Komentarze

 


Józefa Hennelowa „Tak” Kościoła dla Europy

Marek Orzechowski Afganistan nowy, Afganistan jaki?

Krzysztof Burnetko Nie triumf, lecz klęska

Jarosław Makowski Premier wie, co mówi

 

 

 




  
„Tak” Kościoła dla Europy

Obszerny wywiad Księdza Prymasa Glempa udzielony redaktorom Katolickiej 
Agencji Informacyjnej i przedrukowany przez największe dzienniki, nie pozostawia wątpliwości, że Kościół polski jednoznacznie popiera integracyjne starania naszego kraju wbrew gwałtownym sprzeciwom niektórych środowisk występujących pod szyldem katolickim. Akcentując historyczną konieczność wchodzenia do Unii Europejskiej i zwracając uwagę na pozytywy integracji, równocześnie podkreśla Ksiądz Prymas, że lęki moralne (nazywane przez eurofobów „sprzeciwem sumienia”) należy zamienić w postawę ewangeliczną: w podjęcie wyzwania apostolskiego wszędzie tam, gdzie zagrożenia moralne faktycznie istnieją. Wolno spodziewać się, że obiecywany w niedługim czasie specjalny dokument Episkopatu wszystkie te wątki raz jeszcze podejmie z całą wyrazistością.
 

Józefa Hennelowa

 




Afganistan nowy, Afganistan jaki?

To dotychczas jedyny pozytywny efekt wrześniowych zamachów terrorystycznych na Stany Zjednoczone: wojna domowa w Afganistanie dobiegnie końca, zniesione zostanie islamskie państwo wyznaniowe, kobiety odzyskają pełnię praw, zaś w jakiś czas później w Kabulu zainstalowany zostanie demokratyczny rząd. Tak to sobie wyobraża wspólnota międzynarodowa, która przez kilka lat patrzyła z obojętnością na to, co dzieje się w Afganistanie, a teraz, gdy przyszedł czas majstrowania nad nowym porządkiem świata – porządki rozpoczęła od Afganistanu.
Ta dla nas oczywista, ale dla Afgańczyków nie do końca jasna, projekcja zachodniego porządku demokratycznego na kraj, któremu ów porządek jest zupełnie obcy – rodzi jednocześnie nadzieję i obawy. I taka, pełna emocji, znaków zapytania, przełamywania własnej tradycji, by zadowolić świat była konferencja w sprawie Afganistanu w Petersbergu pod Bonn.
Narody Zjednoczone wybrały to miejsce na wzgórzu, bo jest ono odcięte od świata. Rzadko kiedy byłem w miejscu tak bardzo odciętym i jednocześnie tak przenikliwie bombardowanym przeciekami, informacjami i dezinformacjami. Media, zgromadzone poniżej wzgórza przejęły, świadomie lub nie, rolę adiutantów afgańskiej wojny i pokoju, i spełniają ją – na całe szczęście – bez wystrzałów, aktów krwawej zemsty, porachunków. Ale z pełną świadomością, że będą straty i ofiary.
Trochę surrealistyczne było to, że nad Renem, u stóp Petersbergu pojawili się ludzie tacy sami jak my wszyscy, dobrze ubrani, zdawkowi, trochę cyniczni, pełni światowej lekkości. I nie obolali, nie zagłodzeni, nie poturbowani. Pewni siebie, przekonani do swoich racji, z jasną perspektywą sukcesu. Afganistan biedny, upokorzony, głodny i chory został gdzieś bardzo daleko. Tu przypominany był jeszcze tylko doniesieniami z frontu, widokami zniszczonego, zacofanego, wynaturzonego kraju.
Ci, którzy tu przyjechali na prośbę międzynarodowej wspólnoty, wiedzieli od samego początku, że wyjadą jako zwycięzcy. Ci, którzy zostali na miejscu, w dalekim Afganistanie wiedzieli, że pierwszy, w tej chwili najważniejszy krok w stronę trwałego pokoju uczyniony zostanie bez nich.
Teraz ci, którzy tu byli, pili szampana, grali na fortepianach, jadą do glinianych domów, by przekonać swoich rodaków, że warto żyć w pokoju i w międzynarodowej zgodzie.
Kiedy tu przyjechali, chcieli najpierw zobaczyć sklepy. Chcieli napić się piwa, założyć czystą koszulę. Ich przyszłość w Afganistanie zależy od tego, czy także inni będą mieli się w co ubrać.

Marek Orzechowski z Petersburgu pod Bonn

 


 

 

 


Nie triumf, lecz klęska

Niektórzy politycy i dziennikarze za sensację uznali stwierdzenie przez Trybunał Konstytucyjny, że immunitet nie może działać wstecz, czyli chronić tych posłów czy senatorów, którym zarzut przestępstwa postawiono nim zostali wybrani do parlamentu. Orzeczenie Trybunału przedstawiono niemal jako triumf polskiej demokracji: że wreszcie politycy nie będą mogli używać i takiego fortelu do ucieczki przed odpowiedzialnością. 
Tymczasem tak naprawdę nie ma powodów do radości. Trybunał bowiem w ogóle nie powinien zajmować się tym problemem. Zasada, że to przepis konstytucji jest decydujący i to on narzuca interpretację aktów niższego rzędu, jest oczywista – i mogły po nią sięgnąć same sądy rozpatrujące oskarżenia wobec obecnych parlamentarzystów. Sędziowie jednak zaczęli nagle mnożyć wątpliwości: sugerowali, że istnieją rozbieżności między konstytucją a ustawą o wykonywaniu mandatu posła i senatora. W końcu decydowali się przyznać pierwszeństwo ustawie i zawieszali postępowania wobec tych oskarżonych, którym udało się zdobyć mandat. Dlaczego? Powody mogą być dwa: albo sędziowie ci są niedouczeni (i to na poziomie, łagodnie mówiąc, elementarnym), albo, co bardziej prawdopodobne, nie chcieli narazić się nowemu establishmentowi. Tyle że dla państwa groźna jest każda z tych interpretacji. 

Krzysztof Burnetko

 

 

 

 

 





 

Premier wie, co mówi

Bywało, że posłańcowi, który przynosił złe wieści, ścinano głowę. Leszek Miller chyba zapomniał o tym, gdy uczestnicząc w obchodach święta górników powiedział, że najprawdopodobniej nowa fabryka Toyoty, która miała powstać w Zagłębiu Górniczym zostanie wybudowana, tyle że... w czeskim Kolinie. Dlaczego? Bo – jak tłumaczy premier – Czesi ,,stworzyli lepsze warunki dla lokalizacji fabryki”. Co straciliśmy? Około 1 mld euro, które miała kosztować budowa fabryki, produkcję ok. 300 tys. aut rocznie od 2005 r. i wpływy z eksportu przekraczające 2 mld euro, które nie zasilą polskiej gospodarki. I dziś, jak się zdaje, rzecz najważniejsza: zaprzepaszczono stworzenie ok. 10 tys. miejsc pracy, co dla Zagłębia, gdzie bezrobocie jest jedno z najwyższych w Polsce, oznacza gwóźdź do trumny. 
Polska potrzebuje wiarygodnych inwestycji tak, jak tlenu do życia potrzebuje człowiek. Niewątpliwie interes z Toyotą to łakomy kąsek, czego dowiedli Czesi, eliminując nas z gry. Jeśli rząd nie potrafi walczyć o takich partnerów, jak Toyota stwarzając im odpowiednie rozwiązania prawne, logistyczne czy podatkowe, to tym samym zawodzi swoich wyborców. 

 

Jarosław Makowski 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 49, 9 grudnia 2001

Szczegółowe omówienie


Obraz tygodnia


Kronika religijna


Komentarze


Medytacja Biblijna
 

Liturgiczne czytania tygodnia

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl