Dwanaście koszy ułomków

Atom Bożej miłości

KS. STANISŁAW MUSIAŁ SJ

 

Co jest najwyższym przejawem miłosierdzia Bożego względem nas ludzi, tutaj na ziemi? Czy może to, że Pan Bóg odpuszcza nam grzechy, czyli że wiąże na powrót zerwaną nić przyjaźni, która łączyła nasze serca z Jego „Sercem”? Nie! Jeszcze coś innego, w wymiarze ziemskim – większego. 
Fariduddin Attar, perski teolog i mistyczny poeta islamski, zmarły w 1220 r., a więc 6 lat wcześniej zanim zmarł św. Franciszek z Asyżu, autor m.in. „Rozmów ptaków”, gdzie 30 ptaków-dusz poszukuje króla ptaków, Boga, opowiada historię o Jezusie. Historię tę odnaleźć można w „Księdze nieszczęść”, innym jego dziele mistycznym, w którym wędrowiec pyta codziennie przez 40 dni kogoś innego o drogę do Boga. Pewnego razu Jezus, wędrując przez pustynię, spotkał w małej oazie samotnie żyjącego ascetę. Pustelnik wybudował sobie piękny dom Boży, pośrodku porosłego bujną zielenią ogrodu, przy źródle, tryskającym zimną wodą. Jezus zapytał pustelnika: „O asceto, wielce nabożny czcicielu Boga, powiedz mi, cóżeś tutaj sobie wybudował? Dlaczego? W jakim celu?” „Szlachetny mężu Boży – odpowiedział asceta – moje życie chyli się już ku końcowi. Z wielkim trudem udaje mi się przeżyć kolejny dzień. Zdobywam się na ten wysiłek tylko z posłuszeństwa dla Boga. Pragnąłbym jednak przed śmiercią tylko jeszcze jednego od Boga i to byłoby moje ostatnie życzenie tutaj na ziemi”. Jezus zapytał pustelnika, o jakie życzenie mu chodzi. „Ach – westchnął głęboko starzec – chciałbym, żeby Bóg dał mi maleńkie ziarnko, choćby jeden atom miłości ku Sobie”. Jezus poprosił Boga, by raczył spełnić pragnienie starca. I udał się w dalszą drogę. Bóg przychylił się do prośby Jezusa.
Po pewnym czasie przyszło Jezusowi przechodzić tą samą drogą przez pustynię. Jakież było jego zdziwienie, gdy w oazie nie zastał już pustelnika! Dom Boży znajdował się w całkowitej ruinie, źródło wyschło, a po ogrodzie nie pozostało ani śladu. Jezus zwrócił się do Boga z zapytaniem, co się stało z pustelnikiem. „Idź na sąsiednią górę – powiedział mu Bóg – a tam go znajdziesz”. I rzeczywiście. Był tam. Jezus nie mógł uwierzyć własnym oczom. Starzec znajdował się w przerażającym stanie, bardziej podobny do umarłego niż do żyjącego człowieka. Asceta nie zareagował ani na pozdrowienie Jezusa, ani też nie odpowiedział na żadne z Jezusowych pytań. Dopiero Pan Bóg wyjaśnił Jezusowi, co się stało. Pustelnik otrzymał od Niego to, czego pragnął: „atom” doskonałej miłości ku Niemu. Z tą chwilą, w momencie otrzymania daru Bożej miłości, starzec przestał się interesować czymkolwiek na ziemi.
Inny islamski mistyk, teolog sufijski arabski, Abu Hamid al-Ghazzali, żyjący wiek wcześniej od Attara, podaje podobną historię o Jezusie w swoim dziele „Ożywienie nauk religijnych”. Księga ta jest kopalnią różnych opowieści o Jezusie. Trzeba pamiętać, że mistycy sufijscy przyjaźnili się często z mnichami i pustelnikami chrześcijańskimi. Ci ostatni nazywali ich „przyjaciółmi Jezusa”. Otóż pewnego razu Jezus napotkał grupę trzech mężczyzn. Byli bardzo wychudzeni i bladzi. Jezus zapytał ich, co im dolega i co ich doprowadziło do takiego stanu. Odpowiedzieli: „Strach przed piekłem”. Jezus pocieszył ich, że Bóg jest miłosierny i że na pewno nie skaże ich na męki wieczne. Po chwili Jezus natknął się na kolejną grupę trzech mężczyzn. Wyglądali jeszcze gorzej. Zapytał ich o przyczynę ich stanu. Odpowiedzieli: „Tęsknota za rajem”. Jezus zapewnił ich, że Bóg w swoim wielkim miłosierdziu na pewno otworzy przed nimi szeroko bramy nieba. Wreszcie Jezus napotkał trzecią grupę, również złożoną z trzech mężczyzn. Wyglądali nieporównanie gorzej od mężczyzn z drugiej grupy. Tylko ich twarze lśniły jak „lustra światła”. Ich także zapytał Jezus, dlaczego ich ciała znajdują się w tak opłakanym stanie. Padła odpowiedź: „Miłujemy Boga!” Jezus powtórzył trzykrotnie: „O wy wtajemniczeni, bliscy (Boga)”!
W apokryficznej Ewangelii św. Tomasza, jednym z najciekawszych pozaewangelicznych zbiorów wypowiedzi Jezusa z początku II wieku, znajdujemy słowa: „Kto jest blisko mnie, jest blisko ognia”. Kto jest blisko Boga, jest blisko ognia. Może zatem spłonąć. To dlatego Mojżesz, jak podaje Pismo św., widział Boga tylko od tyłu. Nie zniósłby piękna oblicza Bożego. Musiałby w swym ziemskim ciele umrzeć. Z miłości.
Dopóki nosimy nasze śmiertelne ciała, Bóg nie wkłada w nasze serca ziaren doskonałej miłości ku Sobie, bo chce nas zachować przy życiu. Nie moglibyśmy funkcjonować normalnie w naszym świecie. Dopiero nasze ciała uwielbione, w niebie, będą w stanie wytrzymać żar miłości Bożej. Będziemy wtedy podobni do Boga, który ukazał się Mojżeszowi, jako krzak gorejący. Krzak płonął i nie spalał się.
Wielu ludzi kocha Boga już tutaj na ziemi miłością wielką, szczerą. Ale nie jest to jeszcze ,,ziarnko” miłości Bożej doskonałej. Chyba tylko w chwili śmierci u męczenników. Św. Augustyn, zniewolony pięknem kobiecego ciała, boleśnie przeżywał rozdarcie między grzechem, a pragnieniem miłości Boga. Przekonywał sam siebie, że jeśli Bóg stworzył ten świat takim pięknym, to jakże pięknym musi być On sam! Spod pióra Augustyna wyszły później wspaniałe słowa-wyznanie: „Późno Cię ukochałem, Piękności moja, tak stara i tak nowa! Późno Cię ukochałem!” Ale i nawet wtedy, gdy Augustyn przedarł się przez przeszkody tego świata do miłości Boga, nie położył jeszcze stopy na Drugim Brzegu. Nie otrzymał od Boga „ziarnka” miłości doskonałej. Pan Bóg potrzebował Augustyna tutaj na ziemi, przy życiu. Nie chciał, by spalił się w ogniu Swej miłości.
Bóg jest wielki i miłosierny w tym, co nam daje, ale jeszcze większy i miłosierniejszy w tym, czego nam nie daje. Dla naszego dobra. Także i w tym, że nie daje nam tutaj „atomu” Swej doskonałej miłości ku Sobie. Toteż błądzi często nasze serce. Inwestuje swoją miłość w to, co przemija, nigdy nie nasycone doskonałym szczęściem.
„Niespokojne jest serce ludzkie, dopóki nie spocznie w Bogu” – inne znane zdanie z „Wyznań” Augustyna. Wyposażył nas Bóg w dar nad dary, w kompas, byśmy mogli pielgrzymować do Niego w tym świecie. Dał nam niespokojne, wyczekujące, adwentowe serce.

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl