LISTY





Uogólnienia i niejasności

Jochen Bölsche, autor tekstu „Dialog zakłamany” (przedruk z tygodnika „Der Spiegel” w „TP” nr 5/2002), porusza problem niewłaściwie prowadzonego dialogu międzyreligijnego z islamem. Jego głównym argumentem przeciw takiemu dialogowi są „ciemne strony i zakłamanie” islamu. W trakcie lektury tekstu czułam rosnące zażenowanie, gdyż opis tych „ciemnych stron” islamu okazał się zlepkiem przypadkowych argumentów, często mijających się z prawdą lub naciąganych. Ograniczę się do kilku.
Autor wątpi, by Bóg chrześcijaństwa i Bóg islamu był tym samym Bogiem. Powód? Atta przed dokonaniem zamachu 11 września nie mógł przecież modlić się do tego samego Boga, a grupka muzułmanów na niemieckiej ulicy oznajmiła dziennikarzowi, że „Atta jest teraz w niebie, a wy pójdziecie do piekła”. Zatem poglądy grupki wyznawców islamu są przedkładane nad to, w co od VII w. wierzy większość muzułmanów, że objawienie dane Muhammadowi jest kontynuacją objawienia Tory i Ewangelii. Koran wyraźnie stwierdza, że chrześcijanie „dostąpią usprawiedliwienia”, czyli mogą iść do nieba. Podobnej jakości jest argument, że chrześcijańską wiarę w Trójcę Świętą muzułmanie uznają za wielobóstwo, a chrześcijan za „niewiernych”. Czy Bölsche wie lepiej od muzułmanów, jak należy interpretować Koran?
Podobnie pokrętnych stwierdzeń jest więcej: że znawcy islamu nie wiedzą, co znaczy nazwa tej religii; że poruszanie zagadnień dialogu międzyreligijnego jest w Iranie karane nawet śmiercią (przecież istnieje tam Sekretariat ds. Dialogu Międzyreligijnego w Ministerstwie Kultury i Islamskiego Kierownictwa); że islam nie może być dobrą religią, skoro posługuje się nią Osama ben Laden. Za przykład dialogu międzyreligijnego służy autorowi debata feministki z przewodniczącym Rady Niemieckich Muzułmanów, a argumentem przeciw niemu (nie napisano, co powiedział) są domysły reportera na temat tego, co można wyczytać w jego oczach... Jako zarzut przeciw islamowi autor wysuwa też „ucisk” kobiet. Fatima Mernissi, feministka muzułmańska, pisała prowokacyjnie („Süddeutsche Zeitung” z 10 maja 1996), że użalający się nad niedolą muzułmanek Niemcy milionowymi kontraktami (ropa!) wspierają rządy, które nie dopuszczają kobiet do udziału w życiu publicznym. Kobiety są traktowane niesprawiedliwie w wielu krajach, ale mało kto potępia za takie praktyki np. państwa Ameryki Łacińskiej czy Chiny.
Retoryka stosowana przez Bölschego polega na uogólnianiu („we wszystkich krajach islamskich łamane są masowo prawa człowieka” – bez zwrócenia uwagi na fakt, że jednak nie we wszystkich, a wiele z tych krajów jest totalitarnymi dyktaturami, które łamią prawa człowieka pod każdą szerokością geograficzną) i przedstawianiu poglądów radykalnych grup jako właściwych całemu islamowi. Jaki skutek może odnieść wezwanie do tolerancji wobec muzułmanów, które autor stawia po zaprezentowaniu wyłącznie negatywnego obrazu islamu? Nie chcę wybielać wizerunku tej religii. Nie twierdzę, że nie ma wśród muzułmanów integrystów czy terrorystów, którzy chcą siłą nawrócić świat. Jednak przedstawianie ich poglądów jako reprezentatywnych dla wszystkich muzułmanów krzywdzi umiarkowaną większość.

PS. W tekście używany jest nagminnie przymiotnik „islamski” w odniesieniu do kobiet, państw itd. Tymczasem w języku polskim odnosi się on wyłącznie do religii, w innych przypadkach należy używać wyrazu „muzułmański”. Poza tym słowo „islamista” zostało użyte niezgodnie z polskim znaczeniem tego wyrazu („badacz islamu”) w zdaniu: „Islamiści zniszczyli ponad 700 kościołów” – bo przecież nie zrobili tego znawcy islamu?


AGATA SKOWRON-NALBORCZYK
Zakład Islamu Europejskiego
Instytut Orientalistyczny UW






Pokolenie bez uprzedzeń

Z wielką uwagą przeczytałem w „TP” nr 7/2002 artykuł o Jazłowcu. W sierpniu 2001 r. byłem z zakopiańskim Klubem Inteligencji Katolickiej we wschodnich Karpatach i to, co przeżyliśmy w Jazłowcu na długo pozostanie w naszej pamięci. W Jazłowcu panuje dziś duch tolerancji i wzajemnej życzliwości Polaków i Ukraińców. Oni stanowią dziś większość mieszkańców tej ziemi, dlatego napisy informujące (także w kaplicy) są w języku ukraińskim, a na drugim miejscu po polsku. Siostry zamierzają otworzyć szkołę zawodową dla młodzieży ukraińskiej. Słyszałem, że władze nie będą w tym przeszkadzały, gdyż placówka sióstr cieszy się dużą sympatią tamtejszego społeczeństwa.
Nasza pielgrzymka wypadła dwa miesiące po wizycie Ojca Świętego na Ukrainie. Nie można zapomnieć wojennych czasów, ale wizyta Ojca Świętego zmieniła atmosferę. Jego słowa o pojednaniu, miłości do wszystkich mieszkańców tej ziemi owocują i oby owocowały w przyszłości. Dzisiejszy Jazłowiec jest tego naocznym przykładem. O tym wszystkim mówiła nam jedna z niepokalanek: zmieniają się czasy i uwarunkowania, a miłość do Chrystusa ma trwać, nawet wśród do niedawna zwaśnionych narodów.
Po powrocie z pielgrzymki oglądałem w telewizji audycję „Wiara i życie”, w której, na Śnieżnicy w Beskidzie Wyspowym, wystąpili klerycy greckokatoliccy z diecezji tarnopolskiej. Oni przeżywali raz jeszcze pobyt Ojca Świętego we Lwowie. Mówili szczerze i z pełnym zaangażowaniem. Widać wyrasta nowe pokolenie: bez uprzedzeń i otwarte na przyszłość.


MIECZYSŁAW JAROSŁAWSKI
(Zakopane)






Oświadczenie Rady Etyki Mediów

W chwalebnym dążeniu do ujawniania prawdy media muszą zachować szacunek dla zasady prawdy (zapisanej w Karcie Etycznej Mediów) i przestrzegania właściwych procedur ustalania odpowiedzialności. Nie są nimi z pewnością badania opinii publicznej. „Rzeczpospolita” z 27 lutego br. na pierwszej stronie, pt. „Sondaż. Po publikacji »Grzech w Pałacu Arcybiskupim«”, informuje: „Zapytaliśmy, czy ujawnione przez nas oraz przez inne media informacje są prawdziwe. Większość Polaków uznała je za wiarygodne”. Zdaniem Rady nie opinia publiczna, ale właściwe organy Kościoła powinny w tym przypadku ustalić, czy informacje są prawdziwe, a odpowiedzialność za wiarygodność informacji nie powinna być przerzucana na „większość Polaków”, choćby i z 503-osobowej próby zapytanej przez PBS.
Warszawa, 27 lutego 2002






Zaproszenie na warsztaty literackie

Biuro Literackie Port Legnica oraz Dzierżoniowski Ośrodek Kultury organizują w dniach 5-7 kwietnia 2002 r. w Dzierżoniowie (woj. dolnośląskie) warsztaty literackie. Może w nich uczestniczyć każdy, kto pragnie poszerzyć wiedzę o sztuce pisania oraz rynku wydawniczym w Polsce. Zajęcia poprowadzą: Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki, Bohdan Zadura i Artur Burszta. Podczas trzydniowego spotkania będziemy zastanawiać się, co czytać, żeby pisać, o czym pisać, czym jest tzw. natchnienie (gdzie i jak pisać) oraz kiedy i w jaki sposób wydać książkę.
Warsztaty odbędą się w budynku Dzierżoniowskiego Ośrodka Kultury (Dzierżoniów, ul. Świdnicka 23). Koszt udziału wynosi 80 zł. Przyjezdnym organizatorzy proponują dwa noclegi w pokojach z łazienką oraz 6 posiłków. Łączny koszt zakwaterowania i wyżywienia wynosi wówczas 100 zł. Osoby zainteresowane udziałem prosimy o przesłanie do 10 marca 2002 r., pod adresem: Biuro Literackie Port Legnica, ul. Księżycowa 1/10, 59-220 Legnica lub poczta@biuroliterackie.pl, kilku własnych utworów literackich (poezja, proza, felieton, reportaż) oraz krótkiej autoprezentacji (wiek, dorobek, zajęcie). Informacje na temat warsztatów znajdują się także na stronie internetowej www.biuroliterackie.pl


ARTUR BURSZTA
dyrektor Biura Literackiego 






Bezpłatna pomoc medyczna

Salus Puerorum – Niepubliczny Zakład Opieki Zdrowotnej oraz Poradnia Kontroli Rozwoju Niemowląt i Rehabilitacji Dziecięcej Fundacji Dzieci-Dzieciom zaprasza do skorzystania z bezpłatnych porad medyczno-rehabilitacyjnych dla dzieci niepełnosprawnych do lat 15. Opracowaliśmy: wczesną diagnostykę neurologiczną i rehabilitację „dzieci ryzyka” (noworodków i niemowląt), diagnostykę pediatryczną wcześniaków, konsultacje pediatryczne dzieci przedszkolnych i szkolnych, porady psychologiczne dla dzieci, młodzieży i rodziców, rehabilitację dzieci przedszkolnych i szkolnych z mózgowym porażeniem dziecięcym. Przewidujemy także wyjazdy rehabilitacyjne do dzieci z porażeniem mózgowym mieszkających na wsi. 
Poradnia jest czynna od poniedziałku do piątku, w godz. 9.00-17.00. Zainteresowanym podajemy adres fundacji: ul. Lindleya 12, Warszawa 02-005; tel. 0-22, 626-92-94 lub 0-25, 624-04-07.






Sprostowania

W „TP” nr 8/2002, w puencie komentarza Jerzego Pomianowskiego „Proroctwo Lenina” („Przedmiotem sejmowej transakcji był ten sam leninowski sznur, ale p. Lepper, posiadacz żyznych gruntów, nikomu nic nie sprzedał. Przeciwnie, kupił sobie od SLD kawał sznura.”), zamiast „żyznych” wydrukowaliśmy „żywych”.

*

W „TP” nr 9/2002, redagując recenzję Piotra Gruszczyńskiego, umieściliśmy w niej tzw. chorągiewkę, z której wynika, że zarówno Krzysztof Warlikowski, jak i Grzegorz Jarzyna reżyserowali „4.48 Psychosis” Sary Kane. To oczywiście pomyłka. Dramat ten wystawił Grzegorz Jarzyna, Krzysztof Warlikowski zaś inscenizował wcześniej „Oczyszczonych” tejże autorki.

*

W tym samym numerze, w tekście Agaty Ławniczak „Rzeczy dobre” poświęconym poznańskiemu festiwalowi Leniców, nie zaznaczyliśmy przedostatniego akapitu tekstu kursywą. Stworzyło to wrażenie, jakoby zdanie: „I ja też już jestem w tym wieku, że grzecznie z boku różnym poczynaniom się przyglądam, nie krytykuję, ale lubię już tylko rzeczy dobre!” było wypowiedzią autorki tekstu. W rzeczywistości jest to oczywiście puenta wypowiedzi Tadeusza Konwickiego.
Za pomyłki Autorów oraz Czytelników serdecznie przepraszamy.


REDAKCJA „TP”






Pomoc dla Emilka

Jesteśmy rodzicami trzyletniego Emilka chorego na ostrą białaczkę limfoblastyczną. Obecnie przebywa on w Klinice Onkologii i Hematologii Dziecięcej CM UJ w Krakowie. Mimo wielu cierpień, które przeżywa na co dzień, jest dzieckiem pogodnym, pełnym energii i chęci życia. Obecnie czeka na przeszczep szpiku kostnego. Niestety nikt z rodziny nie może być dawcą, dlatego trwają poszukiwania dawcy spoza rodziny. Związanych z tym ogromnych kosztów nie jest w stanie pokryć całkowicie budżet państwa, dlatego zwracamy się do wszystkich ludzi dobrego serca z gorącą prośbą o pomoc w ratowaniu życia naszego synka. 
Wpłaty prosimy kierować na konto:
Fundacja Przyjaciół Dzieci z Chorobą Nowotworową „Wyspy Szczęśliwe” przy Klinice Onkologii i Hematologii Dziecięcej PAIP CM UJ w Krakowie, ul. Wielicka 265, 30-663. 
PKO BP I o/Kraków 
56 10202892 110020982
z dopiskiem: Emil Górski
Znając sytuację wielu polskich rodzin, nie liczymy na duże kwoty, jednak każdy grosz może pomóc w uratowaniu życia naszego synka. Kwoty wpłacane na konto fundacji podlegają odpisowi od dochodu przy rozliczeniu podatkowym. Za wszelkie wsparcie serdecznie dziękujemy.


EWELINA I WITOLD GÓRSCY 
(Balice k. Krakowa)






Dom, na którym mi zależy

Temat tekstu Andrzeja Brzezieckiego („Inny kształt dialogu” – o spuściźnie ks. Józefa Tischnera „TP” nr 8/2002) poruszył mnie i zaskoczył. Rozważania o wojnie, która toczy się w bliskich mi środowiskach, nasiliły się po lekturze „Azymutu” (comiesięcznego dodatku do „Gościa Niedzielnego”), w którym już kilka razy zdarzało się, że ojciec Maciej Zięba krytycznie odnosił się do środowiska „Gazety Wyborczej”. Czytam „GW”, „Gościa Niedzielnego” (z „Azymutem”), „Znak”, „Więź”, „TP”. Szukam tam dróg, którymi podążają inni, a którymi i ja mógłbym chodzić. Nie interesuje mnie, z jaką formacją ideową jest związany dany publicysta. Dla mnie istotne są poglądy, a przede wszystkim pytania, które dany człowiek stawia sobie, światu i mnie. Czytam książki Michnika, Graczyka, Gowina, Tischnera, Zięby. Szukam tam opisu szczególnej, bo duchowej rzeczywistości oraz propozycji dróg wyjścia z wielu ślepych uliczek, w które zmierza człowiek współczesny. Szczególnie interesuje mnie człowiek związany z Kościołem, bo Kościół jest dla mnie Domem, na którym mi zależy. Jest dla mnie ważny nie jako szyld czy chorągiew, ale jako miejsce, gdzie mogę odpocząć i w atmosferze duchowego uniesienia przemyśleć pewne sprawy, przemodlić, ale także przedyskutować. Na razie, niestety, to tylko moje marzenia.
Ciągle czekam na moment, kiedy będziemy się mogli pięknie różnić na tym samym łonie Kościoła. Wszystkim nam chodzi chyba o to samo: o prawdę, jak pisze pan Brzeziecki. Myśli zawarte w artykule mogą stać się momentem zatrzymania dla wszystkich, którzy węszą wrogów tam, gdzie człowiek pyta, jak żyć. Książki: „Kościół, lewica, dialog”, „Między Panem a Plebanem”, „Nieszczęsny dar wolności”, „Kościół w czasach wolności”, „Kościół nie boi się wolności”, „Po szkodzie? Przed szkodą?”, „Polski Kościół, polska demokracja” są dla mnie – i myślę – powinny być dla wszystkich, szczególnie zaś dla ludzi Kościoła, powodem do zadania sobie pytań natury podstawowej: jak żyć w tym świecie i jak współżyć z tymi, którzy myślą i czują inaczej. Środowisko, w którym żyłem, było środowiskiem ludzi wierzących, a przynajmniej nie było w nim ludzi deklarujących się jako niewierzący, dopiero po przeczytaniu książek Adama Michnika zobaczyłem w niewierzących takich samych ludzi jak ja. Nieznany mi wcześniej świat ludzi niewierzących czy nie potrafiących uwierzyć, choć wcześniej wydawał mi się wrogi, okazał się fascynujący.
Nie rozumiem nieustannego dzielenia się na obozy i wmawiania innym, że ich środowisko źle coś rozumie albo działa na szkodę. Zamiast dokonywać rzetelnej analizy tego, co jest, często zadaje się pytanie: skąd pan jest? Partie, stronnictwa, środowiska to jak najbardziej potrzebne wspólnoty tworzone przez ludzi, a wykorzystywanie ich dla zwalczania przeciwników jest nieuprawnione. Tym bardziej nieuprawnione w Kościele, który przecież sam siebie nazywa powszechnym. Dziękuję autorowi za tekst tym bardziej, że jest młodym człowiekiem. Jest dla mnie dowodem na to, że wśród młodszych ode mnie podobne tematy wywołują jeszcze jakiekolwiek reakcje. 
Kilka słów chciałbym jeszcze napisać o tekście Piotra Legutki „Próżnia pogimnazjalna” („TP” nr 8/2002). Ukończyłem technikum, do którego wiele osób chciało uczęszczać, ale albo się nie dostały, albo nawet tego nie próbowały, gdyż poziom w tej szkole był wysoki. Po maturze, którą zdawało ponad 90 proc. uczniów, wszyscy moi koledzy i koleżanki dostali się na studia. Egzaminy były wtedy trudne, a chętnych na kierunki techniczne sporo. Wśród kolegów, z którymi jeszcze utrzymuję kontakt, nie spotykam bezrobotnych. Każdy radzi sobie dobrze i nie narzeka, że źle mu się żyje, bo ukończył technikum. Może to wyjątek, ale może lepiej byłoby postarać się o więcej takich wyjątków, niż dążyć do ich likwidacji. Za to wielu z absolwentów liceów ogólnokształcących nie ma pracy i jakoś nie wygląda na to, by liceum pomogło im w przekwalifikowaniu się. Po co gloryfikować jeden typ szkół, zamiast przenieść sprawdzone wzorce z jednego typu do innego? Reformę szkolnictwa powinno się zacząć od nauczycieli. To oni zreformują szkoły, bez nadawania im określonych profilów, statusów, bez utarczek, w które wciąga się uczniów. 


MIROSŁAW CHMIEL
(nauczyciel akademicki Politechniki Śląskiej w Gliwicach)






Pomóż kupić lek

Marcin Michalik ma 14 lat. Niedobór wzrostu i przewlekłe zapalenie wątroby typu C (stan po wyleczonym Wirusowym Zapaleniu Wątroby typu B) spowodowały, że Marcin przez rok musi zażywać RYBAWIRYNĘ. Potrzeba mu sześciu opakowań, które kosztują ponad 43 tys. zł. Lek ten jest pełnopłatny i nierefundowany dla dzieci przez Małopolską Regionalną Kasę Chorych. 
Wszystkim, którzy pomogliby zebrać potrzebną sumę podajemy numer konta: 
PEKAO SA I o/Kraków
12401431 7007439 2700 401112 001 
„LIVER”, 
z dopiskiem „MARCIN MICHALIK”
Ofiarodawcom dziękują: Marcin z rodzicami oraz rada Stowarzyszenia Pomocy Dzieciom Chorym na Schorzenia Dróg Żółciowych i Wątroby „Liver” w Krakowie.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 
 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl