Nr 10, 10 marca 2002

 

On-line: Obraz tygodniaKronika religijnaKomentarze Medytacja BiblijnaLiturgiczne czytania tygodnia

 


 

                     

 

 

 



Spóźnione wyznanie Güntera Grassa

Joachim Trenkner z Berlina


Swoją nową książkę, która w ciągu miesiąca osiągnęła półmilionowy nakład, Günter Grass poświęcił tragedii „Wilhelma Gustloffa”. Statek ten, zatopiony – razem z dziewięcioma tysiącami uchodźców, z czego połowę stanowiły dzieci – w styczniu 1945 przez sowiecką łódź podwodną na Bałtyku, stał się w niemieckiej świadomości symbolem cierpień uciekinierów i wypędzonych. Książką o nim Grass łamie tabu, które kiedyś sam tworzył. Żaden kraj Europy nie jest tak jak Niemcy uwikłany we własną historię, w dobrym i w złym. Chyba w żadnym kraju nie ma dziś tylu dyskusji historycznych. Teraz – takie można odnieść wrażenie – Niemcy prowadzą „debatę odciążającą”. A gdańszczanin z „blaszanym bębenkiem” przybywa im z odsieczą, ze swoim „wschodniopruskim tańcem śmierci”. Przez kilkadziesiąt lat Grass uważał się za głównego strażnika (zachodnio)niemieckiego konsensu, który nakazywał, by niemieckich cierpień nie przeciwstawiać zbrodniom, które popełnili Niemcy. Gdy teraz ktoś taki jak Grass wypowiada ten konsens, Niemcom najwyraźniej łatwiej jest czuć się nareszcie – także – ofiarami.   WIĘCEJ






O nieistniejącym już, a kiedyś podwójnym tabu w Polsce


„Ujrzałem wypędzonych na własne oczy”

Stefan Chwin


W połowie lat osiemdziesiątych razem z grupą polskich pisarzy zostałem zaproszony do Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Gdańsku. Ponurego gmachu strzegli funkcjonariusze tajnej policji w cywilu. Partia po zniesieniu stanu wojennego złagodziła właśnie kurs wobec intelektualistów. Gdy weszliśmy do sali na piętrze, partyjny dygnitarz wyjął z kasy pancernej kasetę wideo i w geście dobrej woli włączył telewizor. Tak właśnie po raz pierwszy zobaczyłem „Blaszany bębenek”, zakazany film Volkera Schloendorffa, oparty na powieści Güntera Grassa, którego ostatnie sceny przedstawiały deportację Niemców z Gdańska w roku 1945. Najnowsza książka Grassa, która właśnie ukazała się w Niemczech, byłaby w tamtych czasach dziełem zakazanym w równym stopniu. Zatopienie przez radziecką łódź podwodną statku „Wilhelm Gustloff” z tysiącami niemieckich uchodźców na pokładzie było szczególnie niebezpiecznym tematem.
O wypędzeniach Niemców z Gdańska Polacy wiedzieli oczywiście dużo wcześniej. Moja matka dobrze zapamiętała ludzi z walizkami, czekających godzinami w deszczu na starym peronie dworca we Wrzeszczu (niemieckim Langfuhr) na ostatni pociąg, który nocą odjeżdżał do – jak wtedy mówiono – „wschodniej strefy okupacyjnej”. Powiedzmy jednak wyraźnie: w czasach mojego dzieciństwa i później mało kto w Polsce współczuł wypędzonym Niemcom i interesował się ich losem. Przeciwnie: nie tylko komunistyczna propaganda, lecz i zwykli ludzie uważali, że Niemcom należało się to bolesne doświadczenie za Auschwitz i Treblinkę.   WIĘCEJ 






Czy powieść Grassa wpłynie na politykę?


Powrót „Centrum”

Wojciech Pięciak


Pamięć o własnych ofiarach II wojny światowej zawsze była w Niemczech obecna, nawet jeśli w NRD mogła mieć wymiar tylko prywatny, a w Niemczech Zachodnich – po tym, jak w latach 50. i 60. dominowała ona w pamięci zbiorowej – od lat 70. w odbiorze publicznym zaczęła schodzić w cień, także za sprawą Grassa i niemieckiej lewicy. Teraz, od połowy lat 90., widać tendencję do „normalizacji historii”: z jednej strony wspomnienie niemieckich zbrodni pozostaje silne, z drugiej nie przeszkadza w akcentowaniu własnych ofiar jako uprawnionego elementu pamięci.   WIĘCEJ






Niemcy dyskutują, Polacy działają


Muzeum i film

Marek Zając


W Gdańsku powstaje muzeum Grassa. Właściwie nie muzeum, lecz centrum dokumentacyjno-komunikacyjne. „To nie będzie placówka o profilu ściśle muzealnym. Nie powinna kojarzyć się z kapciami i wyświeconymi podłogami” – mówi „Tygodnikowi” Adam Koperkiewicz, dyrektor gdańskiego Muzeum Historycznego i jeden z inicjatorów projektu.   WIĘCEJ






Głosy z Wielkiej Brytanii


Niemcy coraz bardziej normalne

Tadeusz Jagodziński z Londynu


„Przełamywanie tabu”, „Zmiana frontu”, „Nowy etap w niemieckich zmaganiach z przeszłością” – pod takimi nagłówkami brytyjskie media informowały o debacie, którą między Odrą a Renem zapoczątkowała najnowsza książka Grassa „Im Krebsgang”. Chodzi oczywiście o zajęcie się przez niemieckiego noblistę losem cywilnych uchodźców z Prus Wschodnich pod koniec II wojny światowej.   WIĘCEJ






Głosy z Francji


Grass, czyli historia (francuska)

Jacek Kubiak z Paryża


Tabu – to słowo pojawia się najczęściej we francuskich komentarzach na temat nowej książki Güntera Grassa. I dyskusja tylko pozornie dotyczy literatury. Obalenie tabu przez powszechnie szanowanego tu Grassa interesuje Francuzów również ze względu na rozliczenia z ich własną historią. Wyczuwa się, jakby Francja czekała na swojego Grassa, który wyciągnie na światło dzienne wspomnienia szkieletów poutykanych od lat po szafach.   WIĘCEJ





Głosy z Czech


Milczenie, z polityką w tle

Václav Burian z Pragi


Sumienne relacje mediów o nowym Grassie nie wywołały na razie większej dyskusji.

Nastrój w Czechach, zwłaszcza w tym roku – zbliżających się wyborów parlamentarnych, które zdecydują też o następcy Václava Havla oraz wyborów samorządowych – nie sprzyja dyskusjom nad książkami. A może po prostu sam temat wypędzenia Niemców jest w Czechach tak silnie obecny, że nie powoduje już nadzwyczajnych reakcji?   WIĘCEJ









KRAJ I ŚWIAT




Regionalna, czyli ogólnopolska

Andrzej Kaczmarczyk


Trwa kolejny akt dramatu wokół telewizji publicznej. Tym razem przedmiotem gry są ośrodki regionalne. Stawka – jak i we wszystkich dotychczasowych odsłonach – jest wysoka.   WIĘCEJ






Debata o IPN czyli


Tajniki polskiej duszy

Adam Boniecki


Sesja sejmowa więcej niż o IPN powiedziała o „polskiej duszy”. Chociaż Prezes Instytutu odparł wszystkie zarzuty i wyjaśnił wątpliwości, obrońcy „dobrego imienia Polski” i tak pewnie pozostaną przy swoim, bo nie chodzi o argumenty ale o zagrożony „autoportret Polski”...
Kiedy na sali sejmowej ucichła wrzawa bitwy o pamięć i opadły dymy IPN ukazał się w nowym świetle, by nie powiedzieć blasku. Wystrzelano całą amunicję i żaden właściwie strzał nie uszkodził celu. Owszem, słuszność filozofii, stylu obranego przez IPN stały się jeszcze bardziej oczywiste.  WIĘCEJ






Polska armia w przededniu zakupu nowego myśliwca – jaki wybór podpowiada historia?


Kto nam da skrzydła

Andrzej Zaręba


Ulubionym tematem historycznej propagandy w czasach PRL był katastrofalny stan armii II Rzeczypospolitej – według niej ułani byli malowani i atakowali niemieckie czołgi przy pomocy szabel. Polacy zamiast czołgów mieli nędzne tankietki. Lotnicy polscy co prawda wyróżniali się bohaterstwem, ale ich samoloty nie nadawały się do niczego. Polska przegrała kampanię wrześniową, bo nie miała czym uzbroić żołnierzy (pomijam tu kilka innych powodów klęski, jakie podawała komunistyczna propaganda, na przykład – skandaliczną nieufność wobec wschodniego sąsiada).
Szczególnie zaciekle atakowano ówczesne dowództwo lotnictwa wojskowego za błędne decyzje. Ale akurat dysproporcje sił powietrznych widzieli w 1939 roku na własne oczy wszyscy obywatele Polski, którym niebo zawaliło się na głowę. Warto wrócić na chwilę do tego problemu, bo oto po 60 latach Polska znajduje się w podobnej rozterce, co w końcu lat dwudziestych.    WIĘCEJ






Czy w roku 2005 będziemy mieć tylko jeden wybór: SLD albo LPR/Lepper?


Platformy Obywatelskiej pożegnanie z polityką

Katarzyna Kolenda-Zaleska


Właściwie mogą mówić o sukcesie, właściwie wszystko się udało: weszli do Sejmu, mają ponad 50 posłów, są największym klubem opozycji. Ale po drodze coś się wypaliło. Nie mają już entuzjazmu, nie mają pomysłu, kim być. Nawet nie walczą o własny program. Zapowiadali, że „wyzwolą energię w milionach Polaków”. Tymczasem teraz powinni się zająć wyzwalaniem energii – w sobie.   WIĘCEJ






„Kultura” i Wolna Europa

Marcin Król


Gdyby nie brzmiało to nazbyt patetycznie, można by powiedzieć, że zasady ideologiczne Jerzego Giedroycia i Jana Nowaka-Jeziorańskiego były następujące: ani lewica, ani prawica, tylko Polska.   WIĘCEJ






Czy nieudolność prokuratury doprowadzi do... uwolnienia Miloszewicia?


Proces pod złą gwiazdą

Klaus Bachmann z Hagi


Skruszony przestępca tak nie wygląda. Slobodan Miloszević nie siedzi skulony na ławie oskarżonych: on tam rezyduje, jak szef dużego przedsiębiorstwa, który zza biurka karci niesfornych podwładnych. W roli karconych występują świadkowie: „Proszę odpowiedzieć, tak lub nie – atakuje „Slobo”. – Zeznaje pan pod przysięgą!”

Czy belgradzcy adwokaci „Slobo” mają rację, że Carlę del Ponte ten proces przerasta, jej tajemniczy świadkowie wycofują się, a ona sama nie ma dowodów? Zachowanie prokuratury wzmacnia takie wątpliwości.   WIĘCEJ





Pierwsi w sporcie

Anna Łabuszewska


Podwyższony poziom hemoglobiny u jednej ze startujących na igrzyskach olimpijskich rosyjskich sportsmenek stał się w Salt Lake City powodem tak skandalu, jak awantury.
W samej Rosji z kolei wywołał zbiorową antyamerykańską histerię – pierwszą od momentu przyłączenia się Moskwy do koalicji antyterrorystycznej.   WIĘCEJ






Zimbabwe: „wybory” prezydenckie i represje wobec opozycji


Władzy raz zdobytej Mugabe nie odda nigdy

Anna Husarska


Mniej więcej wtedy, gdy prezydent Bush ogłaszał „oś zła”, czyli listę krajów będących zdaniem USA zagrożeniem dla światowego pokoju, jego odpowiednik z Zimbabwe, prezydent Robert Mugabe, obwieścił swoją własną „oś niechcianych”. Znalazły się na tej liście niektóre kraje Unii Europejskiej: ich obywatele nie mogą przyjechać do Zimbabwe, aby w charakterze zagranicznych obserwatorów monitorować tamtejsze wybory prezydenckie.   WIĘCEJ






PRZEGLĄD PRASY









KOŚCIÓŁ




Papież, rozwody i prawnicy

Jan Woleński


Kościół katolicki myli dwie rzeczy: trwałość małżeństwa i jego nierozerwalność. Ochrona trwałości rodziny była zawsze jednym z celów normalnego ładu społecznego. Chrześcijaństwo tego nie wymyśliło.

Rozwód, jak każda instytucja prawna i społeczna, staje się dobry lub zły w zależności od okoliczności. Rozpad złych małżeństw jest z punktu widzenia zdrowia społecznego nie mniej ważny jak trwałość związków dobrych.    WIĘCEJ






Dlaczego Kościół broni nierozerwalności małżeństwa?

Ks. Remigiusz Sobański


Kościół nie może głosić prawdy objawionej inaczej niż ją poznał i pojmuje. Dotyczy to także prawdy o małżeństwie chrześcijan.   WIĘCEJ






Wielkopostne rekolekcje z „Tygodnikiem” (4)


Czy jest inna droga?

S. Małgorzata Chmielewska


Denerwujący jest natrętny krzyk żebraka, który przeszkadza nam słuchać ukochanego mistrza. Mamy dosyć słuchania o bezrobociu, o ludziach bezdomnych, starych, głodujących, o dzieciach na ulicy, samotnych matkach. Ich krzyk psuje nam dobre samopoczucie, przeszkadza w uroczystościach, spacerze z dziećmi, zasłużonym odpoczynku. Czujemy się bezradni. Przecież i nam nie jest łatwo. Ledwo wiążemy koniec z końcem. Płacimy podatki, niech oni się tym zajmą. Zatykamy uszy i rozgoryczeni własną bezradnością szukamy usprawiedliwienia, obarczając biedaków winą za to, że są biedakami, rząd za nieudolność, Kościół, że za mało robi. Zresztą nie każdy musi być Matką Teresą. Mamy swoje kłopoty, rodzinę, dzieci, pracę.   WIĘCEJ






Dwanaście koszy ułomków


Pocałunek Boga

Ks. Stanisław Musiał SJ


Seksualność jest siłą kosmiczną, tak mocną i powszechną jak siła przyciągania ziemskiego. Zaprogramował ją i stworzył sam Bóg. Użyta dobrze, jest źródłem szczęścia i radości. Używana źle, może zniszczyć każdego. Zamienia się wtedy w siłę demoniczną. A nie użyta wcale? Czy jest to możliwe, by jej nie używać? Czy można w ogóle jej się oprzeć? Tak! Pod warunkiem, że przeciwstawi się jej inną, ponadkosmiczną „siłę”, Chrystusa, miłość do Niego. Odnosi się to w szczególny sposób do katolików i katoliczek, którzy składają ślub lub przyrzeczenie czystości.    WIĘCEJ 






KS. MIECZYSŁAW MALIŃSKI









KULTURA




Jubileusz Zofii Chądzyńskiej


Gra w słowa

Mariusz Kubik


Kiedy w latach 70. na spotkanie z Julio Cortázarem w warszawskim klubie studenckim „Kwant” przyszło kilka tysięcy osób, autor „Gry w klasy” zdawał się być oszołomiony sukcesem „za żelazną kurtyną”. Zawdzięczał go w dużej mierze Zofii Chądzyńskiej, polskiej tłumaczce jego książek. „Nigdy się nie dowiem, co tam naprawdę napisałaś” – żartował.

Chądzyńska nie planowała, że zostanie tłumaczką i pisarką. Dziś nie sposób sobie wyobrazić wielu dzieł światowej literatury w innym niż jej tłumaczeniu.    WIĘCEJ





A poezja jest prawda

Andrzej Franaszek


1. Powiada Marian Stala, komentując wiersze Czesława Miłosza ze zbioru „To”: „Nie ma w nich absolutnej pewności, nie ma przekreślenia rzeczy nierozstrzygalnych, jest jednak nadzieja, która może liczyć tylko na siebie. Ta nadzieja, podpowiada poeta, musi nam wystarczyć”. W tych słowach można też zobaczyć esencję namysłu nad człowiekiem, który odnajdujemy w „Trzech nieskończonościach”, najnowszym dziele krakowskiego krytyka.

Z zagadnień z pozoru specjalistycznych Marian Stala potrafi wysnuć obserwacje istotne dla czytelników. Uważne słuchanie poetyckiego języka prowadzi go do badania duszy.   WIĘCEJ





FILM



„Klątwa skorpiona” Woody'ego Allena


Na Madagaskar!

Wojciech Kuczok


Z filmami Woody’ego Allena zazwyczaj jest tak, że lepiej zapamiętujemy z nich zadowolenie, jakieśmy z kina wynieśli, niż samą treść.

Zadowolenie szczególne, bo kwitowane po seansie zdawkowym „nic nowego”. Począwszy od liternictwa napisów czołowych, identycznego od trzydziestu lat, skończywszy na bohaterze, znerwicowanym nowojorskim Żydzie – czasem nierozgarniętym, częściej wściekle inteligentnym: wszystko to znamy. „Znacie? To posłuchajcie” – powiada Allen i wzrusza do rozpuku. Zaskoczenie jest niepożądane, w przewidywalności tkwi największy smaczek. 
„Klątwa skorpiona”, ostatni film Allena, jest więc jeszcze jednym wielce sympatycznym dziełem, które za parę miesięcy trudno będzie odróżnić od kilkudziesięciu wcześniejszych. Tym bardziej warto zastanowić się nad źródłami przyjemności, jakiej i tym razem nam dostarcza – i spróbować je utrwalić.   WIĘCEJ






MUZYKA POWAŻNA



Muzyka według Herreweghe

Tomasz Cyz


Gdy pojawia się na podeście, rozlegają się gromkie brawa. Staje nieco przygarbiony, jednocześnie czujny i skupiony. Podczas opowieści Ewangelisty zastyga w bezruchu, przysłuchuje się, pozornie nie prowadząc i nie dyktując niczego. Za chwilę krótkim, ciętym gestem kieruje wtrąceniami tłumu-chóru. Wreszcie zdecydowanym ruchem całego ciała jednoczy się z pieśnią chorałów. Kołowe ruchy dłoni, ramion –subtelne, prawie niewidoczne, chwilami intensywne, ostre. Czasem lekkie skinięcie głową znaczy gest porozumienia czy pochwały, innym razem wskazujący palec przyłożony do ust wskazuje potrzebę nagłej zmiany dynamicznej. Prawa ręka zwykle ustala rytm; lewa zatacza kręgi i koła, malując nastrój. Philippe Herreweghe...   WIĘCEJ





Pasja Mateuszowa na płytach

Michał Okoński


Coraz częściej gościmy w Polsce barokową czołówkę. W ciągu zaledwie pięciu lat Philippe Herreweghe dyrygował tu trzykrotnie, koncertowali także Nikolaus Harnoncourt, Sigiswald Kujiken i Paul McCreesh. Tym, których ominął udział w koncertach, pozostają płyty. W dobrych sklepach muzycznych można kupić kilkanaście różnych wykonań „Pasji wg św. Mateusza”, maniacy z Bach Cantatas Website recenzują 76 nagrań z ostatnich 70 lat. Które wybrać?   WIĘCEJ






NOTATKI



WŚRÓD KSIĄŻEK








FELIETONY



Votum separatum

Trudno mi zrozumieć...

Józefa Hennelowa


28 lutego miał miejsce w Sejmie sabat czarownic. Sprawozdanie prezesa IPN z ubiegłorocznej działalności instytucji wywołało obłędny atak ze strony posłów Ligi Polskich Rodzin i Samoobrony.    WIĘCEJ






„F”


Piotruś

Małgorzata Musierowicz


Zachorowałam na grypę, a ta się skomplikowała. Gorączka sięgnęła 40 stopni i mąż stracił zaufanie do moich metod samopomocy medycznej; udał się desperacko po ratunek do służby zdrowia. Prostolinijny jak zawsze, sprowadził – po raz pierwszy, odkąd płacimy na ZUS – rejonową lekarkę pierwszego kontaktu. Tym samym musiał strzelić jakąś gafę, bo młoda pani doktor przybyła nadąsana. – No? – spytała groźnie, wchodząc do pokoju i obrzucając potępiającym wzrokiem bibliotekę, kwiaty i obrazy. – Co tu się dzieje?! – a kiedy wyjaśniłam, że nie mogę oddychać, młoda osoba nie powstrzymała już swego gniewu: – Oj, pani Musierowicz! Pani tu sobie żyje w swoim pogodnym, radosnym świecie, ale rzeczywistość jest całkiem inna niż w pani książkach! – wybuchnęła.    WIĘCEJ






Ze wspomnień (197)

Michał Komar


Olek handlował biletami pod kinem „Moskwa”. Był niski, zwinny i miał długie ręce. Nazywano go Hieną, ponieważ atakował znienacka, kolanem w podbrzusze, odskakiwał na bezpieczną odległość, przyglądał się leżącemu z wesołym zaciekawieniem, by po chwili doskoczyć i kopnąć w twarz, raz albo więcej. Kiedy ofiara traciła wolę życia, Olek wzruszał się i wydawał z siebie chichotliwy spazm.   WIĘCEJ






Rzeczy prawdziwe i fantasmagorie


Islam i islam

Jadwiga Żylińska


Kiedy mieszkałam na Kresach, moje najbliższe sąsiedztwo stanowiły Alekszyszki, majątek należący do Romanowiczów, Tatarów. Romanowicze, Achmatowicze, Murza Murzicze to były rodziny tatarskie, osiedlone na Litwie w jej dawnych granicach przez Wielkiego Księcia Witolda.   WIĘCEJ






Centralizacja i odpowiedzialność

Marcin Król


Po kilku miesiącach rządzenia przez panującą nam koalicję widać już, na czym jej najbardziej zależy. W stosunkach międzynarodowych – na wejściu do Unii Europejskiej, a w stosunkach wewnętrznych – na podporządkowaniu sobie wszystkiego, co tylko podporządkować można. Od kultury i edukacji po prywatyzację i samorządy wszystko stopniowo jest zagarniane przez władzę.   WIĘCEJ









LISTY

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 10, 10 marca 2002

Szczegółowe omówienie


Obraz tygodnia


Kronika religijna


Komentarze

Medytacja Biblijna

 

Liturgiczne czytania tygodnia

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl