NOTATKI

Bronisław Mamoń



Dyskurs o sztuce dzisiaj

Marcowy zeszyt „Nowej Res Publiki” przynosi blok materiałów poświeconych problematyce sztuki dzisiaj. Rozważania dotyczą zagadnień filozoficznych, cywilizacyjnych, estetycznych, socjologicznych. Przeobrażenia, mody, spory, których jesteśmy świadkami, toczą się nie od dziś. I trudno powiedzieć, jak długą będą mieć historię. Jedno jest pewne – konkluduje Piotr Piotrowski („Obraza uczuć. Odbiór sztuki krytycznej w Polsce”) – „Obecnie, gdy Polska przechodzi okres cywilizacyjnej transformacji, gdy waży się kształt i system wartości naszego społeczeństwa, gdy ścierają się z sobą opcje społeczeństwa otwartego i autorytarnego, jak tlenu – podkreślam to z naciskiem – potrzebujemy sztuki, która wytrąci nas z automatyzmu widzenia i myślenia”.
Piotrowski wysuwa tezę, że Polakom bliższy jest konserwatywny model historii sztuki, że przedkładają nad sztukę krytyczną, prowokacyjną, nowoczesną, sztukę konserwatywną, sztukę, która schlebia narodowej dumie, patriotycznej próżności, podtrzymuje narodowe mity. Zdaniem krytyka wielkie wystawy Marka Rostworowskiego, organizowane w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych minionego wieku, cieszyły się dlatego tak ogromnym powodzeniem, że utwierdzały nasze narodowe mity. Historia Polaków – zauważa Piotrowski – warunki niewoli, w jakich żyli i z tym związana konieczność bronienia narodowej tożsamości, skłaniała ich raczej do konserwowania tradycji niż jej dekonstruowania, przekraczania. Historią polskiej sztuki rzadko wstrząsały rewolucje. I nie one tworzyły jej zasadniczy pejzaż.
Maria Poprzęcka w szkicu „Między aktem a ciałem” podejmuje temat zaprzątający uwagę historyków i krytyków sztuki, temat sztuki mówiącej o ciele i używającej ciała jako tworzywa. Zwraca uwagę na traktowanie ciała we współczesnej sztuce wbrew jego fizykalnej istocie. Ciało jest poniżane, torturowane, krępowane, kawałkowane, pokazywane we fragmentach. To rozbicie ciała wiąże Poprzęcka z postmodernistyczną filozofią i estetyką. Ciało w sztuce współczesnej dla widza postronnego – zdaniem Poprzęckiej – pozostaje „w bulwersującej sprzeczności z dotychczasowymi sposobami przedstawiania go w sztuce europejskiej, a także z kulturowymi nawykami jego percepcji i warunkami akceptacji. Istota tego konfliktu polega na tym – skracając do minimum towarzyszący zjawisku wyjątkowo obfity dyskurs zarówno krytyczny, jak afirmatywny – że pokazuje się ciało takie, jakim dawniej nie uchodziło go pokazywać, odkrywa się to, co miało pozostać w ukryciu, zaś ciało samego artysty może stać się materią poddawaną formotwórczym i sensotwórczym działaniom. Sztuka ta dąży ku stałemu »przesuwaniu granic« – z jednej strony niezwykle ważkich kulturowo dozwolonych sposobów traktowania ciał (własnych i cudzych), granic estetycznej i obyczajowej dopuszczalności wyobrażeń i wolności reprezentowania, granic między prezentacją a reprezentacją, pomiędzy artystą a jego dziełem”.
Na fenomen ciała w sztuce współczesnej Poprzęcka próbuje spojrzeć z punktu widzenia warsztatu artysty, a także z punktu widzenia „przesuwania granic” sztuki i nowych przyzwoleń, jakie ofiarowuje naszym czasom obyczajowy permisywizm. Ten pasjonujący dyskurs zamyka konkluzja. „Przecież zdawać się może, że zmieniło się wszystko. Pozostała jednak istota sprawy: nagie ciało w warsztacie tworzenia i dana artyście swoboda dysponowania nim. A użytek? Zawsze czerpano z nich w różny sposób. Tu trzeba przyjrzeć się każdemu dziełu czy działaniu z osobna. O ile jest tego warte”.
Mieczysław Porębski („Dziś, to znaczy kiedy?”) pyta o granicę współczesności w sztuce. Tę granicę wyznacza na lata 50., 60. minionego wieku, na okres odwilżowy. Ta epoka jeszcze się nie zamknęła. Wciąż trwa. Wydała znakomitych artystów (Kantora, Nowosielskiego, Brzozowskiego). Prof. Porębski zamyka rozważania konstatacją: „A chwila jest jak przed stu laty (powtórzę) osobliwa. Bo znów na całym świecie wojna, która nieprzypadkowo toczy się również i w ikonosferze, przed naszymi wszechobecnymi już oczyma.
Giną ludzie, i to jest straszne, ale zagrożone są również wartości tworzone od wieków przez sztukę. Ta wojna nie zaczęła się od uderzenia w szklane wieżowce Manhattanu. Przedtem był Bamjan, a Talibowie są wszędzie, także i u nas (...) Jest to wojna dzisiejsza, wojna domowa – bellum civile. Toczy się w naszej globalnej wiosce (globowej dżungli, jak ja wolę nazywać), toczy się również i o sztukę. Jej dziedzictwo, jej nie zawsze czytelne, ale przecież istniejące granice, o jej przyszłość. Toczy nie od dzisiaj, wiek XX jeszcze się nie skończył”.
Dopełnieniem tekstów o sztuce w marcowej „NRP” jest artykuł Doroty Folgi Januszewskiej „Muzeum jako realizacja artystyczna” .

(m)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 
 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl