Krzywda kardynała Bernardina

MAREK ZAJĄC

 

„Prosta prawda zawierała się w kilku słowach: nigdy nie zrobiłem tego, co mi zarzucano” – pisał kardynał Joseph Bernardin, którego w listopadzie 1993 roku oskarżono o seksualne molestowanie kleryka. Po stu dniach okazało się, że arcybiskup Chicago padł ofiarą manipulacji.


Ksiądz Bernardin, syn włoskich emigrantów, błyskawicznie piął się po szczeblach kościelnej kariery. Urodził się w 1928 r. w Columbii, w stanie Karolina Południowa. Przerwał studia medyczne, by wstąpić do seminarium. W 1952 r. otrzymał święcenia kapłańskie. 
Kiedy w 1966 r. papież Paweł VI wyświęcił go na biskupa pomocniczego Atlanty, 38--letni wtedy Bernardin był najmłodszym amerykańskim biskupem. Po sześciu latach został arcybiskupem Cincinnati. W latach 1974–77 przewodniczył Krajowej Konferencji Biskupów Katolickich oraz Katolickiej Konferencji USA. W 1982 r. objął stolicę arcybiskupią w Chicago, a sześć miesięcy później przyjął kardynalski kapelusz z rąk Jana Pawła II. 
W Chicago, drugiej co do wielkości diecezji w USA, Bernardin szybko zdobył zaufanie i szacunek nie tylko wiernych Kościoła katolickiego. Jak na ironię, na początku swej posługi arcybiskup musiał stawić czoło lawinie skandali dotyczących przypadków pedofilii wśród duchownych. Bernardin od razu zdecydował się na ścisłą współpracę z policją. Organizował też pomoc prawną i medyczną dla ofiar, jak i dla oskarżonych o molestowanie seksualne. Wielokrotnie stawiano go za wzór postępowania w tych delikatnych i jednocześnie budzących powszechne oburzenie przypadkach. 
Nikt nie przypuszczał, że kiedykolwiek kardynał sam będzie musiał odpierać podobne zarzuty.
Najpierw pojawiły się niejasne przecieki. „W środę, 10 listopada 1993 r., przebywałem na Uniwersytecie Columbia, gdzie miałem wygłosić doroczny wykład poświęcony dziełu Thomasa Mertona – wspominał potem Bernardin. – Kardynał John O’Connor, u którego się zatrzymałem, powiedział mi, że krążą niepokojące plotki: nieznany jeszcze z nazwiska kardynał ma zostać oskarżony o molestowanie seksualne (...). Ich niejasność mogła z jednej strony wywołać ledwie wzruszenie ramion, lecz z drugiej – wzbudzać nieokreślone obawy”. 
Następnego dnia wszystko był już jawne: niejaki Steven Cook, mieszkaniec Filadelfii, oskarżał Bernardina o molestowanie seksualne. Cook, chory już wtedy na AIDS, twierdził, że jako kleryk studiujący w seminarium św. Grzegorza w Cincinnati został przyprowadzony do pokoju Bernardina, ówczesnego arcybiskupa tego miasta, i zmuszony do odbycia stosunku seksualnego. 
Kardynał wyznawał później: „Czułem się głęboko upokorzony, dowiadując się z rozmów telefonicznych, że zarzuty przeciwko mnie okrążyły już świat. (...) Moi doradcy nakłaniali mnie do wydania oświadczenia dla prasy i telewizji, gdy tymczasem furgonetki reporterów parkowały coraz gęściej na ulicy, co obserwowałem z okien swojego biura”.
Arcybiskup nie unika jednak prasy. W ciągu kilku dni uczestniczy w 15 konferencjach prasowych, na których powtarza, że jest niewinny. Już na pierwszym spotkaniu z dziennikarzami pada pytanie: czy kardynał prowadzi aktywne życie seksualne. „Zawsze żyłem w czystości i celibacie” – odpowiada Bernardin. Po latach wspominał: „Pełne rezerwy napięcie zelżało, a ja spoglądając po twarzach siedzących przede mną osób widziałem, że słowa moje zostały przyjęte z wiarą”. Jeden z dziennikarzy powiedział później arcybiskupowi: „Wiemy, że ksiądz kardynał mówi prawdę, lecz musimy zadawać te wszystkie pytania. Na tym polega nasza praca”.
Bernardin nie chce finansować kosztów wynajęcia adwokatów z kasy archidiecezji: obawia się, że wierni przestaliby składać na jej rzecz datki. Kilka prestiżowych kancelarii adwokackich deklaruje, że będzie go bronić na zasadzie pro bono. 
Wkrótce w sądzie federalnym w Cincinnati rozpoczyna się proces. Oskarżyciele nie dysponują żadnymi wiarygodnymi dowodami. Okazuje się, że Cook „przypomniał” sobie incydent z kardynałem w trakcie... seansu hipnotycznego. A jego terapeutka przyznaje, że ukończyła jedynie kilkugodzinny kurs hipnozy. Fotografia, która miała być dowodem bliższych relacji między arcybiskupem a Cookiem jest w rzeczywistości grupowym zdjęciem z seminarium św. Grzegorza, zrobionym podczas rutynowej wizyty arcybiskupa. Książka, którą Bernardin miał zadedykować młodemu klerykowi, nie zawierała żadnego autografu. 
28 lutego 1994 r. Cook wycofuje akt oskarżenia.
To jednak nie koniec. Kardynał wspominał potem: „Wiedziałem, że Steven to zagubiona owca, a ja – jako pasterz – musiałem ją odnaleźć”. Bernardin od początku podejrzewał, że padł ofiarą manipulacji, a Cook był w tej grze jedynie pionkiem. I zarazem ofiarą. Arcybiskup wie jednak tylko, że powoli umierający na AIDS Cook mieszka w Filadelfii pod opieką przyjaciela.
Kardynał kontaktuje się z matką swego oskarżyciela. Dowiaduje od niej, że syn już od dawna chciałby z nim porozmawiać. Spotykają się w grudniu 1994 r., w kampusie seminarium św. Karola Boromeusza w Filadelfii. Kardynał zapewnia Stevena, że nie ma do niego żalu. Ten w odpowiedzi prosi arcybiskupa o przebaczenie. 
A wcześniej opowiada o kulisach niedawnych wydarzeń.
Oto bowiem Cook, jako kleryk, został wykorzystany seksualnie przez pewnego księdza. Przełożeni w seminarium zignorowali jego skargę; rozgoryczony Cook odszedł wtedy od Kościoła. Po wielu latach spotkał prawnika z New Jersey, specjalistę od molestowania seksualnego przez duchownych. Adwokat poznał Cooka z księdzem, który namówił Stevena do oskarżenia kardynała. Przekonał go, że łatwiej mu będzie uzyskać zadośćuczynienie od Kościoła, kiedy przed sądem stanie tak wysoki rangą duchowny. Sugestie wrogo nastawionego do Bernardina księdza i nieumiejętnie przeprowadzona hipnoza spowodowały, że Cook sam uwierzył w spreparowane zarzuty.
Po tej rozmowie kardynał odprawił dla Stevena Mszę św. i udzielił mu sakramentu namaszczenia chorych. Wręczył też Biblię z autografem i liczący sto lat kielich. Przyjaźń między Bernardinem a Cookiem trwała aż do śmierci Stevena we wrześniu 1995. 
Rok później, 14 listopada 1996 roku, kardynał zmarł na raka trzustki. 
Kilkanaście dni przed śmiercią Bernardin zanotował: „Kiedy wypełnia nas pokój wewnętrzny, odnajdujemy wolność, by w pełni być sobą, nawet w najtrudniejszych chwilach”.

Cytaty pochodzą z książki kardynała Bernardina „Dar pokoju” (WAM, Kraków 1999).

Marek Zając

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl