Przemoc na straganie mediów

Krzysztof Krauze



Przestaliśmy myśleć o moralności mediów. Tymczasem media, jak wszystkie instytucje, mają nam pomóc żyć życiem, które warto przeżyć. Żeby rozpocząć przebudowę mediów, nie potrzeba pozwoleń, sponsorów, banków. Tę przebudowę zaczynamy od własnego serca. Po obu stronach ekranu.


Niewolnicy pragnień

Nie ma dziedziny życia, którą oszczędziłby kryzys. Każdy kryzys, nawet ekonomiczny, ma swój początek w upadku moralnym. W obojętności na los innych. W egoizmie. W dążeniu do maksymalizacji zysku, co jest eufemizmem chciwości. Kryzys moralny w sferze kształtującej świadomość społeczną nadaje niekorzystnym zjawiskom olbrzymie przyśpieszenie. Błędy powielane są w milionach przez użytkowników mediów i szybko zamieniają się w moralną normę. Ta norma przesądza o kolejnym nadużyciu. Degradacja następuje coraz szybciej.
Czy pomogą kary, którymi okładane są media? Czy pomoże wyłączanie nadajników, a nawet utrata koncesji? Czy istnieją narzędzia prawne, ekonomiczne, zdolne wyciąć chorą tkankę? Na przykład przemoc. A co z powszechnie dostępnym internetem?
Problem polega głównie na tym, że przestaliśmy widzieć media w moralnym aspekcie. Media, jak wszystkie instytucje, mają nam pomóc żyć życiem, które warto przeżyć. Życiem, w którym odnajdujemy harmonię z otoczeniem i z sobą samym. Ten obowiązek dotyczy w takim samym stopniu mediów państwowych, jak i prywatnych. Jeżeli tak nie jest, jeżeli coś zaniedbaliśmy, musimy to naprawić. W przeciwnym razie media, maksymalizujące zysk, wyalienują się do końca. Będą przeciwko społeczeństwu.
Odnalezienie harmonii z otoczeniem i z sobą samym możliwe jest tylko w oparciu o wartości. I z ich przestrzegania należy rozliczać media. Jakie to wartości? Te same, jakich wymagamy od drugiego człowieka. Media przychodzą do nas, rozmawiają z nami. Żyjemy z nimi w domu. Nie ma żadnego dobrego powodu, żeby wymagać od nich mniej niż od ludzi.
Są to wartości, na których wybudowany jest ład społeczny.
Po pierwsze – prawda.
Po drugie – praworządność pojęta jako stosowanie się do prawdy.
Po trzecie – miłość pojęta jako bezinteresowna służba innym.
Po czwarte – krzewienie pokoju, w tym także pokoju w sercach.
Po piąte – „nie krzywdzenie”.
Ktoś obruszy się, że nie wymieniam w pierwszym rzędzie wiary, bądź że zapominam o wolności. W gruncie rzeczy jednak nie mówię o niczym innym. Te pięć wartości jest do odnalezienia w każdej wielkiej religii. Z kolei wolność, ta głęboko pojęta, nie jest niczym innym, jak spełnieniem tych wartości. Wszystkich równocześnie.
Wolność jest centralnym zagadnieniem w naszym życiu. Robimy wszystko, co w naszej mocy, aby ją zachować, a nawet rozszerzyć. Niestety, na ogół pojmujemy ją jako tylko możliwość zaspokojenia pragnień. Szybko i w jak największym zakresie. Nie oglądając się na nic i na nikogo. Skutek tak pojętej wolności jest paradoksalny. Chcemy być wolni, aby móc się stać niewolnikiem własnych pragnień. Pragnienia mają to do siebie, że są nie do zaspokojenia. Pragnienia materialne, prestiżu, władzy, podsycane przez media – rozrastają się niepohamowanie. Ślepe na ludzką krzywdę.
Wolność bez prawdy; ponad prawem, bez miłości – egoistyczna; wolność krzywdząca, wolność bez pokoju w sercu, jednym słowem wolność absolutyzowana, jest swoim przeciwieństwem. Niewolącym umysł złudzeniem. Taka wolność jest źródłem przemocy.

TRZECI RODZIC, TELEWIZOR

Przemoc to dzisiaj najbardziej poszukiwany towar na straganie mediów. Przemoc pokazywana, żeby pochylić się nad cierpieniem, wywołać współczucie – na taką przemoc zgoda. Takie obrazy przemocy pomagają ją tamować. Przemoc jest zjawiskiem realnym. Nie możemy żyć w fikcji.
Producenci mediów odkryli już dosyć dawno temu, że najskuteczniej zwiększa się oglądalność, odwołując się do tego, co obiecuje napięcie i pobudza. I postępują z nami jak z psem, który nie odejdzie, póki jest drażniony. Inna sprawa, że zgadzamy się być tym psem. A co obiecuje napięcie i pobudza? Przemoc i seks.
I oto mamy: Wojny jako widowisko, przemoc, z której robiona jest rozrywka; seks bez miłości; ludzkie dramaty zaspokajające naszą wścibskość; idole wyrośli na skandalach; reportaże będące „ludożerką” bez zahamowań, autorzy reportaży inspirujący przestępstwa.
Krzysztof Kieślowski zapytał pewnego dnia studentów, co chcieliby sfilmować. Jeden z nich zwierzył się, że najchętniej postawiłby kamerę przed człowiekiem podczas egzekucji. Kieślowski na to: „Proszę iść do dziekanatu i zabrać papiery. Jest pan skreślony z listy studentów”. Od tego czasu minęło kilka lat. Gdyby dzisiaj ta rozmowa odbywała się w gabinecie telewizyjnego redaktora, finał byłby taki: „Pan zostaje, reszta może zabrać swoje papiery”.
Wśród rozmaitych stymulatorów, jest jeden przykuwających na stałe do telewizora, radia, gazety: lęk. Lęk jest najszybciej rozprzestrzeniającym się społecznie uczuciem. Dla producentów mediów to najtańszy sposób na podniesienie sprzedaży. Licząc koszty społeczne – najdroższy. Lęk w ostatecznym rachunku prowadzi do przemocy. Lęk powstaje wtedy, gdy zagrożone zostają nasze plany, pragnienia. Dzisiejsze media, promujące konsumpcyjny styl życia, promujące szczęście jako rezultat posiadania, mają ogromny udział w mnożeniu naszych pragnień. Tym samym udział w przemocy.
To, co widzimy, słyszymy i czujemy, jest jak pożywienie. Wchodzi w nas i wywiera wpływ. Dlatego trzeba uważać na wszystko, co w nas wnika. To kształtuje nasz charakter. A ostatecznie przesądza o naszym losie. Współczesna medycyna przychyla się do opinii, że znaczna część chorób wynika z naszego charakteru. Z naszych niespełnionych pragnień. Z żalu, zazdrości, nienawiści.
Traktujmy telewizję jak żywego człowieka, który wszedł do nas do domu. Postawmy mu te same wymagania. Zwłaszcza w obecności dzieci. One traktują telewizję jak trzeciego rodzica. Dzieci naśladują to, co widzą. Problem jest poważny. Badania wykazały, że blisko 40 proc. amerykańskich dzieci uznało, że wolą telewizor od ojca. Miarą człowieka jest, ile uczynił dla innych. Miarą mediów powinno być to samo. Wolno im działać na swoją korzyść, pod warunkiem, że z korzyścią społeczną.
Szczęście nie jest naszym przywilejem, jest naszym obowiązkiem. Ale nie ma innej drogi do szczęścia niż przez służbę innym. Inna droga to droga do wygody. Służąc bezinteresownie innym, służymy sobie samemu. Służba zabija „ego”, które przysparza nam tylu kłopotów. Służba dodaje sił – odnajdujemy ich więcej, niż się po sobie spodziewaliśmy. Otwiera skrzydła. W prawdziwej służbie, bez egoizmu, człowiek rozumie, że jest taki sam jak ten, któremu służy. To tłumi złe uczucia. Niechęć, nienawiść, zazdrość. Rodzi współczucie, szacunek, przebaczenie. Służba pomaga dostrzec jedność w różnorodności.

*

Żeby rozpocząć przebudowę mediów, nie potrzeba pozwoleń, sponsorów, banków. Tę przebudowę zaczynamy od własnego serca. Po obu stronach ekranu. Trzeba mieć tylko jasny obraz tego, co chcemy osiągnąć. Musimy ciągle sobie powtarzać, czym mają być media. Mają pomóc żyć życiem, które warto przeżyć. Życiem, w którym odnajdujemy harmonię z otoczeniem i z sobą samym. Życiem w obrębie prawdy, praworządności, pokoju, nie krzywdzenia i jeśli nie miłości, to przynajmniej szacunku. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 
 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl