Czy powieść Grassa wpłynie na politykę? 


Powrót „Centrum”

Wojciech Pięciak



Pamięć o własnych ofiarach II wojny światowej zawsze była w Niemczech obecna, nawet jeśli w NRD mogła mieć wymiar tylko prywatny, a w Niemczech Zachodnich – po tym, jak w latach 50. i 60. dominowała ona w pamięci zbiorowej – od lat 70. w odbiorze publicznym zaczęła schodzić w cień, także za sprawą Grassa i niemieckiej lewicy. Teraz, od połowy lat 90., widać tendencję do „normalizacji historii”: z jednej strony wspomnienie niemieckich zbrodni pozostaje silne, z drugiej nie przeszkadza w akcentowaniu własnych ofiar jako uprawnionego elementu pamięci. W 1995 r. wspominano uroczyście 50. rocznicę powojennych wypędzeń i zniszczenia Drezna, które jest symbolem nalotów na niemieckie miasta; zginęło w nich 600 tys. cywilów, głównie kobiet i dzieci. W 1998 r. przez Niemcy przetoczyła się dyskusja o skąpej (tak twierdzili krytycy) obecności nalotów w literaturze powojennej, mimo że noce w schronach równanych z ziemią miast stały się traumą milionów Niemców. 
Teraz pojawia się książka Grassa i osiąga gigantyczny nakład. Sukces noblisty, który wywołał w Niemczech kolejny „spór o pamięć” – tym razem o ofiarach własnych, niemieckich – może mieć także skutki polityczne, przez pisarza niezamierzone. Oto w latach 90. Związek Wypędzonych rozpoczął kampanię na rzecz zbudowania w Berlinie mauzoleum: „Centrum przeciw Wypędzeniom” (Mahnmal gegen Vertreibungen), które miało dorównać – i rozmiarami, i znaczeniem – budowanemu w stolicy „Pomnikowi Holocaustu” (Holocaust-Mahnmal). Bez wsparcia władz Związek nie jest w stanie zbudować „Centrum” – nie tylko z powodów finansowych; także dlatego, że jest to kwestia polityczna. 
I choć idea „Centrum” – która dla Polaków i Czechów jest nie do przyjęcia w takim kształcie, w jakim chce je widzieć Związek Wypędzonych – znalazła uznanie w oczach części polityków SPD, którzy po wojnie o Kosowo przyznali, że długo ignorowali środowiska wypędzonych, to we wrześniu 2000 kanclerz Schröder oświadczył, iż rząd nie popiera projektu i nie będzie „obciążać tematami z przeszłości” stosunków z sąsiadami (Polską i Czechami). 
Związek Wypędzonych nie zrezygnował z wysiłków, aby „Centrum” jednak powstało: jesienią 2000 powołał fundację, która zbiera na ten cel pieniądze. 
Dziś, na fali popularności książki Grassa, atmosfera w Niemczech się zmienia. Coraz głośniej mówi się o Czechach i słynnych „dekretach Benesza” (pisze o tym na stronie 9 Václav Burian – red.). Wraca też debata nad projektem „Centrum przeciw Wypędzeniom”: w ubiegłym tygodniu jego budowę poparł nagle Julian Nida-Rümelin, SPD-owski sekretarz stanu ds. kultury (odpowiednik ministra) w Urzędzie Kanclerskim. Równocześnie poseł SPD do Bundestagu Markus Meckel wystąpił z nieoczekiwanym postulatem – nie konsultowanym ani ze Związkiem Wypędzonych, ani z nikim w Polsce – aby siedzibą „Centrum” był... Wrocław.
A jeśli jesienne wybory do Bundestagu wygra kandydat chadecji Edmund Stoiber, polityczny protektor ziomkostwa Niemców sudeckich, powstanie „Centrum” – w Berlinie – stanie się bardziej niż prawdopodobne. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 
 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl