Votum separatum

Bez złudzeń

JÓZEFA HENNELOWA

 

W lutowym numerze miesięcznika „Znak” „tematem miesiąca” jest artykuł biologa i teologa Leszka Żuka prezentujący islam w wersji jednej z grup wyznaniowych ortodoksyjnych ale nakierowanych na dialog ze światem współczesnym. Wielu rzeczy pocieszających dowiedzieć się można z tego artykułu, a najsilniejsze wrażenie robi zestawienie najważniejszych prawd islamu i chrześcijaństwa (oczywiście islamu w wersji tego właśnie ruchu), pozwalające z pociechą stwierdzić, że prawd zbieżnych z chrześcijaństwem więcej tam niż tych, które w żaden sposób nie dają się ze sobą pogodzić.
Tak, może to być, powtarzam, bardzo pocieszające. Ale nie jest. Zwłaszcza ostatnio. Z powodu jednego faktu i jednego człowieka. Z powodu okrutnego morderstwa popełnionego przez grupę islamskich radykałów w Pakistanie na porwanym przed miesiącem dziennikarzu Danielu Pearlu. Scenę jego śmierci zarejestrowaną na taśmie wideo dostarczono jako dowód, stawiając dodatkową przerażającą kropkę nad i: ostateczny brak człowieczeństwa u sprawców. A komentarz potępiającej zabójstwo jednej z największych organizacji radykałów islamskich w Pakistanie odbiera resztę złudzeń co do dialogu z islamem. Bowiem owa organizacja (podaję za „Gazetą Wyborczą”) uznała mord na niewinnym człowieku za „sprzeczny z naukami islamu”, ale „zrozumiały ze względu na państwowy terroryzm USA i Izraela przeciw muzułmanom”. Zrozumiały? Mieszczący się zatem w jakichś dopuszczalnych kategoriach? To o czym jeszcze mamy rozmawiać? Na czym mamy budować naszą naiwną nadzieję i nasze piękne złudzenia?
Wszystko, co wiąże się ze śmiercią Daniela Pearla (przypomnijmy, że jego ostatnie słowa zarejestrowane na kasecie potwierdzały, że jest Żydem, a więc to było dla morderców istotne), cała bezsilność zaangażowanej przecież na tym terenie potęgi militarnej i dyplomatycznej, żałosne, zerowe wręcz znaczenie jakiejkolwiek opinii publicznej, i na dodatek jeszcze pamięć o jego żonie, oczekującej dziecka a do ostatka ufającej wbrew nadziei, sprawia, że wyparowują ze mnie resztki oczekiwań na cokolwiek, co miałoby się nazywać dialogiem z tamtym światem. To nie jest chyba tak, że tamta wiara jest przepiękna tylko zdegenerowane jednostki ją wypaczają. I nie tak, że to diabelskie okrucieństwo nie tylko śmierci Pearla, ale przecież także wszystkich terrorystycznych zamachów, na przykład w autobusach szkolnych czy kawiarniach izraelskich, gdzie samobójcy gromadzą taki ładunek wybuchowy, aby jeśli nie zabić to przynajmniej okaleczyć jak największą liczbę absolutnie niewinnych ofiar, że to okrucieństwo, powtarzam, ma przyczynę w nędzy i krzywdzie. Nie, nędza i krzywda mogą rodzić gniew i bunt, ale nie zimne okrucieństwo szerzące śmierć wśród niewinnych. To przecież jest po prostu nienawiść, nienawiść w stanie czystym, nie dająca się usprawiedliwić. I jakiś zasadniczy brak w wyznawanej religii, skoro nienawiść ta może nie tylko rozkwitać ciągle na nowo, ale z zimną krwią odwoływać się do usprawiedliwień, jak to czyni organizacja pakistańska ostatnio, a palestyńskie Hamas i Dżihad nieustannie.
Brak mi wyrazu solidarnego oburzenia i gniewu dziennikarzy wolnego świata po śmierci Pearla. Czy już nikt nie ma siły na nic?

Józefa Hennelowa 



 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl