Powiększone NATO za 10 lat będzie równie sprawne jak dziś


Sojusz z przyszłością

Michael Rühle z Brukseli



Marlena Dietrich miała kiedyś powiedzieć, że kobiety próbują nieustannie zmieniać mężczyzn, aby na końcu stwierdzić, że taki odmieniony mężczyzna już im się wcale nie podoba. Paktowi Północnoatlantyckiemu podobny los będzie oszczędzony: pomimo – albo z powodu – jego zdolności do przemian, NATO również w przyszłości, powiedzmy za 10 lat, w roku 2012, po przyjęciu kolejnych członków, pozostanie sojuszem silnym i poważanym.


Jak będzie wyglądać NATO za 10 lat? Czy pod wpływem wydarzeń z 11 września zamieni się w organizację do zwalczania globalnego terroryzmu? Czy zmarginalizują go powstające ad hoc koalicje? A może w ogóle przestanie istnieć, nie mogąc pogodzić rozbieżnych interesów Europy i Ameryki? 
Gdyby za kryterium przyjąć dyskusje, które toczyły się w Europie Zachodniej w ostatnich miesiącach, trzeba by uznać, że perspektywy NATO są ponure. W części NATO-wskiej strategic community słychać było szemrania, że zastosowanie – w odpowiedzi na ataki terrorystyczne – V artykułu Traktatu Waszyngtońskiego (zaatakowany członek NATO może liczyć na wsparcie pozostałych – red.), wzbudziło oczekiwanie na kolejne szeroko zakrojone działania militarne. Teraz te nadzieje okazują się płonne, skoro Sojusz jedynie wspiera koalicję antyterrorystyczną. Inni obawiają się, że nowy duch, który po 11 września zapanował w relacjach NATO–Rosja, może doprowadzić do „wyprzedania” Sojuszu przez zbyt daleko idące koncesje na rzecz euroazjatyckiego mocarstwa. 
Żadna z tych obaw się nie sprawdzi. Również za 10 lat NATO będzie pełnić centralną rolę – jednak nie jako „łowca terrorystów” ani jako „leżanka psychoterapeutyczna” dla rosyjskiej duszy. Także w 2012 r. NATO odgrywać będzie podwójną funkcję, którą pełni od początku swego istnienia: koordynować relacje transatlantyckie w sferze bezpieczeństwa i równocześnie kształtować oparty na zachodnich wartościach porządek bezpieczeństwa w Europie. 

NATO W ROKU 2012

Przepowiadanie przyszłości jest oczywiście ryzykowne. Literatura politologiczna jest pełna ocen błędnych i przedwczesnych. Pewien znany politolog, reprezentant szkoły nazywanej „badaniami nad pokojem”, twierdził w 1984 r., że Jugosławia i Albania stanowią, razem ze Szwajcarią, trzy „najbezpieczniejsze” państwa Europy, gdyż nie należą do NATO ani Układu Warszawskiego. To tylko jeden przykład, za to szczególnie tragiczny. Mimo to uzupełnianie czarnych scenariuszy – zresztą jak najbardziej uprawnionych – o analizę zakładającą pozytywny rozwój wydarzeń bywa pożyteczne. Założenie takie pomaga bowiem dostrzec liczne zmiany, których inicjatorem może być NATO, a które mogą wpłynąć pozytywnie na rozwój europejskiego bezpieczeństwa. 
Oczywiste jest, że w roku 2012 Sojusz będzie większy niż obecnie. Za 10 lat liczba jego członków wzrośnie zapewne do 25 lub więcej – podobnie jak Unii Europejskiej. Nie sprawdzą się jednak obawy, że za przyjęcie kolejnych krajów NATO zapłaci mniejszą zdolnością do działania – nie pozwoli na to wspólny interes europejskich członków NATO, jakim jest organizowanie swojego bezpieczeństwa razem ze Stanami Zjednoczonymi. Ambicje europejskich sojuszników znajdą odbicie w zwiększeniu roli NATO na Bałkanach, jak również w inicjatywach politycznych na Bliskim Wschodzie, w Afryce Północnej i na Kaukazie. Chociaż sama rola Europejczyków – młodszych partnerów wojskowych Ameryki również i za 10 lat zasadniczo się nie zmieni. Co prawda za sprawą wspólnych zakupów sprzętu i integracji w niektórych aspektach wojskowych zwiększy się ich znaczenie militarne. Ale nawet prawdopodobne po 11 września podniesienie budżetów na obronność nie zlikwiduje braków w wielu kluczowych dziedzinach – tym samym Europa pozostanie uzależniona militarnie od USA.
W ciągu najbliższych 10 lat rozwiną się także relacje między NATO a Unią Europejską, wybiegając daleko poza zarysowaną we wspólnej Europejskiej Polityce Obronnej i Bezpieczeństwa sferę wojskowych konsultacji. Najnowsze przykłady skutecznej współpracy – działania prewencyjne na Bałkanach oraz szybka reakcja Unii w ramach koalicji antyterrorystycznej – wskazują już pewien kierunek: konsultacje między NATO a Unią w roku 2012 będą obejmować także terroryzm, przyszłość Europy Południowo-Wschodniej, Kaukaz oraz relacje z Rosją. A dzięki skoordynowanym spotkaniom UE i NATO wspólne ambicje i zamysły obu organizacji znajdą odbicie także w świadomości społecznej. 

NOWA STRATEGIA 

Do największej zmiany dojdzie w stosunkach NATO z Rosją. W roku 2012 Sojusz zapewne odrzuci jeszcze propozycje Rosji, pragnącej zostać jego pełnoprawnym członkiem. Nowa dynamika w relacjach NATO–Rosja po 11 września sprawi jednak, że status Rosji będzie prawie taki sam jak członka stowarzyszonego. O wiele wcześniej do Sojuszu przyjęte zostaną państwa bałtyckie. Fakt ten jednak nie wpłynie negatywnie na relacje z Rosją dzięki wspólnym inicjatywom budującym wzajemne zaufanie oraz dzięki ustaleniu kwestii Kaliningradu, który po rozszerzeniu UE stanie się enklawą. Współpraca militarna Brukseli i Moskwy będzie obejmować nie tylko Bałkany: zostanie zinstytucjonalizowana w postaci wspólnej, natowsko-rosyjskiej brygady wojsk pokojowych. Do roku 2012 czymś normalnym stanie się również współpraca w zakresie zbrojeń, np. w kwestii taktycznej obrony antyrakietowej. 
Określając sytuację zaistniałą po 11 września jako odpowiadającą V artykułowi Traktatu Waszyngtońskiego, sojusznicy rozszerzyli zobowiązanie do wspólnej obrony krajów NATO także na zamachy terrorystyczne ze strony nonstate actors (podmiotów nie będących samodzielnymi państwami – red.). Sojusz z roku 2012 będzie już dostosowany do tego wyzwania, również w wymiarze instytucjonalnym. 
Postrzeganie terroryzmu jako coraz poważniejszego zagrożenia – także w kontekście broni masowej zagłady – znajdzie odbicie w następnej koncepcji strategicznej Sojuszu. Dokument ten jednak nie tylko uwzględni większe znaczenie działań politycznych i militarnych przeciwko międzynarodowemu terroryzmowi. Do roku 2012 Ameryka zbuduje podstawowy system strategicznej obrony antyrakietowej, podczas gdy niektórzy z jej europejskich sojuszników zaczną już zapewne wprowadzać systemy taktycznej obrony antyrakietowej (różnica polega na tym, że np. system strategiczny obejmie cały kraj lub kontynent, np. Amerykę Północną a system taktyczny tylko pewien obszar, np. Londyn czy Paryż – red.). W strategii Sojuszu z roku 2012 będzie więc musiała znaleźć odzwierciedlenie również nowa relacja między takimi pojęciami jak „odstraszanie” i „obrona”.

„KOALICJA 46” I AZJA

Na wydarzenia z 11 września deklaracjami solidarności z USA zareagowało nie tylko 19 krajów sojuszniczych: również 27 krajów partnerskich NATO z Europy i Azji Centralnej, zgromadzonych w Euroatlantyckiej Radzie Współpracy ogłosiło gotowość do bliskiej współpracy w walce z terroryzmem. W NATO z roku 2012 ta „koalicja 46” (określenie sekretarza generalnego Sojuszu lorda Robertsona) odgrywać będzie rolę prawdziwego forum bezpieczeństwa. Zwiększy się zakres jej działań: od wspierania współpracy regionalnej na Kaukazie po planowanie na wypadek katastrof; od ochrony ropociągów aż po zabezpieczenie granic w Azji Środkowej przed grupami terrorystycznymi. 
Jako organ koordynujący pomoc w razie katastrof w Europie, a być może także poza jej granicami, Rada Współpracy będzie odgrywać istotną rolę także w tym, co nazywamy humanitarnym wymiarem bezpieczeństwa. Natomiast współpraca militarna w ramach Rady znacznie wykroczy poza działania na rzecz pokoju – jak ma to miejsce obecnie na Bałkanach. Rozciągnie się ona na reformę całego sektora bezpieczeństwa, łącznie z organami bezpieczeństwa wewnętrznego. W ten sposób Sojusz zagwarantuje, że również po jego rozszerzeniu nie osłabnie współpraca z krajami spoza NATO. 
Jeśli zaś chodzi o kontakty Sojuszu z krajami Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu, to ich coraz większe znaczenie dostrzeżono w Brukseli jeszcze przed 11 września. Aktualność takich kwestii jak terroryzm i proliferacja sprawi, że po roku 2001 dialog z państwami basenu Morza Śródziemnego uwolni się ze swej dotychczasowej roli „pasierba” NATO-wskich programów współpracy. Sojusz będzie musiał też znaleźć adekwatną odpowiedź na rosnące znaczenie regionu Azji (Daleki Wschód) i Pacyfiku. Odpowiedź nie militarną, lecz raczej polegającą na dialogu z zainteresowanymi krajami – na wzór Japonii, z którą NATO prowadzi taki dialog już od ponad 10 lat.

NAJSKUTECZNIEJSZY INSTRUMENT

Takie NATO, jakie zostało tu naszkicowane, miałoby nadal strategiczne znaczenie przede wszystkim dla bezpieczeństwa Europy: jako sprawny pakt wojskowy krajów członkowskich, jako instrument wspierający prowadzone pod egidą Europejczyków działania antykryzysowe, jako organ koordynujący powstające ad hoc koalicje i wreszcie jako instytucja legitymizująca amerykańską obecność wojskową w Europie. Naturalnie, Sojusz z roku 2012 nie będzie już solistą, lecz instytucją w jeszcze większym stopniu zależną od rozwoju sytuacji w innych instytucjach (Unia Europejska) i regionach (Azja). Ale nawet wówczas, w takiej zmienionej roli, Sojusz nie utraciłby swej roli katalizatora euroatlantyckiego porządku bezpieczeństwa. 
Jaka jest jednak szansa, że Sojusz będzie właśnie tak wyglądać? Rozwój sytuacji od zakończenia „zimnej wojny” pozwala wprawdzie na sformułowanie tezy, że przyszły kształt NATO będzie prawdopodobnie właśnie taki albo do niego zbliżony. Tak być jednak nie musi. Porażka demokratycznego eksperymentu w Rosji bądź dalsza eskalacja terroryzmu mogą poważnie wpłynąć także na Sojusz – tak na jego strukturę, jak i znaczenie. Ale można sobie wyobrazić również błędy w NATO-wskiej „rodzinie”. Przykładowo, wspólna Europejska Polityka Obronna i Bezpieczeństwa może pójść w złym kierunku i – postrzegając się jako w pierwszym rzędzie europejska – może doprowadzić do izolacji Europy od Ameryki. Nie można również wykluczyć innego niebezpieczeństwa: agresywnego sporu transatlantyckiego o podział zadań militarnych w Sojuszu. Czynniki takie mogłyby pchnąć Sojusz w zupełnie innym kierunku, a nawet skierować go zupełnie na „boczny tor”. 
Niebezpieczeństwo takiego rozwoju sytuacji pozostaje jednak niewielkie. Szybka i jednomyślna reakcja NATO-wskich sojuszników na wydarzenia z 11 września pokazała w każdym razie, że mimo sporów między Europejczykami i Amerykanami o ochronę klimatu Ziemi bądź o faszerowane hormonami mięso, ciągle istnieje coś takiego jak wspólnota wartości. Ta wspólnota nie pozbawi się lekkomyślnie Paktu Północnoatlantyckiego – jednego z jej najskuteczniejszych instrumentów polityczno-militarnych.


Przełożył Wojciech Pięciak 



MICHAEL RÜHLE jest szefem Referatu Planowania w Wydziale Politycznym NATO w Brukseli. Artykuł, który ukazał się we „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, przedrukowujemy za zgodą Autora i redakcji „FAZ”. Tytuł od redakcji „TP”.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 
 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl