Dwadzieścia lat temu władze komunistyczne wprowadziły stan wojenny

Jak partia szła na wojnę

ŁUKASZ KAMIŃSKI

 

Stan wojenny po raz ostatni zmobilizował do walki wykruszone hufce Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. W jednym szeregu stanęli weterani walk z „reakcyjnym podziemiem” po 1945 r. i wychowankowie Związku Socjalistycznej Młodzieży Polskiej, ideowi komuniści i gierkowscy technokraci, niedawni reformatorzy i partyjny „beton”. Jedni chcieli ocalić socjalizm, inni własne kariery. Połączył ich strach i poczucie zagrożenia.

Po 13 grudnia 1981 r. formalnie władzę przejęła Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego, ale faktycznie – podobnie jak w całym okresie od 1944 r. – leżała ona w rękach partii. Naczelnym organem decyzyjnym pozostawało Biuro Polityczne KC PZPR. Komisarze wojskowi, skierowani do różnych przedsiębiorstw, szybko zaczęli pełnić funkcje „dekoracyjne”, a nadzór nad administracją państwową i gospodarczą wrócił w gestię instancji PZPR. 
Można przypuszczać, że stan wojenny – ten okres ostatniej w dziejach mobilizacji partii – jest dziś wspominany z nostalgią przez część dawnego aparatu PZPR. Większość jego członków nigdy wcześniej (ani tym bardziej później) nie czuła się tak potrzebna – i nie znajdowała się na pierwszej linii „frontu” walki z siłami kontrrewolucji.
Bezpośrednie przygotowania do wprowadzenia stanu wojennego podjęto w PZPR pod koniec listopada 1981. Komitetom wojewódzkim polecono sporządzić – we współpracy z aparatem bezpieczeństwa – „plany ochrony rodzin pracowników aparatu oraz rencistów i emerytów partyjnych”. Przewidywano ulokowanie ich w bezpiecznych i łatwych do obrony miejscach (np. koszary); niektóre komitety wojewódzkie rozważały możliwość ewakuacji rodzin do Czechosłowacji lub NRD. W instancjach wojewódzkich wdrożono systemy łączności, opracowano plany mobilizacji aparatu, wyposażono budynki komitetów w „niezbędne środki techniczne”. Przystąpiono też do tworzenia grup samoobrony, wyposażonych w broń krótką, pistolety maszynowe, miotacze gazu i petard oraz radiostacje. Z niektórych województw (np. rzeszowskie) donoszono, że „KW MO nie może zapewnić zapotrzebowania na broń”. Wiązało się to zapewne z szybkim rozwojem liczebnym tych grup, które 5 grudnia 1981 r. liczyły już ponad 30 tys. „zaufanych członków partii”.
Działania te miały być nie tylko odpowiedzią na zagrożenie. Ich celem była przede wszystkim mobilizacja aparatu i aktywu partyjnego – i wytworzenie atmosfery „oblężonej twierdzy”, sprzyjającej konsolidacji PZPR.


PARTIA ZWIERA SZEREGI


Przed 13 grudnia PZPR znalazła się w kryzysie. Od Sierpnia 1980 trwał nieprzerwanie proces składania legitymacji, w wyniku czego partia zmniejszyła się o jedną czwartą. Kierownictwo nieustannie znajdowało się w ogniu krytyki „dołów”, dokonywanej zresztą z różnych pozycji – i reformatorskich, i zachowawczych. Komitet Centralny tracił kontrolę nad niższymi instancjami. Po okresie uśpienia ożywiła się Komunistyczna Partia Polski, zdobywająca coraz większe wpływy w aparacie PZPR. Nic dziwnego, że sporą część energii po wprowadzeniu stanu wojennego poświęcono na opanowanie sytuacji we własnych szeregach.
Już w pierwszych dniach po 13 grudnia rozpoczęła się weryfikacja członków partii, pełniących rozmaite funkcje; oceniano „postawę polityczną po Sierpniu i po 13 XII”. Od osób należących do „Solidarności” wymagano złożenia rezygnacji z członkostwa w związku i potępienia jego polityki. Jakakolwiek forma współpracy lub popierania „Solidarności” stawała się podstawą do usunięcia z funkcji. 
W całym kraju odwołano tysiące członków egzekutyw, plenów, komisji kontroli partyjnej wszystkich szczebli – od Podstawowych Organizacji Partyjnych (POP) po Komitety Wojewódzkie (KW). Tylko w komitecie wojewódzkim we Wrocławiu usunięto 12 członków plenum! Czystki objęły także pierwszych sekretarzy: jeszcze w grudniu pozbawiono stanowisk 183 pierwszych sekretarzy POP, 59 z Komitetów Zakładowych, 70 z Komitetów Miejskich i Gminnych, a nawet dwóch sekretarzy KW (w Koszalinie i Tarnowie). Jako główne przyczyny usunięcia z funkcji podawano: „nieudolność, chwiejność postaw, dwulicowość; negowanie konieczności wprowadzenia stanu wojennego i działalność sprzeczną z zarządzeniami władz; sprzyjanie strajkującym, udział w strajku”. W całości rozwiązano 88 organizacji partyjnych, w tym Komitet Miejski w Polkowicach, 9 Komitetów Zakładowych i 2 Komitety Uczelniane.
Równocześnie trwał proces składania legitymacji partyjnych. Do końca lutego na krok ten zdecydowało się blisko 50 tys. osób. Do września liczba ta wzrosła o kolejne 40 tys. Głównymi powodami występowania z PZPR był protest przeciw wprowadzeniu stanu wojennego oraz „rozczarowanie do polityki partii”. Niezależnie od dobrowolnego opuszczania szeregów PZPR, przez cały okres stanu wojennego trwały skreślenia członków – z tych powodów partia zmniejszyła się o kolejne 200 tys. 
Wśród opuszczających jej szeregi dominowali robotnicy i chłopi. PZPR stawała się w coraz większym stopniu partią aparatu, kierowników i urzędników. Gwałtownie zmalała liczba chętnych do wstąpienia w szeregi partyjne. W 1982 r. w całym Zagłębiu Miedziowym przyjęto do partii zaledwie dwóch górników! Na skutek zmniejszenia liczby członków setki POP przestało po prostu istnieć.
10 grudnia 1981 r. Komitet Centralny skierował do struktur terenowych tajną „Instrukcję kierowania partią w warunkach ogłoszenia stanu zagrożenia bezpieczeństwa państwa”. Jej istotą był „dyrektywny” sposób kierowania partią, polegający na bezwzględnym posłuszeństwie wobec poleceń instancji wyższych, które miały także prawo dokonywania zmian personalnych. „Instrukcja” umożliwiała sprawne zarządzanie partią i szybką realizację poleceń z góry.
Czystka kadrowa, masowe składanie legitymacji i „dyrektywny” styl kierowania partią sprawiły, że w ciągu kilku tygodni PZPR całkowicie zmieniła swoje oblicze. Z organizacji niezdyscyplinowanej, targanej sprzecznościami, pogrążonej w rozkładzie stała się strukturą jednorodną, sprawną i zdolną do reagowania na zmieniającą się sytuację. Ważny dla skutecznego działania PZPR był fakt, że udało się doprowadzić do szybkiego i bezdyskusyjnego wykonywania poleceń „góry” przez instancje niższe. Miało to znaczenie, gdy zachodziła potrzeba przeciwdziałania zamierzeniom podziemia – np. 31 sierpnia czy 10 listopada 1982 r. (w rocznicę Sierpnia i zarejestrowania „Solidarności” w 1980 r.) lub przy tworzeniu OKON i „neozwiązków”.


POSPOLITE RUSZENIE W OBRONIE SOCJALIZMU


Swoje chwile chwały przeżywały w pierwszych tygodniach stanu wojennego wspomniane oddziały samoobrony. Po 13 grudnia mogły zacząć działać. Przystąpiono także do ich organizacji w rejonach, gdzie wcześniej ich nie powoływano (np. z obawy przed dekonspiracją). Wkrótce istniały przy wszystkich instancjach terenowych PZPR, od szczebla gminnego do wojewódzkiego. Odnotowano, że „do oddziałów zgłasza się stale rosnąca liczba aktywu”, zwłaszcza „aktywiści tzw. seminariów, forów i klubów marksistowsko-leninowskich”. Zorganizowano je na sposób wojskowy: od drużyn, przez plutony i kompanie, aż do batalionu. Dowódcami byli przeważnie emerytowani oficerowie MO, SB i wojska. W niektórych województwach utworzono nawet oddziały skoszarowane.
Grupy samoobrony zajmowały się ochroną budynków partyjnych, patrolowaniem ulic (wspólnie z MO i LWP) i „usuwaniem wrogich napisów i ulotek”. Najambitniejszym zadaniem było „rozpoznanie przygotowywanych wrogich działań i przeciwdziałanie im”. Mimo szczerych chęci członków, nie zdecydowano się na użycie oddziałów do tłumienia protestów społecznych. 21 grudnia 1981 r. pracownicy Wydziału Organizacyjnego KC PZPR stwierdzili na podstawie informacji z województw, że „działalność oddziałów samoobrony ośmiela i ubojawia organizacje partyjne, wzmaga poczucie pewności i stabilizacji”. W części województw aparat wnioskował wręcz, by „oddziały samoobrony znalazły usytuowanie prawne w ramach sił i organów Komitetu Obrony Kraju”.
Po kilku miesiącach okazało się jednak, że oddziały samoobrony straciły rację bytu. Wobec stabilizacji sytuacji w kraju nie było już potrzeby takiego wspierania działań SB i milicji. W Legnicy miejscowy komisarz wojskowy uznał wręcz, że oddziały są „nielegalną strukturą paramilitarną”. Próbowano znaleźć rozwiązanie, włączając je w struktury ORMO. Spotkało się to jednak z oporem większości członków, którzy zniechęceni opuszczali szeregi grup samoobrony. Oddziały Polityczno-Obronne (taką nazwę przybrały ostatecznie grupy samoobrony) przetrwały jednak w niektórych województwach, zwłaszcza na wyższych szczeblach, co najmniej do połowy lat 80.


CZYSTKI W „OBLĘŻONEJ TWIERDZY”


Podczas lektury dokumentów, zwłaszcza z pierwszego okresu stanu wojennego, zdumiewa, jak często pisze się w nich o „prześladowaniu” czy „represjonowaniu” członków PZPR. Postronny czytelnik mógłby odnieść wrażenie, że to „Solidarność” wprowadziła stan wojenny, a partia zeszła do podziemia... Taki obraz sytuacji, zwłaszcza w miastach i dużych zakładach, wynikał z powszechnego w początkach stanu wojennego potępienia dla „kolaborantów”. Aktywiści partyjni otrzymywali liczne anonimy z pogróżkami, „dyplomy uznania” za zdradę narodu; często podrzucano im np. cuchnące przedmioty. Atmosferę zagrożenia potęgowały rozpuszczane przez aparat pogłoski o rzekomych listach proskrypcyjnych, przygotowanych przez „Solidarność” celem krwawej rozprawy z PZPR.
Niekiedy aktywiści partyjni mogli rzeczywiście czuć się zagrożeni. We wrześniu 1982, po masakrze demonstrantów w Lubinie, w Zagłębiu Miedziowym zawiązała się grupa górników, pragnących pomścić pomordowanych. Zgromadzili oni zapasy materiałów wybuchowych, planując podkładanie ładunków pod siedziby komitetów PZPR i mieszkania szczególnie znienawidzonych aktywistów i ormowców. Zanim zostali aresztowani, udało im się dokonać kilku zamachów, m.in. umieścili bombę pod budynkiem KW PZPR w Legnicy (ładunek nie eksplodował). Po tym wydarzeniu gmach KW zamieniono w twierdzę.
Stan wojenny był chyba okresem największej w dziejach PRL weryfikacji kadr. Objęła ona przede wszystkim stanowiska kierownicze. Do 4 stycznia 1982 r. ze stanowisk usunięto m.in. 5 wojewodów, 6 prezydentów miast, 89 naczelników miast i gmin oraz 265 osób zatrudnionych na kierowniczych stanowiskach w gospodarce. W oświacie za „nieprzydatne do pełnienia funkcji kierowniczych” uznano 1249 osób, w tym 6 kuratorów i 303 dyrektorów szkół.
Całkowita weryfikacja wszystkich zatrudnionych, nie tylko pełniących stanowiska kierownicze, objęła trzy środowiska zawodowe: nauczycieli, pracowników wyższych uczelni i dziennikarzy. Najszerszy zasięg czystki przybrały wśród tych ostatnich: pracę straciło ponad tysiąc dziennikarzy. Wśród nauczycieli akademickich z pracy zwolniono w Akademiach Wychowania Fizycznego 48 osób, w uczelniach artystycznych 35, a w szkołach wyższych podległych Ministerstwu Szkolnictwa Wyższego łącznie 1329 osób! Podobna ilość pracowników naukowych została przesunięta na niższe stanowiska (bibliotekarze, technicy, lektorzy), co często było wstępem do zwolnienia. Ze stanowisk usunięto kilkudziesięciu rektorów, dziekanów i dyrektorów instytutów. Ogółem „wnioski kadrowe” podjęto wobec blisko 11 proc. nauczycieli akademickich. Niestety, nie są znane zbiorcze wyniki czystek w oświacie.


BÓJ Z RZECZYWISTOŚCIĄ


„Zaszczyt” prowadzenia walki z przeciwnikiem politycznym spotkał jednak niewielką część aparatu. Większość funkcjonariuszy PZPR w stanie wojennym toczyła heroiczny bój, ale ze „skrzeczącą rzeczywistością”. Partia z troską pochylała się nad kwestią wiosennych zasiewów, zaopatrzenia sklepów, remontów dróg i cielności krów. Pocieszeniem dla prowincjonalnych działaczy mógł być tylko fakt, że w tej „cichej walce” o socjalizm nie byli sami. Jak ustalił historyk Piotr Gomułkiewicz, Wojewódzki Komitet Obrony we Wrocławiu (do którego należał też wojewoda, I sekretarz KW PZPR i dowódca Śląskiego Okręgu Wojskowego) zajmował się m.in. „sprawą kapsli do napojów chłodzących” i zagadnieniem „sprzedaży win krajowych na koktajle w placówkach PTTK”.
Ostatnią wielką akcją w stanie wojennym, która objęła wszystkie struktury partyjne, było rozpoczęte w październiku 1982 tworzenie nowych związków zawodowych w miejsce zdelegalizowanej „Solidarności”. Aparat partyjny odegrał tu czołową rolę: działacze PZPR tworzyli komitety założycielskie „neozwiązków”. Jednak okazało się, że członkowie partii nie garną się do tej organizacji. Nie pomagały nawet uchwały poszczególnych instancji, zobowiązujące do przystąpienia do związków zawodowych. Ta absencja była głównie wynikiem presji, wywieranej zwłaszcza przez załogi największych fabryk. Ale stopniowo, drogą rozmaitych metod – od szantażu po gratyfikacje materialne – udało się stworzyć związki w większości zakładów. 
Tak więc ze stanu wojennego Polska Zjednoczona Partia Robotnicza wyszła wzmocniona, uwolniona od wewnętrznych sprzeczności, sprawniejsza w działaniu. Ale cóż z tego... Wkrótce okazało się, że stan wojenny nie rozwiązał żadnego z problemów: nie poprawiła się sytuacja gospodarcza, władzy nie udało się zniszczyć opozycji ani przekonać społeczeństwa do swych racji. W obliczu ciągłych trudności, w PZPR z czasem wygasł entuzjazm i zaangażowanie. 
A gdy w 1988 r. rozpoczął się demontaż systemu, aparatu partyjnego nie stać już było nawet na jakikolwiek poważniejszy opór...


Łukasz Kamiński



Autor jest adiunktem w Instytucie Historii Uniwersytetu Wrocławskiego. Jest również naczelnikiem Biura Edukacji Publicznej IPN we Wrocławiu i redaktorem „Studiów i materiałów z dziejów opozycji i oporu społecznego”. Ostatnio wydał: „Strajki robotnicze w Polsce 1945–1948” (1999) i „Polacy wobec nowej rzeczywistości 1944–1948” (2000).

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl