Rozmowa z Gadamerem

Tadeusz Gadacz



13 marca 2002 zmarł w Heidelbergu jeden z ostatnich gigantów myśli, obok Husserla i Heideggera uznawany za jednego z najwybitniejszych filozofów minionego stulecia. Przeżył cały ten wiek, gdyż urodził się 11 lutego 1900, a więc u samego jego początku. Doświadczył wszystkiego, czego można było doświadczyć: telefonu na korbkę, pierwszego filmu, Wystawy Stulecia we Wrocławiu w 1913, dwóch wojen światowych (opisał to w książce „Moja droga do filozofii”).
Dzieciństwo spędził we Wrocławiu. Drugą młodość rozpoczął w najlepszym dla filozofa „wieku metafizycznym”, opuściwszy w 1968 r. swoją katedrę w Heidelbergu. Jako emerytowany profesor wykładał w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie przez tyle prawie lat, ile trwa naturalny okres zawodowej aktywności. Pisał aż do śmierci. Jeszcze za życia uznawany był za klasyka. Jego główne dzieło „Prawda i metoda” (1960, wydanie polskie 1993) zostało powszechnie uznane za najważniejsze dzieło hermeneutycznej filozofii w minionym wieku. Pozostawił ognisty ślad we wszystkich prawie dziedzinach humanistyki, w tym szczególnie interpretacji poezji (Celan, Hölderlin, Rilke). 
Między dzieciństwem w Marburgu, gdzie się urodził, i we Wrocławiu, a twórczą młodością późnej starości minęły lata studiów i intensywnej naukowej pracy, spotkań i współpracy z myślicielami, którzy także są już klasykami filozofii: doktorat w 1922 u Paula Natorpa (recenzentem był Nicolai Hartmann), studia u Husserla i Heideggera, asystentura u Heideggera w Marburgu, studia z filologii klasycznej u P. Friedländera i habilitacja na temat dialektycznej etyki u Platona, katedra filozofii w Lipsku i Heidelbergu (od 1949 po Jaspersie). W Heidelbergu stworzył Wydział Filozofii, który szybko stał się najważniejszym ośrodkiem filozoficznym w Niemczech. Przyczynił się do odnowy zainteresowania filozofią Hegla. Założył wraz H. Kuhnem „Philosophische Rundschau”. Był inicjatorem wielotomowego cenionego słownika filozofii „Historisches Wörterbuch der Philosophie”. 
Wykształcony w fenomenologii, wraz Heideggerem (pod wpływem którego pozostawał), był świadkiem porażki idei czystej fenomenologii oderwanej od historii i realnego świata. W przeciwieństwie do Husserla odrzucił możliwość osiągnięcia celu przez filozofię pozbawioną historycznego studium tradycji. Dlatego mistrzowsko nawiązywał krytyczny dialog z tradycją: z Platonem, Arystotelesem, Augustynem, Lutrem. Poszedł śladami hermeneutycznej filozofii młodego Heideggera – rozwinął heremeneutykę, która przestała być już tylko interpretacją tekstów i metodologią humanistyki, a stała się samodzielnym rodzajem filozofii. 
Któż z nas nie pamięta słynnego już pytania nauczycieli literatury, którego baliśmy się jak ognia: Cóż właściwie poeta, lub pisarz, miał na myśli? Czy pytanie to było właściwie postawione? Dla Gadamera było ono spadkiem po Schleiermacherze, który głosił, że celem zrozumienia innego (także autora), należy się z nim utożsamić, wczuć się, wniknąć poza znaki słów i dzielić z nim jego punkt widzenia. Im większa tożsamość, tym lepsze rozumienie, a im większa różnica, tym rozumienie gorsze. Temu właśnie miał odwagę przeciwstawić się Gadamer, wskazując na funkcję czasowego dystansu. Wypowiedź, pisany tekst, historyczne wydarzenie dopiero z dystansu ukazuje nam swój możliwy sens. Nie należy zatem utożsamiać się i wczuwać, gdyż nie jest to ani możliwe, ani konieczne.
Nie jest możliwe, ponieważ nie możemy porzucić własnego świata rozumienia ani go przeskoczyć. A wręcz rozumienie możliwe jest jedynie dzięki przedrozumieniu. Tak powstała nowa formuła hermeneutycznego koła. Przed Gadamerem uważano, że koło to zawarte jest w interpretowanym tekście i polega na związku między częściami tekstu i jego całością, między tekstem i innymi tekstami autora lub epoki, a także sytuacją życiową autora. Dla Gadamera koło to wiąże rozumienie znaków i wydarzeń z samym sposobem istnienia człowieka, który chcąc coś zrozumieć, musi wpierw jakoś rozumieć siebie. Kto czyta np. „Króla Edypa” Sofoklesa, nie usiłuje jedynie zrozumieć przekazu z przeszłości. Rozumie go raczej wówczas, gdy jest gotów usłyszeć to, co Edyp ma mu do powiedzenia. A jest gotów, gdy potrafi postawić tekstowi właściwe pytania, w tym przypadku pytania o los i winę. W ten sposób „Król Edyp” wpisuje się w nurt, w którym znajduje się sam czytelnik. Rozumienie tego, o czym mówi „Edyp” i rozumienie siebie wzajemnie się warunkują. Nie można zrozumieć losu Edypa nie rozumiejąc własnego losu i nie można zrozumieć własnego losu nie rozumiejąc jakoś losu Edypa.
Chcemy i możemy zrozumieć innego jako innego tylko z perspektywy naszego własnego świata. „Rozjaśnienie tego cudu rozumienia, które nie jest tajemniczą komunikacją dusz, lecz udziałem we wspólnym sensie – oto zadanie hermeneutyki” – pisał Gadamer. Różne światy obce sobie w sensie historycznym i kulturowym, wzajemnie sobie obce horyzonty doświadczenia i rozumienia muszą się wzajem spotkać. Poprzez zlanie się horyzontów tekst lub dzieło i człowiek osiągają ten sam horyzont. Zlanie się horyzontów poszerza i wzbogaca mój horyzont. Nie chodzi zatem o to, by „zrozumieć autora lepiej niż sam on siebie rozumiał”.
To, co możemy rozumieć dzisiaj lub będziemy mogli rozumieć jutro, możliwe jest jedynie dzięki temu, co zrozumieliśmy wczoraj. W ten sposób otwiera się historyczny wymiar rozumienia. Hermeneutyczna funkcja dystansu i jego przezwyciężenia (zlania się horyzontów), zakłada wg Gadamera kształtowanie przez tradycję. Dopiero w ukształtowaniu przez tradycję rozwija się pełen sens tego, co powiedziane i wydarzone.
W głównym dziele Gadamera pojawiły się dwa kluczowe słowa: prawda i metoda. Historyczny wymiar rozumienia i koło hermeneutyczne nie oznaczają relatywizacji prawdy ani jakiejś formy historyzmu. Język jest nie tylko ekspresją życia. Język coś twierdzi i czemuś przeczy i dlatego w naturalny sposób akceptujemy i rozumiemy to, co inni mówią lub piszą. Pierwotną formą rozumienia jest porozumienie. Kiedy pytam np. przechodnia, która jest godzina, akceptuję odpowiedź bez zastrzeżeń. Podobnie z zaufaniem czytamy tekst, zakładając, że rości on sobie prawo do prawdy. Dopiero wówczas, gdy to naturalne porozumienie zostanie zakwestionowane, pojawia się problem hermeneutyczny. Gdy ktoś w południe mówi, że jest godz. 19, wtedy zastanawiamy się, czy żartuje i co właściwie ma na myśli, co się za tym kryje. Jako jeden z ostatnich bronił Gadamer autorytetu i tradycji.
A co do metody, słowo to brzmi nieco ironicznie. Księga jest zawsze otwarta. Nie ma metody, która prowadziłaby do monopolu prawdy. Tylko spotkanie z obcym horyzontem w formie tekstu prowokuje do doświadczenia, że mój horyzont jest zbyt wąski. Zostajemy zmuszeni przez tekst do zakwestionowania naszych przedsądów. Przekraczamy w ten sposób horyzont własnego rozumienia. Zdanie kończące „Prawdę i metodę” brzmi: „Toczącej się rozmowy nie można podsumować”. Także rozmowy z Gadamerem. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 
 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl