Kobiety w Biblii

Kobieta z Endor

ELŻBIETA ADAMIAK

 

Saul – król, pomazaniec, który stracił Boże wybranie – staje wobec sytuacji, której nie potrafi sprostać. Choć przyzwyczajony do walk, po kolejnych potyczkach, kiedy „zobaczył obóz Filistynów, przestraszył się i serce w nim mocno zadrżało” (1 Sm 28,5). Nie potrafi podjąć decyzji – walczyć czy uciekać. Samuel, który służył mu radą w takich momentach, nie żyje. Saul szuka ratunku bezpośrednio u Boga. „Radził się więc Saul Jahwe, lecz Jahwe nie odpowiedział mu ani przez sen, ani przez urim, ani przez proroków” (28,6). Saul nie mogąc znikąd uzyskać rady, zrozpaczony, bezradny, chwyta się sposobu, który sam zwalczał. Szuka „kobiety wywołującej duchy” (28,7), by z jej pomocą zapytać o radę... Samuela. Przeczy sam sobie – wcześniej „wygnał z kraju tych, którzy zajmowali się wywoływaniem duchów zmarłych, oraz wróżbiarzy” (28, 3 i 9). Postępował wówczas według Prawa, surowo zakazującego tego rodzaju praktyk (por. Kpł 19,31; 20, 6 i 27; Pwt 18,11). 
Słudzy kierują Saula do kobiety z Endor. Saul udaje się do niej w przebraniu. Spotkanie kobiety z Endor z Saulem odbywa się według zadziwiającego scenariusza. Ona daje się najpierw długo przekonywać nieznanemu przybyszowi, wyjaśniając mu, że jego prośba może sprowadzić na nią śmierć – ze względu na rozkaz króla Saula! W końcu zawierza obietnicom przybysza, że nie będzie ukarana z powodu spełnienia jego prośby. Wywołuje ducha Samuela. I tu zaczyna się najdziwniejsza część historii: kobieta poznaje wtedy, kto jest tajemniczym nieznajomym. „Na widok Samuela kobieta zakrzyknęła głośno i zawołała do Saula: »Dlaczego oszukałeś mnie? Ty jesteś Saul!«” (28,12). Po raz kolejny ulega jednak namowom i obietnicom, składanym przez Saula, i wywołuje ducha Samuela. 
Tak oto stajemy się świadkami dialogu dwóch mężczyzn. Saul z „ust” Samuela dowiaduje się gorzkiej prawdy: „...Jahwe odstąpił od ciebie i stał się twoim wrogiem... Odebrał Jahwe królestwo z twoich rąk, a dał je twemu przyjacielowi – Dawidowi... jutro ty i twoi synowie znajdziecie się razem ze mną, a obóz izraelski wyda Jahwe w ręce Filistynów” (28, 16 i 17 i 19). 
Saul, zdruzgotany wieściami, pada na ziemię. Wtedy – po raz kolejny – otrzymuje pomoc kobiety z Endor. Mówi ona: „Oto usłuchała twoja służebnica twego głosu: naraziłam swe życie na niebezpieczeństwo usłuchawszy twych słów, któreś do mnie wypowiedział. Proszę, usłuchajże teraz z kolei i ty głosu swej służebnicy! Przyniosę ci trochę jedzenia. Powinieneś się posilić, żeby nabrać sił przed wyruszeniem w drogę” (28,21n). Mieszkanka Endor urządza niemal ucztę – zabija tuczne ciele, piecze przaśne chleby. Saul i jego słudzy, posłuszni jej słowom, „zjedli, powstali i odeszli jeszcze tej samej nocy” (28,25) – na spotkanie temu, co miało nastąpić. 
Opuszczony niemal przez wszystkich, Saul niespodziewanie odnalazł pomoc w osobie kobiety, dla której życia stanowił zagrożenie. Ona zaryzykowała własnym istnieniem, by spełnić jego prośbę. Ten, który dzierżył w ręku władzę – także nad życiem i śmiercią innych – sam zmierza jednak ku śmierci. Ta, która spełniała zakazane przez Prawo praktyki, zostaje ocalona. Najdziwniejsze w tej historii jest chyba jednak to, że wszystko, co stało się przez zabiegi bezimiennej kobiety z Endor, służyło odsłonięciu prawdy przed Saulem. Od niej, ostatniej osoby, od której mógł spodziewać się wsparcia, otrzymał pokrzepienie na ostatni dzień swego życia.

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl