Votum separatum

„Radość wszystkiego stworzenia...”

JÓZEFA HENNELOWA

 

Czy to jest prawda? Śpiewamy tak w pastorałce, przywołując litanię ptaków, ale czy to raczej nie nasze własne złudzenie, podobne temu, które zrodziło legendę o zwierzętach mówiących ludzkim głosem właśnie w Noc Narodzenia? Mielibyśmy tacy być wspaniali, że „wszystko stworzenie” bodaj raz w roku uzyskuje przywilej porozumiewania się z nami – po naszemu. A naprawdę?
Właśnie dostarczono do Sejmu setki tysięcy listów protestujących przeciw eksportowi koni na rzeź – ktoś by powiedział: kompletnemu drobiazgowi wobec wzbierającej na wschodzie apokalipsy, coraz groźniejszej. A przecież właśnie w tej jednej historii odbija się cała nędzna kondycja pana stworzenia – człowieka. Bo ów eksport koni, od lat przez Polskę uprawiany, ma na celu tylko i wyłącznie dochód, brutalnie mówiąc: szmal. A łączy się z niewyobrażalnym okrucieństwem i cierpieniem zwierząt po to tylko, by ktoś mógł właśnie więcej zarobić – bo eksport końskiego mięsa w chłodniach tyle dochodu by nie przyniósł. Okrucieństwo płynie z kompletnego niedbalstwa – któż by poił zwierzęta przez tydzień i więcej podróży, któż by fatygował się sprawdzać, w jakich warunkach jadą. Byle dojechały żywe. Wtedy nastąpi ostatni rozdział gehenny – najbrutalniejsze rozładowanie rannych i sponiewieranych stworzeń, które jakoś trzeba dostarczyć do rzeźni. Do niedawna nikogo to nie obchodziło, teraz też pewnie lobby hodowców i handlarzy, akurat pod szyldem rolniczym, postara się utrącić protesty i nic się nie zmieni. Chyba, że z jakichś innych względów przestanie się to opłacać.
Wiem, to nie jest temat świąteczny. Na Gwiazdkę powinno być pogodnie. „Ptaszki w górę podlatują, Jezusowi wyśpiewują”. Od filmu, pokazującego tamten proceder, można odwrócić oczy. I jeszcze dodać, że to nieodpowiedzialne, płakać nad zwierzętami, kiedy tylu ludzi cierpi i tylu niewinnych ginie. I będzie to następny fałsz godzien zastanowienia się raz jeszcze: czemu okrucieństwo wobec Bożych stworzeń nie napełnia przerażeniem i wstydem powszechnym, czemu z trudem liczy się do win wyznawanych. Przecież dopiero ono demaskuje kondycję człowieka tak do samego końca, jest bowiem całkowicie bezinteresowne i przez to właśnie nie do uwierzenia marne. Jak to jest, że my tacy jesteśmy, tacy zawsze byliśmy, a Bóg zapragnął być jednym z nas i to się dokonało?

 
Józefa Hennelowa


 



 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl