Pasja Mateuszowa na płytach

Michał Okoński



Coraz częściej gościmy w Polsce barokową czołówkę. W ciągu zaledwie pięciu lat Philippe Herreweghe dyrygował tu trzykrotnie, koncertowali także Nikolaus Harnoncourt, Sigiswald Kujiken i Paul McCreesh. Tym, których ominął udział w koncertach, pozostają płyty. W dobrych sklepach muzycznych można kupić kilkanaście różnych wykonań „Pasji wg św. Mateusza”, maniacy z Bach Cantatas Website recenzują 76 nagrań z ostatnich 70 lat. Które wybrać?
Ilu krytyków, tyle opinii, ale co do jednego wszyscy są zgodni. Listę wykonań wszechczasów otwiera interpretacja Nikolausa Harnoncourta sprzed 32 lat. Niedościgniony, żarliwy ewangelista Kurt Equiluz, pełen nieziemskiej mocy Karl Ridderbush jako Jezus, świeże, niedoskonałe, a zarazem naznaczone przemijalnością soprany chłopców z chóru z Wiener Sängerknaben, kontratenorzy (zwłaszcza Paul Esswood i stojący wówczas u progu wielkiej kariery James Bowman) – to najważniejsze atuty „Pasji” według Harnoncourta. Mimo iż to początki barokowej rewolty, a malkontenci znajdują dziś lepszych instrumentalistów i chóry, nagranie pozostaje punktem odniesienia dla wszystkich późniejszych (wytwórnia Teldec, płyty wznowione ostatnio w serii „Bach 2000”, dostępne zarówno w czternastopłytowym boksie, zawierającym Pasje, Msze, Oratoria i Magnificat, jak i osobno).
Warto dodać, że przed rokiem, również w Teldecu, ukazało się kolejne nagranie Harnoncourta. Zniknęli zarówno chłopcy, jak kontratenorzy (partie altu i sopranu śpiewają kobiety, m.in. Bernarda Fink, Christine Schäfer i Dorothea Röschmann), pozostaje jednak nieomylne mistrzostwo dyrygenta, który po doświadczeniach z muzyką późniejszych epok powraca do źródeł. W roli ewangelisty obsadzono Christopha Pregardiena, podobnie jak w bardziej ascetycznym nagraniu innego mistrza „szkoły niemieckiej” i partnera Harnoncourta w monumentalnym projekcie nagrania kompletu kantat Bacha – Gustava Leonhardta (Deutsche Harmonia Mundi, 1990).
Nagrania Philippe’a Herreweghe od dokonań Harnoncourta różni przede wszystkim podejście do samego tematu. O ile wiedeńczyk stawia na dramat: mamy tu podniecone i bliskie szaleństwa chóry kapłanów, starszych i ludu, brutalność biczowania, krew i łzy, u Flamanda dominują przede wszystkim te ostatnie. Herreweghe jest bardziej wyciszony, medytacyjny – refleksji sprzyjają zwłaszcza niezwykłej urody chorały, finałowy chór „Wir setzen uns...” i wcześniejszy recytatyw z refrenem „Mein Jesu, gute Nacht!”. Więcej tu nadziei na Zmartwychwstanie niż Pasji. Z dwóch nagrań (1985 i 1999, oba dla Harmonii Mundi) częściej sięgam po drugie – głównie ze względu na najpiękniejszą Bachowską arię, „Erbarme dich”, śpiewaną przez Andreasa Scholla. Przy ewentualnym zakupie warto zainwestować nieco więcej i wejść w posiadanie wersji z CD-Romem: znakomitym przewodnikiem po strukturze utworu, świecie Pasji Bacha w ogóle, muzyki baroku...
Cenione na początku lat 90. nagranie Johna Elliota Gardinera (Archiv, 1989) chyba się nieco zestarzało. Krytycy zachwalają dynamizm i zmysł teatralny dyrygenta, znakomicie wypadają partie chóru (uważany za najlepszy na świecie Monteverdi Choir, wspierany przez The London Oratory Junior Choir) i sopranistka Barbara Bonney (niewinność zakochanej dziewczyny w arii „Ich will dir mein Herze schenken”, a zwłaszcza duet z Michaelem Chance w ,,So ist mein Jesus nun gefangen”), ale ja trzecie miejsce po Harnoncourcie i Herreweghem przyznaję w prywatnym rankingu panu Masaaki Suzuki i Bach Collegium Japan (BIS, 1999). Suzuki, uczeń Tona Koopmana, od połowy lat 90. intensywnie pracuje nad kompletem kantat, ale nagrał też Pasje i Oratorium Bożonarodzeniowe, sięgając zarówno po nieznanych szerzej śpiewaków japońskich, jak i po sprawdzone nazwiska Europejczyków. Partię ewangelisty śpiewa tu z wielkim wyczuciem Gerd Türk (niezrównany w scenie zaparcia się i nawrócenia Piotra, zwłaszcza przy frazie „Und ging heraus und weinete bitterlich”, gdzie głos tenora rzeczywiście zdaje się przechodzić w szloch), zaś Jezusa – Peter Kooij. Nie mogę tylko odżałować, że partię altu wykonuje (prawda, że coraz lepszy) Robin Blaze, zamiast maleńkiego Yoshikazu Mery z pierwszych płyt Suzukiego.
Nazwisko Türka przypomina o płycie mało znanej, ale wartej uwagi choćby dlatego, że to rejestracja koncertu – nic się nie da zatuszować czy nagrać ponownie. Chórem i orkiestrą Netherlands Bach Society dyryguje Jos van Veldhoven (Channel Classics, 1997; oprócz Türka znajdziemy tu także Petera Kooija i Andreasa Scholla – najlepszy kontratenor świata w wielkiej formie). A szczęśliwych posiadaczy telewizji Muzzik uczulam na możliwość powtórki niezwykłego spektaklu zrealizowanego w 1994 r. przez BBC. To bardziej misterium niż koncert: dwa chóry, muzycy i soliści, ubrani jak zwykli mieszkańcy Europy końca XX wieku, siedzą wokół drewnianego stołu, na którym leży chleb i stoi kielich z winem. Śpiewacy-aktorzy nie nadużywają gestów teatralnych, choć Chrystus (Richard Jackson) łamie chleb i klęczy podczas modlitwy w Ogrojcu, zaś ewangelista (intrygujący Rufus Müller) wykonuje np. gest policzkowania. A jednak jesteśmy w sercu wydarzeń; siła przeżycia – nie tylko muzycznego, ale przede wszystkim religijnego – jest ogromna. Dyryguje znany oboista Paul Goodwin, wśród śpiewaków fantastyczna Nancy Argenta i baryton Stephen Varcoe. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 
 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl