Granice swobody polityka

MARCIN KRÓL

 

Niedawne wypowiedzi Jarosława Kalinowskiego w Brukseli a potem w Polsce, skłaniają do zastanowienia się nad tym, jak dużo wolno politykowi, nawet wicepremierowi w demokratycznym państwie? Innymi słowy: jak dużą swobodą dysponuje on, skoro jest związany – po pierwsze – udziałem w kolektywie, jakim jest rząd oraz – po drugie – ma dobrze realizować interesy państwa i społeczeństwa, a już na pewno nie wolno mu tych interesów naruszać. Nie należy się przy tym ograniczać do polityka będącego u władzy, ale rozważać sytuację wszystkich „osób politycznych”, które nawet jeżeli znajdują się aktualnie w opozycji lub w ogóle nie pretendują do władzy, to jednak są osobami o znaczeniu ponad prywatnym. Mowa więc jest także o redaktorach wielkich gazet, znanych publicystach i innych publicznych autorytetach. Jak wiele im wolno?
Wolność słowa stanowiąca jedną z podstaw ustroju demokratycznego i liberalnego zarazem skłania nas do poglądu, że osoby publiczne mogą mówić niemal wszystko. Lojalność i uzgadnianie z innymi wygłaszanych publicznie opinii, a w szczególności opinii wygłaszanych poza Polską, na tak zwanym forum międzynarodowym zależałaby zatem tylko od ograniczeń dobrowolnie przez osoby publiczne samym sobie narzuconych. Byłaby to lojalność wobec własnej partii, grupy czy wspólnoty (jaką jest także rząd) lub wobec trudnej do określenia abstrakcji, jaką jest interes państwa. I właśnie dlatego, że prościej jest myśleć i mówić o lojalności wobec ludzi, a dużo trudniej o lojalności wobec pewnej abstrakcji, trzeba zwracać uwagę właśnie na lojalność wobec państwa. 
Idea lojalności wobec państwa, czy dokładniej w stosunku do interesów państwa, zależy naturalnie od tego, jak rozumiemy interesy państwa. Nie jest to jednak kwestia aż tak dowolnych interpretacji, jak w innych tego rodzaju przypadkach. A w każdym razie lepiej wiemy, kiedy osoba publiczna narusza interesy państwa, niż kiedy jest w stosunku do nich lojalna. Po pierwsze zatem, narusza te interesy, kiedy w opinii zewnętrznej sprawia wrażenie, iż państwo jest słabe i wewnętrznie skłócone. Wbrew wszystkim, którzy głoszą idee uniwersalizmu czy globalizacji, siła państwa wciąż polega przede wszystkim na jego wewnętrznej spójności. Na czym jednak polega ta wewnętrzna spójność? Na istnieniu, chociażby elementarnej, wspólnoty politycznej. Czyli na braku tak silnych wewnętrznych konfliktów, które sprawiałyby, że wspólnota znika na rzecz zimnej wojny domowej. Jeżeli takie konflikty już istnieją, to interes państwowy nie jest możliwy do określenia. Czy, wobec tego, w Polsce istnieje obecnie tak silny konflikt wewnętrzny, że lojalność wobec interesu państwa nie ma żadnego konkretnego sensu? Mniemam, że jeszcze nie. Więc także interesy rolników stanowią fragment interesów państwa i tak z zewnątrz powinny być postrzegane. Chyba, że rolnicy chcą założyć inne państwo – co nie wydaje się prawdopodobne. 
Ponadto interesy państwa są naruszane, kiedy podważa się polityczną i prawną wiarygodność rządu, bez względu na to, kto aktualnie tworzy ten rząd. Jak wiemy, fakt, że głosowaliśmy na inną partię niż ta, która wygrała, w demokracji nie upoważnia nas do obywatelskiego nieposłuszeństwa, a już na pewno nie jest do takiego nieposłuszeństwa uprawniony członek władzy ustawodawczej, a tym bardziej wykonawczej. Były przypadki posłów, którzy (na przykład na Białorusi) wypowiadali opinie sprzeczne z interesem państwa, teraz mamy nowe takie zdarzenia. Do takich właśnie celów powołana została instytucja, która się nazywa Trybunał Stanu. Polityk bowiem, który jest nielojalny wobec interesu państwa popełnia polityczne właśnie przestępstwo. Sądzę, że instytucja ta powinna być nieco częściej używana niż to miało miejsce dotychczas. Nie prokuratura, której zadania są odmienne, ale właśnie sąd polityczny. Jak bowiem inaczej wspólnota polityczna może wiedzieć, czy jej interes nie jest naruszany? Obojętne, czy dotyczy to kwestii paliw płynnych, czy dopłat do rolnictwa, czy następnej sprawy, jaka pojawi się za tydzień, a może za miesiąc.

Marcin Król

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl