A mój syn

Felieton napisany przeze mnie

JACEK PODSIADŁO

 

A mój syn, kiedy dorośnie, będzie robakologiem. To postanowione. Odkąd jednego dnia ugryzły go osa i dwie czerwone mrówy, nie masz konkurencji dla jego zainteresowania pchłami, pająkami, muchami, glizdami, molami i innym badziewiem, którego pełno na lądzie i w powietrzu. W związku z tym skupujemy też książki o Świerszczach Jerozolimskich („Skrzydła tylko by mu przeszkadzały, więc ich nie ma”), Pchlicach Śniegowych („Jeśli ją weźmiesz do ręki, ciepło dłoni zabije ją w kilka sekund”), Motylach Agraulisach („spija łzy aligatorów”) i innych Karaczanach („Jedzą wszystko, nawet karton, plastikową izolację kabli czy własne potomstwo”). Między innymi dlatego, że życie Pchlicy Śniegowej jest ciekawsze niż życie, dajmy na to, Wojciecha Bąka czy Janusza Muchy, nie martwi mnie wcale, że mój syn będzie robakologiem, nie poetą. Jak może wiecie, ja jestem właśnie poetą, ale niech sobie jabłko pada daleko od jabłoni, proszę bardzo.
Byle nie poturlało się pod gruszę! Nie gonię swej latorośli do rymowania, dbam jednak, żeby nie spędzała całego czasu między karaczanami, lecz zajrzała też czasem do Pszczółki Mai lub Pchły Szachrajki. I, co tu dużo gadać, ucieszyłem się jak Agraulis, który trafił na pogrzeb aligatora, kiedy mój własny syn, krew z krwi, żółć z żółci, napisał pierwszy w życiu poetycki tekst. Stało się to zaraz po Nowym Roku, w przedszkolu, gdzie dziecko odkłada czasem zabawki na bok, żeby napisać do ojca list. Oto ów list-wiersz w postaci, w jakiej wyszedł spod flamastra, dużymi literami i pod adresem „Tacie”:

HEJ! HO! 2002 ROKU
HEJ! HO! WIELKANOCO
HEJ! HO! MUJ KOCHANY TATO
HEJ! HO! TWUJ SYNIE DAWIDZIE
HEJ! HO! PRZEDSZKOLE
HEJ! HO! HEJ! HO! HEJ! HO!
HEJ! HO! ŚNIEGU
HEJ! HO! NASZ WSPANIAŁY ŚWIECIE
HEJ! HO! PANIE BOŻE
HEJ! HO! NASZA DUSZO WSPANIAŁA
HEJ! HO! JEST CIEPŁO I ZIMNO
HEJ! HO! LIST NAPISANY PRZEZ 
DAWIDA

Zdarzało mi się już zachwycać poetyckim polotem cudzych dzieci, do dziś pamiętam z jakiejś gazety sprzed lat wierszyk pięcioletniej dziewczynki: „Rano / nakrzyczałeś na mnie. / Odwróciłam się do ściany / i wszystko było w paseczki”. Ale żeby moja własna łachudra pisała od ręki to, nad czym ja w poetyckim mozole trudzę się godzinami? W dodatku z pełną nieświadomością? Podpytywałem go później, jak może być „ciepło i zimno”, skąd mu się wzięła Wielkanoc zaraz po Bożym Narodzeniu, ale nie potrafił tego wyjaśnić i dziwił się, że pytam. „No bo jak pomyślałem o Nowym Roku, to mi się przypomniało, że będzie Wielkanoc”. 
No dobrze, przyznam się, że trochę się boję tej chwili, kiedy moje dziecko okaże się kimś zupełnie innym, do końca osobnym. Kiedy pójdzie na pierwszą randkę, kupi pierwsze czerwone szelki albo wyprowadzi się do młodzieżowej przybudówki SLD. Niech sobie będzie swobodny, niech w nosie ma poezję i felietonistykę, niech się buntuje albo jeszcze gorzej, niech się nie buntuje, ale niech nigdy nie dojdzie do tego, że go nie będę rozumiał. Choć wiem, jaka jest kolej rzeczy; toż sam napisałem kiedyś, żeby się trzymać robactwa, wiersz pt. „Motyl”: „Goniąc motyla / zabiłem swego Ojca. / Lecz mam motyla”. I nie dość, że będę kiedyś lał krokodyle łzy nad synem, co się oddalił, to jeszcze jakiś Agraulis przyleci i mi je wypije. 

P.S. Wskutek Waszych e-maili poczułem się mądry i sympatyczny. Np. Basia Internetowy Nowicjusz napisała: „Tydzień temu, kiedy listonosz przyniósł »TP«, z przerażeniem stwierdziłam brak Pana felietonu. I po raz pierwszy zbojkotowałam lekturę tygodnika nie przeczytawszy ani jednej kartki. Pana teksty są jak klucz, zawsze przez te drzwi przechodziłam do trudniejszych artykułów, felietonów cięższych, nafaszerowanych teologią. Wczoraj już uspokojona lekturą „ Wó... wia...” pomalutku pochłaniałam: okładkę, str. 13. 9, 5, 8... Dziękuję więc za treści, rewelacyjną formę, wyrazistość i wiadomości, co nadaje tv i o czym pisze Viva (na szczęście nie jestem posiadaczką odbiornika ani czytelniczką w.w. gazety). Dziękuję też za Pana miłość do syna, która przenika każdą literkę felietonu (wiem, że brzmi trochę patetycznie) i to chyba jest tajemnica prawdziwości i uroku Pana tekstów”.
Hej-ho! Dziękuję za te spontaniczne, miłe i, co tu kryć, celne słowa. Tydzień temu niektórym bardzo się spodobała anagramowa technika komunikacji międzyludzkiej. Państwo Dolatowscy podpisali się jako „reinwi tyczniecyl”, a Diana Gabor zaszyfrowała opinię o mojej ostatniej wypocinie, po czym dodała: „»TP« zaczyna się dla mnie na ostatniej stronie, a potem to już różnie bywa... Tak mało jest wokół poczucia humoru, że kontakt z Pańskimi utworami powinien być zalecony każdemu jak »Zentrum A-Z« a potem »Zentrum Silver«. Jeśli to skutek posiadania dziecka, to ja już mam wyrzuty sumienia i jak nic pędzę szukać drugiej polowy, żeby... (wiadomo i bez anagramu;-)”.
Z anagramami proponuję, hej-ho, nie szaleć, bo np. Kamil Kosmala nie nadąża: Okazuje się, że jestem nietęgi intelektualnie. Bardzo proszę o wyjaśnienie lub chociaż wskazówkę w sprawie anagramu: „slyse orkan”. Proszę, oto wskazówka: wyrażenie, o jakie chodziło, to także anagram „okresl syna”. I fragment ostatniego liściku: „Jestem wielkim miłośnikiem Pańskich felietonów. W ogóle dziwię się, że redakcja »TP« zdobyła się na odwagę udostępniając Panu swoje łamy. Ale na szczęście ta gazeta nie jest kratolicko-apodykstolska [to jakiś anagram? – JP]. Romuald Erenc” [to jakiś anagram? – JP].
No cóż, dopóki nie stwierdzicie, że prawdziwy „Tygodnik” powstał dopiero po moim pojawieniu się na jego łamach, wszystkie komplementy, łącznie z niezasłużonymi, przyjmę z pocałowaniem ręki. Ewentualną nagrodę za politykę prorodzinną i przysłużenie się świętej sprawie wzrostu przyrostu naturalnego (powtarzam: naturalnego!) też przyjmę. Hej-ho, hej-ho, hej-ho!
Jacek Podsiadło
skr. poczt. 32, 45-076 Opole1
podsiadlo@atol.com.pl

 

 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl