Votum separatum

Swoi i sąsiedzi

JÓZEFA HENNELOWA

 

Nasza długoletnia Czytelniczka, p. Teresa Januszewska z Wilna, pisze: „Strasznie denerwuje mnie festiwal kresowy w Mrągowie (TV Polonia). Prowadzący koncerty z Litwy »pan Dominik« przedstawia twórczość ludową Wilna i Wileńszczyzny przy pomocy urywków z książek S. Bielikiewicza »Wincuk gada« i »Fanaberie Ciotki Onufrowej«. Może to język jakiejś grupy z pogranicza Litwy i Białorusi, ale w Wilnie i na Wileńszczyźnie nikt tak nie mówi! Tu stale pracują, i to prężnie, polskie szkoły i pielęgnują język, który przecież jest fundamentem kultury narodu. Propagowanie takiego »folkloru« to kompromitacja Polaków z Litwy. Czy komuś zależy, żeby pokazać, że mieszka tu hołota? Jestem starą nauczycielką i bardzo mnie to boli”. Ja też uważam, że to, co być może i dziś rozrzewnia starych kresowiaków jako relikt pamięci (postaci z książek Bielikiewicza w radiu występowały już przed wojną i wtedy było to zabawne...), nie zasługuje na propagowanie jako model dzisiaj. Ale kto władny byłby wtrącić się mądrze do telewizji Polonia?
W telewizji nadmiar pietyzmu, chyba źle ukierunkowanego, a w „Naszym Dzienniku” ( nr z 6 grudnia) energiczny donos: na Litwie wraca pogaństwo. (,,Neopoganizm” według dziwnej nomenklatury „ND”). Nie jest to jednak korespondencja z Litwy, tylko artykuł na podstawie artykułu: zjawisko opisać miał niedawno „Kurier Wileński”. „Pogańską Wspólnotę Bałtów” zarejestrowano wprawdzie w głębokim komunizmie, trzydzieści lat temu i – to dodaję od siebie – trudno orzec, czy była to dywersja ateistycznej władzy czy odwrotnie, próba bodaj takiego oporu. Dziś jednak Wspólnota dalej istnieje i nie budzi zastrzeżeń ani władz (projekt nadania statusu tradycyjnej religii?), ani księży. Autorka artykułu w „ND”, Helena Pasierbska, nie ufa jednak ocenie księdza, który nie widzi w tym agresji ani fanatyzmu. „Zapewne Litwin”
– wyjaśnia sobie. Niepokoją ją wskrzeszane obrzędy Dziadów i fakt, że przy ślubie państwo młodzi ubrani są w stroje ludowe, niepokoi folklor dawnych bożków i nowy zwyczaj nadawania dzieciom imion niechrześcijańskich. Wszystkie to widzi jako antypolskie. „Takie i inne tendencje mają swą genezę w odcięciu się Litwy od wszystkiego, co przyszło z Polski” – pisze. „Takie są skutki wpajania nacjonalistycznych pojęć społeczeństwu litewskiemu”. Czy doprawdy nie potrafimy oddzielać trosk prawdziwych od fałszywych, spraw, które są ważne dla nas od spraw nie naszych, w dodatku marginalnych? Robienie innym rachunku sumienia najwyraźniej przychodzi łatwiej niż sobie samym, a budowanie mostów między sąsiadami (a byłoby z czego, choćby przez informację o wymianie w dziedzinie sztuki, kultury, nauki...) o ileż mniej atrakcyjne niż podnoszenie alarmów, bodaj na kanwie jednego doniesienia prasowego i jednego wspomnienia sprzed lat dziesięciu, jak w artykule Heleny Pasierbskiej...
Za to w 21 numerze „Spotkań”, skromnego pisemka z Wilna, wzruszające przywołanie – w sześćdziesiątą rocznicę męczeńskiej śmierci – księdza Henryka Hlebowicza, patrona Wileńszczyzny i Białorusi, beatyfikowanego razem ze 102 innymi ofiarami wojny podczas ostatniej pielgrzymki polskiej Jana Pawła II. „Spotkania” mogłyby też być czasem materiałem do przeglądów prasy, które to pobożne życzenie dedykuję kolegom własnym i z bratnich (?) pism...
 
Józefa Hennelowa


 



 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl