Wyrzuty sumienia

Ks. STANISŁAW MUSIAŁ SJ

 

Jurij Gagarin szukał Pana Boga w kosmosie. Był zawiedziony, bo Go nie znalazł. Inni kroili ludzi na stole operacyjnym na drobne kawałki, bo szukali duszy ludzkiej. Też się zawiedli. Doprawdy, Pan Bóg chyba nie lubi materialistów. „Ukrywa” się przed nimi i przesłania rzeczywistości najważniejsze przed ich oczami. Jak na złość okazuje się potem, że to, co oni powinni uważać za nie istniejące, niebyłe, purum nihil, działa, objawia się, ba, niepokoi i gryzie. Takim jest sumienie! Jest niewykrywalne przez żadne laboratorium. „Ulatnia” się z każdej probówki. Ten „mały człowieczek”(jak niektórzy złośliwcy nazywają sumienie), siedzący w mózgu i sercu ludzkim, feruje bez przerwy wyroki, nie znając miłosierdzia, odporny na wszelkie „łapówki”. Łatwiej jest psu odczepić rzep od swego ogona, aniżeli nam wyciszyć skutecznie ów „głos” w sobie.
Nie ciekawią mnie uczone rozprawy o sumieniu (na ogół nudziarskie). Interesuje mnie sumienie in flagranti. Trzeba się naszukać niemało, by „przyłapać” kogoś, w literaturze historycznej, na tym, co nazywamy wyrzutem sumienia. Chodzi oczywiście nie o deklaracje retoryczne, których nie brak, tylko o przypadki, kiedy ludzie w wielkiej dyskrecji mówią lub piszą prawdę, i to absolutnie prawdę. Czynią to, by się właśnie uwolnić od tego paskudnego „robaka”, który ich gryzie.
Zacytuję dwa przypadki, zaczerpnięte z petycji, skierowanych do papieża Jana XXII, który rządził Kościołem w XIV w. Sprawował swe rządy nie z Rzymu, choć każdorazowy papież jest równocześnie biskupem tego miasta, tylko z Awinionu, jako drugi papież, osiadły w tym mieście. To za jego pontyfikatu umocniła się kuria papieska na francuskiej ziemi. Wybrano go na papieża po przewlekłych, bo aż dwuletnich, burzliwych „deliberacjach”. Miał wtedy 72 lata. Liczono na krótki pontyfikat. Przeliczono się. Był papieżem przez 18 lat (1316–1334), mimo spisków (nawet biskupich). Rządził Kościołem mocną ręką. Był znakomitym organizatorem i świetnym prawnikiem, ale marnym teologiem. Na łożu śmierci – rzecz dotąd u papieży niesłychana – odwołał swoje „herezje”, które głosił: przede wszystkim to, że zbawieni, aż do czasu Sądu Ostatecznego, nie oglądają Boga „twarzą w twarz”, tylko muszą się zadowolić widzeniem samego Chrystusa jako człowieka.
Obydwie petycje skierowane do Jana XXII mają związek z Żydami. W przeciwieństwie do innych papieży awiniońskich czy w ogóle średniowiecznych, ten papież nie był im zbytnio przychylny (na krótki nawet czas wypędził ich ze swych posiadłości we Francji i w 1321 r. z Rzymu). W przypadku jednak poważnego zagrożenia ich życia występował w sposób zdecydowany. Kiedy w 1320 r. ogarnęła Francję kolejna rewolta (krucjata) Pastuszków – bandy chłopskie przemieszczały się tym razem z północnej Francji na południe, pod wodzą dwóch mnichów renegatów, siejąc terror i spustoszenie, zwłaszcza wśród Żydów – Jan XXII ostro wystąpił przeciwko nim, nakazując biskupom i panom świeckim traktować ich surowo jako bandytów. W styczniu 1321 r. Guyard Gui, sędzia królewski z Tuluzy, zwraca się do papieża z prośbą o absolucję za popełniony grzech: skazanie na śmierć duchownego („clericus”, członek kleru, posiadający co najmniej niższe święcenia). Chodzi o niejakiego Raineriusa z Montgeard, z diecezji tuluskiej, który zaczął głosić pogląd, iż na cześć Boga, Matki Najświętszej i (wspomnianych) „Pastuszków” należy wymordować wszystkich Żydów i przejąć ich majątek. Sam „w porywie szaleństwa”, zamordował „w okrutny sposób” troje Żydów mężczyzn i jedną Żydówkę. Postawiony przed sąd, został skazany na śmierć (bez zastosowania jednak tortur) właśnie przez owego sędziego (seneszala). Wyrok wykonano. Później okazało się, że skazany był „klerykiem”, a zatem sędzia królewski nie miał prawa go skazać na śmierć. Za ten „grzech” sędzia prosi papieża o absolucję, ponieważ sumienie nie daje mu spokoju. Papież oczywiście przychylił się do prośby seneszala.
Drugi przypadek jest jeszcze jaskrawszy. Trzeba wiedzieć, że Jan XXII, niezwykle sprawny organizator, uzdrowił doprowadzone do katastrofalnej sytuacji przez poprzednika finanse kościelne, zostawiając w chwili swej śmierci szkatułę papieską, pękającą w szwach od złota i klejnotów (mówiło się o bajecznych sumach i kosztownościach). Dokonał tego w prosty sposób, rozdzielając beneficja i równocześnie opodatkowując je na przeróżne, wymyślne sposoby. Trzeba pamiętać, że przez kancelarię papieską za jego pontyfikatu przeszło 65 tysięcy próśb o beneficja (wymagało to skądinąd kolosalnej organizacji i rzeszy sprawnych sekretarzy i urzędników). Otóż niejaki Odoardus z St. Ferreol, kanonik w Beauvais w północnej Francji, posiadający bardzo lukratywną prebendę, przypomniał sobie po latach (nie wiadomo ilu), że jako 10-letni chłopiec był świadkiem egzekucji Żyda. Skazaniec wisiał na szubienicy głową w dół. Gapiowie rzucali w niego kamieniami. On też pochwycił za duży kamień i uderzył nim Żyda w głowę. Nie jest teraz pewien, pisze do papieża, czy był to cios śmiertelny. Ma jednak wielkie wyrzuty sumienia, bo mógł zaciągnąć przez ten czyn „nieregularność”, która wykluczałaby go od posiadania prebendy. Prosi zatem papieża o absolucję, żeby mógł w spokoju sumienia korzystać ze swego beneficjum. Papież przychylił się do jego prośby, bez jakichkolwiek dalszych dociekań. 
Warto tutaj wspomnieć, że ten rodzaj kary, wieszanie za nogi głową w dół, nosi nazwę „niemieckiej egzekucji”, ponieważ był praktykowany przede wszystkich w krajach germańskich. Była to kara za mniejsze przestępstwa, jak np. kradzież. Bardzo często, obok Żyda, wieszano także dwa psy łbami do dołu po to, by mogły go jeszcze gryźć. W przypadku bluźnierstwa podwajano okrucieństwo. Wieszano Żyda za nogi głową w dół, oczywiście w towarzystwie psów, i podpalano pod nimi ogień. Podtrzymywanie przez wielu prawników świeckich i kanonistów aż po XVIII w. nierówności kary w stosunku do Żydów (za to samo przestępstwo) jest wielką plamą na historii prawa w Europie. Trzeba jednak przyznać, że wraz z odkryciem prawa rzymskiego w późnym Średniowieczu coraz częściej podnosiły się głosy prawników, domagających się jednakowego traktowania Żydów i chrześcijan. Pomysłowość Średniowiecza, zwłaszcza we wcześniejszym okresie, była wyjątkowa. I tak prawodawstwo karolińskie przewidywało, że Żydowi, który odważył się pozwać przed sąd chrześcijanina, w czasie gdy ten ostatni składał przysięgę, należało nałożyć na głowę cierniową koronę, związać mu mocno kolana i między łydkami przeciągnąć rózgę z ostrymi kolcami. Czy można się dziwić, że Europa urządziła później Żydom Holokaust? 
Nasuwają się dwie konkluzje: Czy nie wypadałoby, żeby zjednoczona Europa (po wejściu Polski i innych krajów kandydackich do Unii) oczyściła swoje sumienie „odżegnując” się solennie nie tylko od samego Holokaustu, ale i od tego wszystkiego, co do niego prowadziło? Czy – po wtóre – nie byłoby dobrze, żebyśmy odbywając teraz w Wielkim Poście nabożeństwa Drogi Krzyżowej, pomyśleli o tym, jaką „drogę krzyżową” zgotowali Żydom w Europie nasi przodkowie w wierze na przestrzeni wspólnej z nimi dwutysiącletniej historii? By nas nadal nie gryzło sumienie!

Ks. Stanisław Musiał SJ

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl