Zróżnicowana informacja

MARCIN KRÓL

 

Wśród podstawowych kryteriów określających, czy dany kraj spełnia warunki niezbędne, by uznać go za demokrację, jest dostęp do wiarygodnych i zróżnicowanych źródeł informacji. W Polsce jest z tym niestety bardzo kiepsko, zwłaszcza jeżeli chodzi o sprawy międzynarodowe, a w szczególności ostatnio o wojnę z terroryzmem. Jesteśmy w tej wojnie sojusznikami USA i w porządku. Nie wyklucza to jednak informowania o nieco (lub radykalnie) odmiennych stanowiskach innych krajów. Już Europa Zachodnia nie jest w tej mierze nastawiona tak jednoznacznie, a tym bardziej niektóre kraje muzułmańskie. W konsekwencji braku informacji na ten temat Polska zachowuje się, jakby była nie tylko wiernym, ale i najlepszym sojusznikiem Stanów Zjednoczonych, a polska opinia publiczna jest na przykład w kwestii walk w Izraelu jednoznacznie proizraelska. 
Jeżeli do tego dodać banialuki wypisywane przez rozmaitych publicystów na temat globalizacji, to okazuje się, że Polska jest krajem, który właściwie w ogóle nie uwzględnia tego, że istnieje inny świat niż Stany Zjednoczone, a tylko niektóre kraje, jak Niemcy – z racji bliskości geograficznej i nadziei na wejście do Unii Europejskiej – są jeszcze w ogóle wspominane w prasie i telewizji. Świat jest jednak znacznie bardziej skomplikowany niż nam się zdaje. Rozumiem normalny ludzki pociąg do tego, by widzieć rzeczywistość w czarno-białych kolorach, jednak rzadko lub nigdy nie jest ona taka właśnie. Teraz, kiedy mamy wojnę, skłonność do uproszczonego widzenia świata tylko się zwiększa. Jest wróg i są przyjaciele. Sprawy wydają się jasne. Czy jednak jest tak naprawdę?
Otóż sprawy wydają się jasne, ponieważ jesteśmy o nich informowani tak, jakby były jasne, a w istocie sprawy są bardzo skomplikowane. Może sama wojna z terroryzmem nie budzi większych wątpliwości, ale wszystko, co z niej wynika i co się z nią wiąże, jest ogromnie pogmatwane. Najbardziej – z polskiego punktu widzenia – poważnym problemem jest sojusz Rosji ze Stanami Zjednoczonymi. Nie chodzi o to, żeby – jak to było w przypadku kolejnych sojuszów Rosji z Niemcami zawieranych ponad naszymi głowami – obawiać się o los Polski w sensie jej niezależnego bytu państwowego, ale o to, że zupełnie nie wiemy, jakie mogą być konsekwencje takiej nowej konfiguracji międzynarodowej, nie wiemy i się nad tym nie zastanawiamy. Wprawdzie Rosja jest obecnie stosunkowo słaba w porównaniu ze Związkiem Radzieckim, ale wciąż jest międzynarodową potęgą i jej udział w międzynarodowym koncercie sił oznacza, że Polska powinna być tym szczególnie zainteresowana. A my w Polsce jesteśmy obecnie chyba gorzej poinformowani o tym, co się dzieje w Rosji niż to miało miejsce w czasach realnego socjalizmu. Mniej wiemy, mamy mniej przyjaciół i mało kogo z nas to obchodzi, poza biznesmenami, którzy robią za wschodnią granicą interesy.
To tylko jeden z wielu przykładów, bo przecież wojna z terroryzmem oznacza dla Rosji prawo do walki z Czeczenami i dlatego jakoś coraz mniej o ich tragedii słyszymy. Przykładów można podawać więcej. Polska leży we Wschodniej Europie (darujmy sobie wreszcie tę Europę Środkową) i dlatego musi się interesować tym, co ją otacza i będzie otaczało. Polska powinna być wiernym sojusznikiem, ale nie głupim sojusznikiem. A podejrzewam, że z braku zróżnicowanej informacji wielu polskich obywateli nie bardzo wie, w co i po co się wdajemy. Oznacza to, że do demokracji wciąż jeszcze nam daleko.

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl