Z punktu widzenia dokumentu


Mistrz i Catherine

Jan Strzałka



Francuski film dokumentalny „W poszukiwaniu Yvesa Saint-Laurenta” to opowieść o utraconym raju dzieciństwa, o wzlotach i upadkach artysty, bo przecież YSL nie jest zwykłym krawcem. Film nie jest łzawą hagiografią, lecz przyczynkiem do historii świata, w którym moda splata się z polityką. YSL triumfował nawet w Pekinie, kiedy wyszły z mody kurtki ŕ la Mao. Najpierw jednak była Moskwa.


Gdy Yves Saint-Laurent pierwszy raz przybył do Moskwy, był już znanym kreatorem mody. Podczas pokazu jego kolekcji w pierwszych rzędach zasiadły stupudowe i wytapirowane żony sekretarzy, tuż za nimi partyjni czynownicy w źle skrojonych garniturach, nie wyciąganych z szafy od śmierci Stalina, a po wybiegu płynęły nieziemskie zjawy w małych czarnych. Radzieckie matrony pokraśniały ze zdumienia i oburzenia, aparat partyjny poweselał, zapominając najwyraźniej o pięciolatce, zaorywaniu stepów środkowoazjatyckich i zawracaniu rzek syberyjskich. Gdyby YSL zaprosił moskiewskie towarzyszki na scenę, by łaskawie przymierzyły paryskie garsonki i pantofelki, nie wiadomo, czy wieczór nie zakończyłby się skandalem jak podobny pokaz czarnej magii sprzed 20 lat, po którym przed teatrem Varieté biegały nagie obywatelki stolicy Kraju Rad.
Następnym razem YSL przybył do Moskwy po 30 latach, a że był to czas pieriestrojki i głasnosti, ludzie nie lękali się żądać odpowiedzi na przeklęte pytania, toteż do Mistrza cisnęły się tłumy pań, by powiedział, jak się ubrać. W to, co macie pod ręką – radził Yves – w kolorowe rubaszki, w kwieciste chusty, tylko, na Boga, nie noście walonków! I nie kpił sobie ze spragnionych wolności, piękna i fantazji Rosjanek, bo przecież niedawno pokazał kolekcję inspirowaną ludowym ubiorem rosyjskim.
Saint-Laurent wyznaje, że od początku kariery walczył z modą. Kiedy odziedziczył schedę po Diorze, odział kobietę w czarną kurtkę skórzaną, co prawda ze skóry krokodyla, ale stylizowaną na ubiór bandziorów z przedmieścia. W świecie haute couture zapanowała konsternacja, Mistrz został oskarżony o uprawianie populizmu i zwolniony z firmy, skutkiem czego trafił do szpitala psychiatrycznego.
Wkrótce jednak założył własną firmę, i niezależnie od tego, czy poszukiwał inspiracji w malarstwie Mondriana, w barwach Maroka czy w ubiorze rosyjskiej chłopki, głosił, że „najważniejszy jest styl, bo moda bywa szalona i przemija, a styl pozostaje”. Przyznawał też, że spośród sławnych ludzi najbardziej podziwia Coco Chanel, za to że wyzwoliła kobietę od gorsetu i rygorów wrogich pięknu ciała. Sam zaś – twierdzą znawcy – wyzwolił modę od nudy i mieszczańskiej elegancji. „Mieszczanki się nie ubierają – powiada YSL – mieszczanki noszą perły i broszki”. Choć Saint Laurent najbardziej ceni sobie słowo „pobłażliwość”, nienawidzi słów haute couture, a nade wszystko – elegancja. Ale czyż jego kreacje nie są właśnie eleganckie? YSL pragnie, by suknia, pantofel, kurtka bandyty z przedmieścia czy męski garnitur noszony przez kobietę niekoniecznie były eleganckie, ale przede wszystkim żeby uwodziły.
Niektórzy sądzą, że Saint-Laurent nienawidzi kobiet. YSL nie skrywa swego homoseksualizmu, uznając go zresztą za źródło neurotycznych cierpień. Jednak od lat kobiety pozwalają uwodzić się jego projektom, czując, iż YSL nie kłamie, wyznając, że ma bzika na punkcie kobiet, że największą jego fascynacją było i jest ich ciało. Projektując, najpierw rysuje twarz kobiety, a ta podpowiada mu, jakiej sukni pragnie jej wyimaginowana właścicielka. YSL jest wrażliwy i spragniony ludzi równie niezwykłych jak on sam – powiada w filmie jeden z jego znajomych – a ponieważ nie spotkał natury równie subtelnej, pozostaje samotny, skazany na ściganie kobiety nieosiągalnej. Od lat przyjaźni się z Catherine Deneuve, kobietą bliska ideału...
Dewizą Yves Saint-Laurenta są słowa: najważniejsze to trwać, jednak na początku tego roku poddał się i przekazał firmę następcom. Można snuć fantazje, dlaczego postanowił odejść. Starość, porażenie wszechobecną brzydotą i tandetą, a może zwątpienie w sens ubierania się? Przypomina się „Pret-a-porter” Roberta Altmana, historia Rosjanina (Marcelo Mastroiani), który uciekł z Rosji, by odnaleźć starą miłość (Sofia Loren) i zaplątał się w intrygi paryskich dyktatorów. W finale Altman pokazuje ciężarną, modelkę. To ma być moda przyszłych sezonów, człowiek nagi jak przed grzechem pierworodnym. Powiedziałby Gombrowicz: „O nagości śnię i o młodości...”


„W poszukiwaniu YSL”, reż. David Teboul, prod. Canal+
Premiera: marzec br.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 
 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl