Watykański drugi i dwudziestu poprzedników

Ks. Jan Kracik


Działały jak konfiguracja sztabu kryzysowego, straży pożarnej i ciała ustawodawczego. Potępiały herezje, formułowały dogmaty, reformowały Kościół. Sobory powszechne, czyli ogólnokościelne synody. W pierwszym tysiącleciu zwoływane przez cesarzy, potem w średniowieczu – sobory chrześcijaństwa zachodniego, a po jego rozłamie w XVI w. – sobory Kościoła katolickiego: trydencki i dwa watykańskie.

Od inicjatywy cesarskiej do papieskiej

Młode chrześcijaństwo musiało rozwiązywać coraz to nowe problemy, które swą rangą często przekraczały możliwości poszczególnych gmin i ich biskupów. Kontaktowali się więc ze sobą, by wyjaśniać tradycję czy ujednolicić praktykę. Od końca II w. były to już formalne spotkania biskupów regionu – synody. Sprawdzały zgodność wiary z nauką i życiem poszczególnych Kościołów lokalnych, budując ich wspólnotę. Były też przeciwwagą dla autokratycznych posunięć pojedynczych biskupów, od których decyzji prezbiter, diakon czy świecki mogli się odwołać do synodu.
Instytucja soboru była wynalazkiem chrześcijańskiego cesarstwa, którego spoistość opierała się w znacznym stopniu na jedności kultu. Dana zaś Kościołowi przez Konstantyna Wielkiego wolność sprzyjała sporom teologów oraz zyskiwaniu przez nich wielu zwolenników, angażujących się w owe kontrowersje z różnych zresztą powodów. Z reguły skłócone strony prosiły cesarza o interwencję, a nie oni sami się z nią narzucali. Ci brali więc na siebie techniczno-organizacyjną stronę zgromadzenia biskupów, zwożonych pocztą cesarską z całej ekumeny, by uzgodnili wreszcie stanowiska doktrynalne czy dyscyplinarne i podjęli uchwały, których wykonania cesarz dopilnuje, by znów powróciła jedność i spokój. Współdziałanie biskupa Rzymu z soborem nawet na Wschodzie uważano za niezbędne.
Nic zatem dziwnego, że pierwsze osiem soborów odbyło się pod bokiem cesarza, w stolicy państwa lub w jej pobliżu: w Nicei (325, 787), Konstantynopolu (381, 553, 680, 869), Efezie (431), Chalcedonie (451).
Za sobory Kościoła Zachodniego, po jego rozejściu się ze Wschodnim w 1054 r., uznano jego ważniejsze synody generalne, obradujące w siedzibie papieży na Lateranie w latach 1123, 1139, 1179 i najważniejszy z nich – IV Laterański w 1215 r. Kontynuowały one reformistyczne postanowienia synodów Grzegorza VII, walcząc z inwestyturą świecką, korupcją i klerogamią. Zmaganie z cezaropapizmem aż po dążenie do papocezaryzmu wywołało opór cesarzy, którzy nie zamierzali ze zwierzchników papieży stać się ich lennikami. Obsadzali nierzadko Rzym antypapieżami, a papieże całymi latami kierowali wtedy Kościołem wiodąc tułacze życie i chroniąc się pod niekoniecznie bezpieczne skrzydła królów francuskich. Stąd adresy kolejnych soborów średniowiecza: Lyon (1245, 1274) i Vienne (1311).

Nieufność szkodząca Kościołowi

Sobór w Konstancji (1414-18), przeprowadzony głównie dzięki wysiłkom cesarza Zygmunta Luksemburskiego, przywrócił jedność Kościołowi rozdartemu między trzech obstających przy swej legalności papieży. Sobór w Bazylei (1431-39), skonfliktowany z Eugeniuszem IV został przezeń przeniesiony do Ferrary, a potem Florencji. Te dwa sobory, usiłujące ograniczyć absolutną władzę papieży i przeprowadzić niezbędne reformy Kościoła „w głowie i członkach”, wywołały nieufność biskupów Rzymu. Ci unikali więc zwoływania dalszych soborów, bojąc się, że ożyje na nich koncyliaryzm, rozumiany jako twierdzenie o wyższości soboru nad papieżem.
Nie można jednak tych skrajnych tendencji brać za definicję całego koncyliaryzmu, gdyż jego nurt podstawowy był takim ujęciem Kościoła, które akcentowało niezastąpioną rolę soboru w jego życiu. W Konstancji i Bazylei domagano się reformy Kurii Rzymskiej, złagodzenia fiskalizmu, skończenia z przepychem, dyspensami na łączenie wielu stanowisk, interesownym szafowaniem odpustami. Dążenie do naprawy wysoce samodzielnej centrali entuzjazmu w niej zwykle nie budzi. Papiestwo odniosło nad koncyliaryzmem zwycięstwo, ale pyrrusowe. Skupiwszy się na umacnianiu suwerenności państwa kościelnego, uprawiając mecenat artystyczny i nepotyzm, papieże sami nie podjęli dogłębnej reformy Kościoła, do jakiej potrzebny był sobór. A do soboru od czasów Bazylei mieli uraz. „Od kiedy papieże zaczęli bać się soborów, Kościół jest ich pozbawiony i takim pozostanie na nieszczęście i zgubę religii” – pisał w 1530 r. wybitny teolog z Salamanki Franciszek de Vitoria.
Pisał wprawdzie te słowa po niedawno odbytym V soborze laterańskim. Ale sobór ten obradował przez 5 lat (1512-17) – z długimi przerwami – głównie po to, by stanowić alibi wobec zwołanego przez koncyliarystów nielegalnego soboru w Pizie. A reformistycznych postanowień soboru papież nie realizował. Stary impas w niezbędnym naprawianiu Kościoła należał do ważnych przyczyn reformacji. Od jej początku minęło jednak aż 28 lat, nim zebrał się w Trydencie tak niezwykle potrzebny sobór. Jego obrady, trwające faktycznie 4 i pół roku ciągnęły się (z dwoma długimi przerwami) aż przez 18 lat (1545-63).
Żaden sobór, poza Watykańskim II, nie ukształtował tak oblicza Kościoła, jak trydencki. Trydencki porządek doktrynalno-dyscyplinarny panował przez cztery stulecia. Późnośredniowieczny Kościół, dość chaotyczny i otwarty na wiele pytań i dyskusji, w obliczu generalnego zakwestionowania przez reformację, został uregulowany i unormowany. Stał się doktrynalnie klarowny, konfesyjny i kontrreformacyjny. Jeszcze bardziej scentralizowany, skupiony przecież na duszpasterstwie, dbający poprzez zakładane nareszcie seminaria o umysłowo-moralną formację kleru, kontrolowanego później poprzez wizytacje. Wdrażania reformy pilnowali nuncjusze i biskupi, ożywiały ją zakony, zwłaszcza jezuici. Nadzoru, przepisów i reglamentacji po soborze trydenckim nie brakowało w żadnej dziedzinie życia kościelnego.
I sobór watykański (1869-70) miał wedle zamiarów Piusa IX skupić katolików wokół manifestacji prawd wiary i uaktualnić kościelną dyscyplinę. Nie bez oporów mniejszości ogłosił dogmat o nieomylności papieskiej. Zwołany przez Jana XXIII i zakończony przez Pawła VI sobór watykański II (1962-65) różnił się najbardziej od poprzednich. Stał pod znakiem dostosowania Kościoła do współczesności. Nie zebrał się, by potępić herezję czy ogłosić dogmat. Szukał tego, co łączy, nie co dzieli Kościół – od innych chrześcijan, od wyznawców innych religii, od świata. Otworzył katolików na rozumienie innych i współpracę z nimi w budowaniu tego, co wspólne. Odnowił liturgię i przywrócił jej mowę, by była ojczysta dla każdego. Uczynił Kościół znacznie bardziej czytelnym także na wiele sposobów – choć daleko jeszcze do ich pełnego wykorzystania – poczucie współtworzenia tego Kościoła, bycia w nim nie poddanym, a obywatelem. Co bez naruszania hierarchicznego porządku okazało się w sporym stopniu możliwe. Ale na pokonanie wielowiekowych przyzwyczajeń trzeba tu jeszcze czasu i starań niemało.

Pióro historyka i własny głos soborów

Wydana niedawno przez wydawnictwo WAM książka frankfurckiego historyka jezuickiego Klausa Schatza „Sobory powszechne. Punkty zwrotne w historii Kościoła” stanowi najobszerniejszą publikację w języku polskim o historii soborów (tylko o 4 lata późniejszą od niemieckego oryginału). Rzecz ważna, poważna, a przystępna. Przedstawione w niej kolejne sobory w szerokim kontekście powodów i warunków ich zwołania oraz obrad, jawią się w całej swej rozmaitości uchwał, ich znaczenia i realizacji. Spora dysproporcja miejsca poświęconego poszczególnym soborom odpowiada ich wysoce nierównej randze i historycznemu znaczeniu: połowa książki traktuje o trzech ostatnich soborach. Przyznanym im przez siebie miejscem Autor gospodarzy sensownie. Nie zasypując czytelnika lawiną coraz drobniejszych informacji, pomaga przy ich pomocy lepiej zrozumieć złożony proces dochodzenia do formuł i decyzji przez ojców soborowych. Dzięki czemu lektura wielu stron tej książki zainteresuje nie tylko historyka. Choćby, gdy czyta się o tym, jak mizerna wiedza uczestników soboru trydenckiego o historii rozwoju liturgii rzymskiej wpłynęła na rodzaj argumentów za łaciną kanonu mszalnego i jego cichym odmawianiem. Albo: jak i czemu Rewolucja Francuska przygotowała niechcący grunt pod... wzmocnienie władzy papieskiej przez I sobór watykański. I dlaczego nie sprawdziła się prognoza kardynała Billot z 1923 r., że soborów w przyszłości już nie będzie, bo są one „drogie, niewygodne, pełne problemów i niebezpieczeństw wszelkiego rodzaju”.
Nie tylko jednak monografię soborów warto zasygnalizować w tym miejscu. Potakując ich oficjalnemu charakterowi doktrynalnemu, pisząc o nich książki i artykuły, omawiając w podręcznikach, nie zadbano przez całe wieki o to, by były dostępne w całości, w każdym przyrodzonym języku katolików. Także w polskim. Ta zgoła paradoksalna nieobecność dokumentów soborów powszechnych (nie licząc ostatniego) zaczyna się właśnie i u nas kończyć. Pojawił się oto, również wydany przez WAM, tom I tych uchwał, powziętych w latach 325–787 na siedmiu pierwszych soborach niepodzielonego jeszcze Kościoła, czyli wspólnych dla Wschodu i Zachodu, dla prawosławnych i katolików.
Do urzędowego tekstu greckiego czy łacińskiego dołączono przekład polski. Z wprowadzeniami, przypisami, indeksem rzeczowym. Wydawnictwo, po które będą sięgać historycy i teologowie, żyjący i jeszcze nie narodzeni.
Zawiłe nieraz kanony zamykające teologiczne spory o Trójcę Świętą czy o relacje boskiej i ludzkiej natury Chrystusa. Obowiązujące nadal oraz przejściowe postanowienia dotyczące dyscypliny kościelnej. Formuły dogmatyczne, normy, zakazy. Nie tak komunikatywne, jak teksty Vaticanum II. Różnice epok, zainteresowań, języka teologii musiały znaleźć swój wyraz i w dokumentach najwyższej rangi kościelnej. Ich dostępność, podniesiona wreszcie na podstawowy stopień – zatem nie dopiero poprzez zagraniczne wydania z tłumaczeniami na obce języki współczesne – zasługuje na uwagę, uznanie i życzenia rychłego ciągu dalszego tej ważnej edycji.

Klaus Schatz „Sobory powszechne. Punkty zwrotne w historii Kościoła”, tłum. J. Zakrzewski, Wydawnictwo WAM, Kraków 2001, ss. 360.
„Dokumenty soborów powszechnych”, t. 1 (325–787), opr. Arkadiusz Baron, Henryk Pietras, Wydawnictwo WAM, Kraków 2001, ss. 400.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 
 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl