Rzeczy prawdziwe i fantasmagorie
JADWIGA ŻYLIŃSKA
Islam i islam
Kiedy mieszkałam na Kresach, moje najbliższe sąsiedztwo stanowiły Alekszyszki,
majątek należący do Romanowiczów, Tatarów.
Romanowicze, Achmatowicze, Murza Murzicze to były rodziny tatarskie, osiedlone na Litwie w jej dawnych granicach przez Wielkiego Księcia Witolda.
W Alekszyszkach mieszkała Zofia Romanowiczówna, do której często konno zajeżdżałam. Ojciec jej był imamem w Wilnie, gdzie mieszkał z żoną. Zofia rezydowała i gospodarowała w Alekszyszkach.
Rodziny tatarskie od lat zamieszkałe na Kresach nie różniły się od społeczności polskiej w sposobie bycia i myślenia. Brat Zofii poległ w roku 1939 w obronie Warszawy.
Istniał też w Polsce szwadron jazdy tatarskiej z hałaśliwą kapelą z czynelami.
Tatarzy polscy zawierali związki małżeńskie między sobą. Zachowali typowe tatarskie rysy: wystające kości policzkowe, żółtawą cerę i czarne, nieco skośne oczy.
Nie wiem, czy zdarzały się małżeństwa mieszane. Córka doktora Achmatowica, z urody podobna do Nefretete, była wyjątkowym zjawiskiem. Być może żona doktora Achmatowicza była Polką. Nie wiem.
Kuzyn Zofii, sędzia Romanowicz z Lidy, był moim adoratorem i danserem na balach. Złożył też nam wizytę w Sołopieciszkach. Wiedziałam, że był muzułmaninem, ale nie wydawało mi się, ażeby różnił się od Polaków w życiu codziennym, hierarchii wartości, sposobie myślenia.
Fakt, że muzułmanin mógł być w Polsce sędzią, świadczy, że nasze prawodawstwo było dla niego oczywiste i w jego sumieniu nie wzbudzało kontrowersji. Dopiero teraz stawiam sobie pytanie, czy składał przysięgę na Biblię, czy Koran?
Byłam tak przyzwyczajona do sąsiedztwa rodzin tatarskich, że nie stanowiło to dla mnie problemu. Wsiąknęli w społeczność polską i przejęli jej obyczajowość. Tatarki ubierały się po europejsku, były samodzielne, wyjeżdżały za granicę.
W czasie okupacji Tatarzy zadeklarowali się jako odrębna od Polaków nacja, którą w istocie byli. Dostawali nieco lepsze od Polaków kartki żywnościowe.
Dawne przyjaźnie trwały. W Warszawie odwiedzałam Zofię, tak jak przed wojną w Alekszyszkach, tyle że nie konno.
Rozbudzanie islamu na świecie w jego obecnej wersji mnie przeraża, stanowi zaskoczenie i nieznane dotąd niebezpieczeństwo.
Z nostalgią myślę o moich Tatarach.
Miejsce
Szliśmy z Jerzym ulicą, ciągnącą się w nieskończoność w stronę jakiego osiedla,
czy tylko budynków, majaczących w głębi horyzontu.
Szliśmy i szliśmy. W końcu dotarliśmy na miejsce. Był tam olbrzymi gmach o wielu salach, zupełnie wyludniony. Ze zdumieniem wędrowaliśmy po salach, aż w jednej napotkaliśmy jakąś kobietę froterującą parkiet.
– Czy tu nikt nie mieszka? Nie ma żadnych ludzi?
– Wszyscy poszli na pielgrzymkę – odpowiedziała.
– A kiedy wrócą?
– Nie wiadomo.
– I nie bali się zostawić tyle pustych pomieszczeń? Przy tym braku mieszkań...
– Nie. Tu nikt nie zamieszka.
– Dlaczego?
– Pani nie wie? To jest Piekło.
– A co pani tu robi?
– Ja jestem sprzątaczką; nie mam z TYM nic wspólnego.
Obudziłam się.
Jadwiga Żylińska
|