Przegląd prasy

Widmo sekularyzacji 


Czy Europa skazana jest na zeświecczenie? Nie można odpowiadać jednoznacznie – stwierdza ks. prof. Janusz Mariański (socjolog, KUL), jeden z uczestników zorganizowanej w WIĘZI (3) dyskusji o zjawisku postępującej sekularyzacji. 
W opracowanych w 1995 r. dokumentach PAN na temat rozwoju Polski prognozowano, że w 2010 roku sekularyzacja w Polsce osiągnie taki poziom, jaki miała w latach 90. sekularyzacja we Francji. Kościoły w Polsce mają być zatem wówczas tak puste, jak są kościoły francuskie.
Tymczasem, przypomina ks. prof. Mariański, są dwa nurty teorii sekularyzacji. Pierwszy mówi o sekularyzacji globalnej, zmieniającej świat w kierunku bezreligijności czy ateizmu. Ma to być proces nieodwracalny. Teza ta może się opierać na wielu faktach – na przykład na wyraźnym spadku praktyk religijnych czy występowaniu z Kościołów tam, gdzie uczestnictwo w nich jest sformalizowane. W tym nurcie socjologii, uprawianym od lat 50. do połowy 70., szuka się związków między sekularyzacją i modernizacją społeczną. Procesy modernizacyjne ujmowane są różnie: Max Weber mówi o racjonalizacji, inni o technizacji, industrializacji i urbanizacji, o pluralizmie kulturowym czy indywidualizacji. Procesy te przeciwstawia się religii, „która jest irracjonalna, tradycyjna, zorientowana na autorytety i wspólnotowość”. W tym kontekście te dwie wartości muszą pozostawać w konflikcie.
W umiarkowanych wersjach związek taki przedstawiany jest już mniej konfrontacyjnie: zapowiada się tam nadejście świata świeckiego, ale religia ma w nim nie tyle zanikać, ile zmieniać swe miejsce – przechodzić ze sfery publicznej do prywatnej. Wizja ta głosi, że nawet jeśli w wyniku sekularyzacji polepsza się „religijna jakość” wierzących, to przestrzeń religii i tak się zmniejszy. Tezę tę przez prawie 30 lat podzielali właściwie wszyscy socjologowie.
Drugi nurt teorii sekuluryzacji kwestionuje związek między modernizacją społeczną a sekularyzacją. Niektórzy idą nawet tak daleko, że mówią o pożegnaniu z wizją zsekularyzowanego świata i na przekór Weberowskiemu „zaczarowaniu” świata sugerują jego ponowne „zaczarowanie”. Proponują choćby, by nie mówić o sekularyzacji, tylko o zmianie instytucjonalnej pozycji religii. Zamiast o sekularyzacji, mówi się więc o indywidualizacji albo pluralizacji religijności. Teoretycy tego nurtu głoszą, że ponowoczesność wcale nie wygasza, ale do pewnego stopnia „produkuje” nowe potrzeby religijne. Wielkie Kościoły tradycyjne często ich nie dostrzegają, albo nie wiedzą, jak zagospodarować ten nowy potencjał religijności.
Te dwie teorie – sekularyzacji i indywidualizacji – nie muszą być konkurencyjne: obie tłumaczą na swój sposób jakieś fragmenty rzeczywistości społecznej.
Tadeusz Szawiel (socjolog, UW): – Jeśli przez modernizację będziemy rozumieć uprzemysłowienie, urbanizację i towarzyszące im zmiany kulturowe oraz obyczajowe, to tezy o związku modernizacji z sekularyzacją nie potwierdza choćby przykład USA. Także jeśli chodzi o religijność indywidualną, to tutaj Amerykanie wypracowali ogromne spektrum możliwości dla różnych temperamentów. 
Aniela Dylus (etyk, UKSW): – Im bliżej rozdzielenia Kościoła z państwem, tym procesy sekularyzacyjne toczą się wolniej – z mniejszą siłą niszczycielską. Przykładem pozytywnym byłyby tu Stany Zjednoczone. Natomiast im bliżej modelu państwa wyznaniowego, tym szybciej postępuje sekularyzacja. 
Ksawery Knotz (teolog, franciszkanin): – Wydaje nam się, że Polacy są ludźmi bardzo wierzącymi... Naprawdę są oni tylko religijni. Duża religijność może nas cieszyć tylko dlatego, że jest dobrym punktem zaczepienia dla ewangelizacji. Ale to wcale nie oznacza, że możemy czuć się zadowoleni ze stanu wiary w Polsce. 

KB
 




 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 
 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl