Dziesięciolecie Radia Maryja

Przypadek Savonaroli

KS. ADAM BONIECKI

 

„Kiedy słucham w Radiu Maryja na przykład katechez, to nie ma w nich nakazu, wyczuwa się rodzaj dzielenia refleksją na tematy związane z doświadczeniem religijnym. Natomiast doświadczeniem świeckim, które jest bardziej dotykalne, jest pewien rodzaj pewności, którą nadawca chciałby narzucić odbiorcom, a ludzie tego nie potrzebują. Takich przykładów w historii jest wiele, przypomnę choćby jeden z nich – kiedy w wielkiej Florencji Savonarola zaczął zmuszać mieszkańców do określonych sposobów zachowań, oni po kilku latach spalili go na stosie” – powiedział ksiądz biskup Jan Chrapek w rozmowie-rzece z Barbarą Czajkowską i Dorotą Maciejewską (str.146).
Nic jednak nie wskazuje na to, by toruńskiej rozgłośni, po dziesięciu latach jej istnienia, groziło powołanie przed trybunał jakiejkolwiek inkwizycji, nie mówiąc o spaleniu na stosie. I choć Radio Maryja często czuje się krzywdzone i dyskryminowane, to chyba raczej ma się bardzo dobrze i z dużym rozmachem zakłada wokół siebie nowe instytucje (np. Instytut Edukacji Narodowej, Studium Dziennikarskie, a wkrótce – Wyższą Szkołę Kultury Społecznej i Medialnej).
Prezentując się jako „katolicki głos w naszych domu” RM od początku cieszyło się dużym wzięciem. Interaktywna formuła audycji „Rozmowy niedokończone”, wprowadzona w takim wymiarze po raz pierwszy w Polsce, przyciągała i przyciąga słuchaczy. Nawiasem dodam, że powinienem czuć się zaszczycony, bo chwytliwy tytuł audycji wzięto (bez pytania zresztą) ode mnie: tak właśnie nazywała się prowadzona przeze mnie w latach 1964-72 stała rubryka w „Tygodniku Powszechnym”; „Rozmowy niedokończone” to także tytuł mojej książki (Znak 1974), zawierającej wybrane z tejże rubryki artykuły.
Rozgłośnia i podejmowane przez nią inicjatywy są – co się często podkreśla – utrzymywane z ofiar składanych przez słuchaczy. Obok dużej słuchalności także ten fakt należy uznać za wielki sukces RM. Coraz częściej Polacy portfel noszą w prawej kieszeni, czyli nie tej od strony serca.


WAROWNA TWIERDZA CZY ZAMEK NA PIASKU


Sukces katolickiej rozgłośni powinien cieszyć, tymczasem wielu katolików niepokoi. Mnie np. niepokoi to, że Radio Maryja jest medium, które nie łączy ludzi, ale dzieli, buduje nie mosty, a szańce obronne wokół oblężonej twierdzy świętej wiary. Znakomicie wyraził to biskup Edward Frankowski, który 4 grudnia, w jubileuszowej katechezie RM wymienił długą litanię zagrożeń, przed którymi toruńska rozgłośnia nas broni. Filozofia oblężonej twierdzy nadaje radiu specyficzny charakter. Zagrożenie mobilizuje ludzi do obrony i do szukania bezpiecznego miejsca. Dla załogi oblężonej twierdzy każdy ruch dostrzeżony za murami jawi się jako przygotowanie wrażych zastępów do szturmu, należy więc w jego kierunku wycelować armaty i walić. 
Wszystko to zostało już wielokrotnie powiedziane. Warto przypomnieć celną diagnozę Jarosława Gowina (z jego ważnej książki „Kościół po komunizmie”). To, co naczelny ,,Znaku” pisze o polskich integrystach, doskonale charakteryzuje filozofię Radia Maryja, która także „opiera się na dwóch zasadniczych filarach. Pierwszy, to pesymistyczna ocena nowoczesności, jako epoki eskalacji zła i agresji wymierzonej w Kościół. Drugim jest określona koncepcja prawdy – została ona człowiekowi objawiona w postaci skończonej, nie wymagającej już zgłębienia, katolik jest więc jej posiadaczem (...). Prawda ta wymaga nie tylko najbardziej pieczołowitego przechowywania, ale i ochrony (...). Winniśmy ją otaczać przywilejami, których gwarantem ma być państwo”. 
Nie tu miejsce na wykazywanie, że ta filozofia daleka jest od linii działania Kościoła. Wystarczy sobie wyobrazić, jakby wyglądał obecny pontyfikat, gdyby kierował się nią Papież. A jednak bynajmniej nie poruszamy się tu w sferze spraw oczywistych. Należy bowiem sobie uświadomić, jak wielu Polaków obraz Kościoła tworzy sobie na podstawie Radia Maryja i „Naszego Dziennika”. Dla jednych jest on miejscem schronienia przed zawiłymi sprawami tego świata, ale dla drugich – by raz jeszcze posłużyć się słowami Gowina – „warowną twierdzą Prawdy, która w istocie jest zamkiem na piasku, kryjącym w swoim wnętrzu kilka zwietrzałych złudzeń”.


DWA KOŚCIOŁY?


Biskup Chrapek, komentując sferę świeckich działań RM, przywołał pamięć losu Savonaroli. Na szczęście czasy są inne i nikogo nie skazuje się na stos za głoszone poglądy. Dzisiaj Kościół ogranicza się do jasnego określenia własnej pozycji wobec błędów głoszonych jakby w jego imieniu. W przypadku Radia Maryja sytuacja jest wyjątkowo niejasna. Słynny list Księdza Prymasa do RM z 1997 r., powołanie w swoim czasie, dziś już nieistniejącej grupy roboczej Episkopatu do rozmów z Radiem, zapowiadane, lecz niezrealizowane spotkania RM z Ojcem Świętym podczas pielgrzymek do Polski (i zdystansowanie się rzecznika Stolicy Apostolskiej wobec watykańskiego korespondenta rozgłośni), wywiad Księdza Prymasa po ostatniej wizycie w Brukseli z jednej strony, ostentacyjne manifestowanie przez rozgłośnię przeciwnego niż Episkopat stanowiska w sprawie integracji europejskiej i wylansowanie przez nią oraz popieranie Ligi Polskich Rodzin z drugiej, przemilczenie takich działań Episkopatu jak akt pokuty w związku z Jedwabnem itp.
Czy są dwa Kościoły? Jeden życzliwie nastawiony do rzeczywistości Kościół dialogu, Kościół poszukujących zrozumienia teologów, otwarty na dialog z innymi religiami, zwłaszcza z judaizmem, i drugi, zamknięty, zatrwożony?
Kościół katolicki charakteryzuje akceptacja różnorodności. Jest w nim miejsce na Odnowę w Duchu Świętym, neokatechumenat i na „Opus Dei”, na ojca Hryniewicza i ojca Rydzyka, na Radio Maryja i na „Tygodnik Powszechny”.


CZAS NA DEBATĘ


Zgodnie z zaleceniem Chrystusa Kościół nie spieszy się z wyrywaniem kąkolu z obawy, by z chwastami nie wyrwać kiełków pszenicy. I dalibóg, nie jestem za wyrywaniem. Jednak sytuacja wymaga lepszego naświetlenia. Jeśli programy rozgłośni wciąż legitymującej się nagranym przed laty pozdrowieniem Ojca Świętego są odbierane przez jednych jako dobre i interesujące, potrzebne i poruszające ważne problemy (42,7 proc. badanych przez Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego SAC), przez innych za napastliwe, nacjonalistyczne, fanatyczne, agresywne, nietolerancyjne, upolitycznione, manipulatorskie, na niskim poziomie (20,1 proc), rzecz wymaga poważnego wyjaśnienia.
Trafne wydają mi się sugestie zamykające omówienie przytoczonych wyżej badań, mianowicie: określenia udziału przekazu religijnego w procesach przemian kulturowych i cywilizacyjnych (zagadnienia języka, symboliki, pojęć, postaw), stałego monitorowania receptywności modeli religijnych podawanych w mediach masowych oraz podjęcia specjalistycznych badań wpływu religijności na media i mediów na religijność. Na tej podstawie możliwa będzie poważna dyskusja o RM, a raczej – w związku z tym – o polskim katolicyzmie.
Po dziesięciu latach istnienia Radio Maryja wyrosło na medialną potęgę i chociaż cytowane badania wykazały pewien spadek zainteresowania religijnymi programami toruńskiej rozgłośni, pozostaje ona ważnym środkiem kształtowania religijnych (i nie tylko religijnych) postaw Polaków, a także szeroko zakrojoną prezentacją wizerunku Kościoła. Czy Kościół taki swój wizerunek akceptuje? Czy utożsamia się z tym „głosem katolickim w naszych domach”?
Po dziesięciu latach istnienia Radio Maryja zasłużyło na poważną, sine ira et studio debatę, w której wezmą udział także autorytety najwyższego szczebla. 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl