Czy po 11 września Zachód musi płacić utratą swobód
i »ciągłym stanem gotowości« za poczucie
bezpieczeństwa?
Z tarczą strzelniczą na plecach
PIOTR MILEWSKI z Nowego Jorku
„Humanitarne tortury”... To nie cytat z Orwella. Autorem tego oksymoronu jest były agent FBI, uczestnik telewizyjnej debaty na temat poszerzenia uprawnień organów ścigania. Amerykanie słyną ze skłonności do przesady, wpisanej w ich kulturę jak neony Las Vegas. Oni też wymyślili prawo Murphy’ego: „Jeśli coś może się nie udać, na pewno się nie uda”. Dlatego w sytuacjach krytycznych, zamiast ryzykować, wolą przedobrzyć.
Kongres po ataku na WTC i Pentagon niemal jednomyślnie przegłosował pakiet ustaw o zwalczaniu terroryzmu, zatytułowany „Uniting and Strengthening America – Provide Appropriate Tools Required to Intercept and Obstruct Terrorism”, w skrócie „USA – PATRIOT”. Nowe przepisy umożliwiają bezterminowe aresztowanie imigrantów i osób posiadających prawo stałego pobytu, lecz nie mających obywatelstwa, co do których „istnieje uzasadnione podejrzenie” o związki z terrorystami. Zarzuty muszą być im postawione nie w ciągu 48 godzin, lecz 7 dni od zatrzymania. Pretekstem do de facto internowania może być naruszenie przepisów imigracyjnych, np. posiadanie nieważnej wizy turystycznej. Organy śledcze nie muszą dowodzić przed sądem udzielającym zgody na bezterminowe aresztowanie winy zatrzymanych. Przepis ten zastosowano już wobec ok. 1100 osób pochodzących z Bliskiego Wschodu.
Kolejne budzące wątpliwości prawników i protesty organizacji praw człowieka (konstytucja USA gwarantuje przywileje „ludziom”, nie „obywatelom”) postanowienie USA – PATRIOT pozwala aresztować i deportować imigrantów, wspierających finansowo „organizacje uznane za terrorystyczne”. Kwalifikacji dokonuje Sekretarz Stanu. Za terrorystyczną może uznać każdą organizację, która dopuściła się jakiejkolwiek przemocy, a więc np. „Greenpeace”. Ustawa zliberalizowała też przepisy o podsłuchu i kontroli internetu. W szerszym stopniu wykorzystany zostanie system inwigilacji Carnivore („Mięsożerca”), który kontroluje pocztę elektroniczną. Według FBI ma on rejestrować tylko te przesyłki, w których występują słowa: bomba, zamach itp.
Znamienne jednak, że kiedy system powstawał (luty 1997), zwano go Omnivore – „Wszystkożercą”. Przed atakami z 11 września możliwość jego oficjalnego zastosowania była prawie wykluczona. Przeciw systemowi protestowali przedstawiciele biznesu i opinia publiczna. Teraz większość Amerykanów uważa, że w zamian za bezpieczeństwo warto poświęcić trochę prywatności. Dlaczego jednak agencje używające tak wyrafinowanych metod nie wpadły na trop Bazy? Specjaliści tłumaczą, że organa śledcze nie koncentrowały się na bezpieczeństwie narodowym. Systemy wykorzystywane były do śledzenia karteli narkotykowych i innych organizacji poza granicami USA. Teraz priorytety ulegną odwróceniu. Czy jednak terroryści są na tyle głupi, by używać w korespondencji podejrzanych słów?
Jeśli chodzi o podsłuch telefoniczny, złagodzone zostały przepisy dotyczące ciężaru dowodu. Aby uzyskać zgodę sądu, FBI musi jedynie wykazać, że informacje, które chce uzyskać „mają związek z prowadzonym śledztwem”. USA – PATRIOT umożliwia też policji federalnej prowadzenie rewizji pod nieobecność podejrzanych, CIA daje prawo szpiegowania obywateli amerykańskich, firm i instytucji, FBI zaś zapewnia dostęp do akt studentów oraz dokumentów bankowych, kredytowych i giełdowych mieszkańców USA.
Nie wszystkie zmiany w przepisach wynikających z „habeas corpus” zapadają w Kongresie. 6 listopada Bush podpisał dekret, który pozwala na sądzenie w trybunałach wojskowych, powoływanych doraźnie na okrętach wojennych i w bazach za granicą (i obradujących za zamkniętymi drzwiami) cudzoziemców podejrzanych o terroryzm. Na mocy innego dekretu FBI przesłuchuje ok. 5 tys. imigrantów z Bliskiego Wschodu, którzy nie są oficjalnie o nic podejrzani. Zaś prokurator generalny John Ashcroft zarządził „monitorowanie” rozmów, które podejrzani o terroryzm prowadzą z adwokatami. Władze zaprzeczają, że przy podejmowaniu tych decyzji jakąkolwiek rolę odegrały badania opinii publicznej, co sugeruje Amerykańska Unia Swobód Obywatelskich. „Nie jest tajemnicą, że społeczeństwo popiera wszelkie inicjatywy zaostrzające prawo karne – mówi Andrew Kohut z Pew Research Center. – Poparcie to wzrasta, gdy ograniczane są prawa cudzoziemców, przede wszystkim podejrzanych o terroryzm”.
Członkowie Kongresu, i to z wszystkich opcji politycznych, z coraz mniejszym entuzjazmem komentują poczynania administracji. „Zmiany w przepisach dokonywane na mocy prezydenckich dekretów są tak fundamentalne, że Izba Reprezentantów musi natychmiast rozpocząć przesłuchania w ich sprawie – stwierdził Bob Barr, republikanin i szef Komisji Sądownictwa – Administracja powinna przynajmniej konsultować się z Kongresem”.
Bush nie jest pierwszym, który w imię bezpieczeństwa narodowego ogranicza konstytucyjne prawa człowieka. W czasie wojny secesyjnej Lincoln poddał jurysdykcji unijnych trybunałów wojskowych sympatyków Konfederacji. Podczas I wojny światowej przeforsowana przez Wilsona ustawa o szpiegostwie i działalności wywrotowej pozwoliła władzom aresztować tysiące komunistów, anarchistów i pacyfistów. Lider Partii Socjalistycznej Charles T. Schenck spędził w więzieniu kilka lat, ponieważ pisał i rozpowszechniał ulotki wzywające do bojkotu służby wojskowej. Sprawa oparła się o Sąd Najwyższy, który ustami Olivera Wendella Holmesa sformułował niesławne orzeczenie, że „czasem wolność słowa stwarza oczywiste i bezpośrednie zagrożenie dla interesów państwa”, więc Kongres może ją ograniczać. W 1942 r. Roosevelt internował 120 tys. obywateli USA pochodzenia japońskiego. Dwa lata później Sąd Najwyższy usankcjonował tę decyzję liczbą 6 głosów przeciw 3. „Amerykanie kochają bezpieczeństwo bardziej niż wolność” – uważa prof. David Cole, prawnik z Uniwersytetu w Georgetown.
O torturach jako „skutecznej metodzie śledczej” rozprawiają ostatnio nie tylko policjanci. Felietonista „Newsweeka” Jonathan Alter przywołuje opinię profesora Harvardu Alana Deshowitza, który uważa, że stosowanie wobec podejrzanych „nadzwyczajnej presji psychicznej i fizycznej nie byłoby sprzeczne z konstytucją, jeśli zdobyte w ten sposób informacje wykorzystywano by dla dobra śledztwa, a nie w celu skazania przesłuchiwanego”. „OK – pisze Alter – nie chodzi o elektrowstrząsy czy gumowe szlauchy. Ale poza torturami fizycznymi są jeszcze inne, bardziej wyrafinowane techniki nacisku. Jest też pentotal sodu („serum prawdy”). FBI bardzo chce wykorzystać tę opcję i powinno otrzymać na to zgodę”. Felietonista prestiżowego tygodnika narzeka, że tortur fizycznych nie da się w USA zalegalizować. Uznaje jednak, że jej mieszkańcy muszą „bez przesądów spojrzeć na możliwość stosowania, za zgodą sądów, technik presji psychicznej”. Wcześniej wyjaśnia, co rozumie przez presję psychiczną: „Przesłuchiwanego zamyka się w ciemnym pokoju, ze śmierdzącym workiem na głowie i straszy. Nie napiszę jak, aby nie osłabić ewentualnego efektu, jeśli metoda powyższa zostanie użyta w stosunku do podejrzanych o terroryzm”. Zdaniem publicysty „należy też pomyśleć o deportacjach do sojuszniczych krajów Bliskiego Wschodu, gdzie policja jest mniej wydelikacona niż w USA, nawet jeśli wywoła to oskarżenia o hipokryzję. Nikt nie obiecywał, że wojna z terroryzmem będzie miła”. ,,Newsweek”, rok 2001!
Na razie, zamiast do tortur, agenci federalni prowadzący śledztwa w sprawie al-Kaidy, uciekają się do zdelegalizowanej w wielu stanach metody „selekcji rasowej”. Z tym, że podejrzani to nie „Murzyni w samochodach”, a „Arabowie w samolotach”. Kontrowersje ucichły, choć nie wszędzie. W nowojorskiej dzielnicy Brooklyn Heights, zamieszkanej przez muzułmanów, ludzie po prostu się boją. „Czuję, jakbym miał przyczepioną do pleców tarczę strzelniczą” – powiedział „TP” Abdullah Khan, 26-letni taksówkarz, imigrant z Bangladeszu. Zdaniem Khaleda Huseina, palestyńskiego inżyniera, który mieszka w Nowym Jorku od 20 lat, „nie jest może tak źle, jak w przypadku Japończyków po Pearl Harbor, ale na pewno odczuwamy dyskryminację. Długo budowane mosty między społecznością muzułmańską a resztą Ameryki zaczynają się chwiać”. Doktor Ahmed Jaber boleśnie odczuwa dwulicowość władz: „Przedstawiciele rządu publicznie mówią, że islamu nie należy utożsamiać z terroryzmem, że jesteśmy przyjaciółmi USA. A po cichu nasyłają na nas szpiegów”.
Piotr Milewski
|