Głosy z Czech
Milczenie, z polityką w tle
Václav Burian
z Pragi
Pojawienie się nowej powieści Grassa zrelacjonował już na początku
lutego, dokładnie w pierwszym dniu sprzedaży książki, berliński korespondent Czeskiej Agencji Prasowej Luboš Šebestík. Potem wydarzenie zostało szczegółowo omówione przez ważniejsze czeskie gazety codzienne. Autorka najpoczytniejszego dziennika „Mladá fronta Dnes” Alice Horáčková zacytowała czeskiego tłumacza Grassa, Hanuša Karlacha, który przypomniał, że tematyka ucieczki i wypędzenia Niemców z dawnych terenów wschodnich nie jest u niemieckiego noblisty czymś nowym: w powieści „Wróżby kumaka” obecny jest bowiem np. motyw zakładania cmentarza tak dla Niemców, jak i dla Polaków. Według dziennika czeski przekład powieści pojawi się na przyszłorocznych majowych Targach Książki w Pradze. Obszernie nową powieść Grassa omawia także recenzentka gazety „Lidové noviny” Kateřina Hejdová, podkreślając, że wydarzeniem jest już sam fakt, iż tragedia związana z wypędzeniem została opisana przez czołowego intelektualistę lewicowego, znanego raczej dotąd z przypominania rodakom niemieckich win.
Sumienne relacje mediów o nowym Grassie nie wywołały na razie większej dyskusji – choć, zważywszy na niedawną burzę polityczną wokół wypowiedzi premiera Zemana na temat Niemców sudeckich (premier Czech nazwał ich „piątą kolumną Hitlera” i powiedział, że powinni się cieszyć, że zostali „tylko” wypędzeni, a nie skazani za zdradę Czechosłowacji na śmierć; wywołało to ostre reakcje w Niemczech, w tym w niemieckim rządzie). Nastrój w Czechach, zwłaszcza w tym roku – zbliżających się wyborów parlamentarnych, które zdecydują też o następcy Václava Havla oraz wyborów samorządowych – nie sprzyja dyskusjom nad książkami. A może po prostu sam temat wypędzenia Niemców jest w Czechach tak silnie obecny, że nie powoduje już nadzwyczajnych reakcji?
Być może odgrywa tu rolę pewien dodatkowy czynnik: w odróżnieniu od filmu czy muzyki rozrywkowej, po „aksamitnej rewolucji” 1989 roku w Czechach literatura utraciła swe dawne i zaszczytne miejsce w świadomości publicznej. Nawet najbardziej prestiżowe nagrody literackie nie wywołują dzisiaj specjalnego zainteresowania. O programie telewizyjnym, który skutecznie zwracałby uwagę opinii na ciekawe zjawiska literackie, nie ma nawet co marzyć.
A może właśnie uwagę odwracają w innym kierunki tacy politycy, jak czeski premier Miloš Zeman, ostatnio porównujący Arafata do Hitlera, albo Węgier Viktor Orbán, który o kwestii „dekretów Beneša” (na ich podstawie wysiedlono po 1945 r. Niemców) mówi w sposób, jaki dotąd zarezerwowany był jedynie dla radykalnych działaczy ziomkostwa Niemców sudeckich? Ponura historia wraca więc w Czechach, nawet bez Grassa.
|