Wśród książek

LEKTOR



LITEWSKO-POLSKIE SPRAWY

Józef Mackiewicz: PRAWDA W OCZY NIE KOLE – przed setną rocznicą urodzin autora „Drogi donikąd”, w serii jego „Dzieł” wydawanych przez londyńską Kontrę pojawiły się kolejne nowości. Najpierw rozproszone teksty z okresu przedwojennego, a teraz niespodzianka największa: książka, której maszynopis odnaleziono niedawno... w Bibliotece Litewskiej Akademii Nauk w Wilnie. Dzieło zaciekłego wroga imperium sowieckiego przeleżało spokojnie ponad pół wieku, skatalogowane pod jego własnym nazwiskiem, w jednej z prowincjonalnych stolic tegoż imperium! A ostatnie zdanie tego dzieła brzmi: „Bolszewia rozbita być powinna, zgnieciona, wypalona, unicestwiona raz na zawsze i po wieki wieków. Amen”...
Maszynopis opatrzony został na osobnej karcie tytułem „Przy konfesjonale”. Nina Karsov uznała, że tytuł ten dodano wtórnie i że chodzi o wspominaną przez samego Mackiewicza książkę „Prawda w oczy nie kole”. Jan Zieliński w recenzji na łamach „Plusa-Minusa” zakwestionował tę identyfikację. Niezależnie jednak od tytułu, książka, napisana w początku lat 40., warta jest lektury.
To publicystyka polityczna zaszczepiona na autobiografii. Mackiewicz, zwolennik tzw. „idei krajowej”, a ściślej – koncepcji trójpaństwa, którego równoprawną częścią, obok Polski i Ukrainy, byłoby litewsko-białoruskie wielojęzyczne Wielkie Księstwo ze stolicą w Wilnie, opowiada o rozczarowaniu, jakie przyniosły mu rządy litewskie na Wileńszczyźnie od przekazania tego regionu Litwie przez Sowiety w październiku 1939 do ponownej okupacji sowieckiej w czerwcu 1940. 17 września, na wieść o wkroczeniu Armii Czerwonej, pisarz uciekł do Kowna. Powróciwszy do litewskiego już Wilna, 25 listopada zaczął wydawać „Gazetę Codzienną”. Pragnął działać na rzecz porozumienia, mimo oskarżeń ze strony polskiej o odszczepieństwo czy wręcz zdradę. „Widziałem Wilno jako Piemont nowych, żywotnych sił współpracy polsko-litewsko-białoruskiej, ba, może ukraińskiej”. Tymczasem zamiast wykorzystać szansę na zjednanie sobie wileńskich Polaków, litewskie władze okazują się straszliwie krótkowzroczne. Mnożą się antypolskie zarządzenia i nacjonalistyczne ekscesy, zaostrza się cenzura; w maju 1940 Mackiewicz traci prawo do wydawania gazety. Krytyk polskiej polityki wobec mniejszości, niechętny rodzimemu nacjonalizmowi, stwierdza z goryczą: „Dziś już wiem, że największym wrogiem idei »krajowej«, czyli połączenia w jedno i równouprawnienia ziem b. Księstwa Litewskiego – są właśnie Litwini, ich nacjonalizm, ich szowinizm, ich płaski patriotyzm, którego najoczywistszym wyrazem jest wyłącznie ślepa polonofobia”.
To główny wątek książki: bogata w szczegóły, podlana obficie żółcią relacja z litewskiego Wilna, przepleciona dygresjami, analizami politycznymi i historiozoficznymi, wycieczkami w przeszłość i w przyszłość. Postawy konkretnych osób, Litwinów, Polaków i Białorusinów, między jesienią 1939 a latem 1940, konfrontuje Mackiewicz z ich późniejszym zachowaniem wobec Sowietów, a wszystko to pisze z perspektywy kolejnej okupacji, tym razem niemieckiej. Osobny rozdział poświęca Żydom, dokonując brawurowego (choć brzmiącego dziś dość dwuznacznie) przenicowania stereotypu „zakulisowej potęgi i międzynarodowej solidarności żydostwa”. (Wydawnictwo Kontra, Londyn 2002, s. 216, „Dzieła” tom 17.) 


Mieczysław Jackiewicz: POLACY NA LITWIE 1918–2000. SŁOWNIK BIOGRAFICZNY – mamy tu do czynienia właściwie z dwoma słownikami w jednym. Pierwszy obejmuje Polaków w niepodległym państwie litewskim okresu międzywojennego, czyli tak zwanej Litwie Kowieńskiej. Drugi dotyczy lat powojennych.
Ci pierwsi to zwykle ziemianie albo inteligenci z Kowna czy Poniewieża, członkowie Polskiej Organizacji Wojskowej i Komitetu Polskiego, posłowie na sejm Republiki Litewskiej, duchowni, naukowcy, artyści, bibliotekarze, działacze kulturalni, oświatowi, sportowi i młodzieżowi. Wspomnijmy kilka nazwisk. Stanisław Narutowicz (1862-1932), brat Gabriela, ziemianin i rzecznik niepodległości Litwy. Jego syn Kazimierz (1904-1987), który po samobójczej śmierci ojca pośredniczył między Kownem a Warszawą; w 1941 wywieziony został z rodziną za koło podbiegunowe i dopiero po sześciu latach udało mu się wyjechać do Polski. Michał Romer (1880-1945), również ziemianin i zarazem litewski działacz niepodległościowy, rektor Uniwersytetu Witolda Wielkiego w Kownie, a od 1940 roku – zlituanizowanego Uniwersytetu Wileńskiego. Inny Romer, Eugeniusz (1871-1943), polski działacz narodowy i przewodniczący Komitetu Polskiego, zmarły na tyfus w Kujbyszewie, dokąd ściągnęła go z zesłania ambasada RP. Jego żona Zofia z Dembowskich (1885-1972), malarka, ceniona zwłaszcza jako portrecistka, po wojennej tułaczce osiadła najpierw w Kairze, gdzie malowała członków egipskiej rodziny królewskiej i dygnitarzy dworu, ostatecznie zaś w Kanadzie. 
Są też postacie, o których wiemy niewiele: rozmaici autorzy publikujący w polskich pismach takich jak kowieński tygodnik „Chata Rodzinna”, albo sportowcy, których sukcesy odnotowano w tychże pismach. Czasem mamy poczucie, że za paroma linijkami słownikowego hasła kryć się może fascynująca opowieść, której nikt już nie napisze. Zofia Czarnocka (rocznik 1870) przyjechała na Litwę podczas I wojny. Była peowiaczką, a w niepodległej Litwie prowadziła bibliotekę oświatową w Kownie, działając zarazem w tajnym Komitecie Pomocy Więźniom Politycznym. Zmarła w Kownie w 1958 roku, dobiegając dziewięćdziesiątki. Jak pod sowieckimi rządami wyglądały ostatnie lata jej długiego życia?
Polacy w powojennej Litwie to głównie mieszkańcy Wilna i Wileńszczyzny, którzy z rodzinnego kraju nie wyjechali, oraz pokolenia urodzone tutaj po 1945 roku; najmłodsze rozpoczęło dorosłe życie w państwie litewskim odrodzonym po raz wtóry. Większość haseł opiera się na rozesłanych przez autora ankietach, stąd pewnie ich szczegółowość, kontrastująca ze szczupłymi informacjami o wielu, ważniejszych może, postaciach z okresu międzywojennego. Kryterium wyboru osób jest nie tylko ich udział w utrwalaniu polskości, ale też „praca dla dobra państwa, w którym przyszło im żyć”.
Wymieńmy, znów tytułem przykładu, niektóre bardziej znane nazwiska. A więc Czesław Okińczyc (rocznik 1955), adwokat, poseł, jeden z trzech Polaków, którzy podpisali w 1990 roku Akt Odrodzenia Niepodległości Republiki Litewskiej, współzałożyciel dwutygodnika „Znad Wilii”, a później polskojęzycznego radia i programu telewizyjnego o tej samej nazwie. Działacze Związku Polaków na Litwie Jan Sienkiewicz i Ryszard Maciejkianiec. Poetka i tłumaczka Alicja Rybałko, z wykształcenia biolog, mieszkająca obecnie w Niemczech. Poeta Sławomir Worotyński (rocznik 1942), zmarły śmiercią samobójczą w 1983 roku, wkrótce po przyjeździe do Polski. Z pokoleń starszych nie zabrakło historyka sztuki Jerzego Ordy (1905-1972), który pozostał w Wilnie po 1945 roku, a jako znawca historii miasta i jego zbiorów służył nieocenioną pomocą polskim badaczom.
Kryteria doboru haseł sprawiły, że nie znaleźli się w słowniku ludzie automatycznie niejako z Litwą kojarzeni, w tym i tacy, którzy – jak Czesław Miłosz i Stanisław Stomma – wywodzą się z terenów późniejszej Litwy Kowieńskiej albo – jak Ludwik Abramowicz, wydawca „Przeglądu Wileńskiego”, czy Józef Mackiewicz – pragnęli wskrzesić ideę Wielkiego Księstwa. Niezbyt zrozumiałym wyjątkiem jest Wiktor (nie – Witold!) Sukiennicki, profesor Uniwersytetu Stefana Batorego, jednak uwzględniony, choć przed wojną mieszkał i wykładał w Wilnie, a okres powojenny spędził na emigracji i o państwo litewskie zaledwie się otarł w latach 1939–40, w takim samym stopniu jak Mackiewicz, Miłosz czy na przykład rodowita wilnianka Irena Sławińska. Może w następnym wydaniu warto by rozszerzyć kryteria i ujednolicić hasła, zwłaszcza że zgłoszą się może rodziny osób, których dossier było dotąd skromne. (Wydawnictwo Andrzej Frukacz. Ex Libris – Galeria Polskiej Książki. Warszawa 2002, s. 252.)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl