia! „Na wstępie mojego listu pozdrawiam Cię bardzo serdecznie. Cieszę się, że napisałeś do mnie. Chciałbym przeprosić Cię, że tak długo nie odzywałem się. Mam nadzieję, że mi to wybaczysz. Jak wiesz misie w zimie śpią i ja również. Tak słodko mi się spało, cudownie. Ale nadeszła wiosna, zieleni się trawa, na drzewach pojawiają się pierwsze listki, ptaszki śpiewają, wszystko budzi się do życia więc i ja wstałem. Chciałbym zaprzyjaźnić się z Tobą. Jeśli znasz ciekawą historyjkę związaną z misiami, jakieś wierszyki, piosenki, i zechciałbyś mi je przysłać to bardzo bym się cieszył. Obiecuję, że następnym razem odpiszę szybciej. Pa, pa. Twój Miś”. I jeszcze łapkę odbił na koniec, skubaniec.
Aktualnie sytuacja wygląda tak, że jest już wieczór, a sąsiad udaje, że nie ma go w domu. Wiem, że jest, bo się u niego świeci. Pewnie domyśla się, że sąsiad z dołu dobija się bynajmniej nie w sprawie życzeń z okazji wiosny. Ale ja już jestem w nastroju niemal przyjacielskim. Zieleni się trawa, ptaszki śpiewają, i może mój sąsiad chciałby mnie przeprosić? Może nie otwiera, bo słodko i cudownie śpi? Może nawet zaprzyjaźnimy się, może zna jakieś wierszyki i piosenki?
To był felieton o tym, że trzeba starać się odpisywać na listy, oraz że trzeba być cierpliwym najdłużej, jak się da, a jak już się nie da, to jeszcze trochę.
Jacek Podsiadło
skr. poczt.32, 45-076 Opole 1
podsiadlo@atol.com.pl


Jacek Podsiadło


 

 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl