Niemcy dyskutują, Polacy działają


Muzeum i film

Marek Zając



W Gdańsku powstaje muzeum Grassa. Właściwie nie muzeum, lecz centrum dokumentacyjno-komunikacyjne. „To nie będzie placówka o profilu ściśle muzealnym. Nie powinna kojarzyć się z kapciami i wyświeconymi podłogami” – mówi „Tygodnikowi” Adam Koperkiewicz, dyrektor gdańskiego Muzeum Historycznego i jeden z inicjatorów projektu. Centrum ma więc zajmować się nie tylko osobą i twórczością Grassa, ale organizować też spotkania z innymi pisarzami, prezentować prace plastyków wspieranych przez założoną przez Grassa Fundację Chodowieckiego (Daniel Chodowiecki – XVIII-wieczny grafik, rysownik i malarz, gdańszczanin), organizować ekspozycje multimedialne, upowszechniać wiedzę o Gdańsku. „To powinno być miejsce dla młodych talentów, ludzi z otwartą głową i pomysłami” – dodaje Koperkiewicz.
Wśród prawie 50 założycieli centrum są m.in. pisarze Stefan Chwin i Paweł Huelle, dyrektor Teatru Wybrzeże Maciej Nowak, Ewa Rachoń, prof. Jerzy Samp i prof. Andrzej Januszajtis. W ub. roku prezydent Gdańska Paweł Adamowicz obiecał Fundacji Chodowieckiego działkę pod zabudowę przy ulicy św. Ducha. Prawdopodobnie tam też powstanie muzeum Grassa. „Trzeba wykorzystać genius loci tego miejsca: znajduje się tam dom, w którym mieszkał Chodowiecki i kamienica, w której urodził się Schopenhauer” – mówi Koperkiewicz.
Zgodę na założenie centrum wyraził noblista. W liście do inicjatorów Grass pisze: „Jak zapewne Państwo wiedzą, istnieje już parę archiwów mojej twórczości. (...) Mam więc prośbę, by Gdańska Grupa Inicjatywna współpracowała z innymi ośrodkami; w ten sposób zaoszczędzi się energii i pieniędzy (...). Moim pragnieniem byłoby gromadzenie i zaprezentowanie publiczności tego, czego nie mogą opracować inne ośrodki. Mam na uwadze zwłaszcza dokumenty dotyczące historii miasta, a także reakcje polskich czasopism na moją twórczość i moje wizyty w Gdańsku”.
Z kolei Agnieszka Holland chce kręcić film oparty na powieści Stefana Chwina „Hanemann” (która w RFN ukazała się pod tytułem „Tod in Danzig”). Scenariusz reżyserka napisała razem z Magdaleną Łazarkiewicz, a zdjęcia rozpoczną się najwcześniej jesienią br. Jedną z najważniejszych i najkosztowniejszych scen ma być zatopienie „Wilhelma Gustloffa”. „Tej sceny nie można pominąć ze względu na jej znaczenie i z przyczyn czysto filmowych” – tłumaczy Holland w wywiadzie dla „Die Welt”. Czym tragedia „Gustloffa” będzie się różnić od sceny zatonięcia „Titanica” w filmie Jamesa Camerona z 1997 r.? Holland: „»Titanic« był wielką hollywoodzką produkcją, która miała budzić wielkie uczucia. W teatralnym sensie miał być spektakularny. Nasza scena powinna być spektakularna w sensie poetyczno-sentymentalnym. Ludzie, którzy toną w Bałtyku, nie są pierwszoplanowymi bohaterami, są po prostu ludźmi. Nie budujemy więc żadnych fikcyjnych losów czy historii miłosnych, by opowiedzieć je widzom. Tę zagładę cechuje brutalna surowość”. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 
 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl