O wszystkim

Roztropność i oszczędność

ANDRZEJ DOBOSZ

 

P rzechodząc przez Plac Zamkowy w Warszawie z zamiarem obejrzenia wystawy „Haiku” w Muzeum Literatury na Rynku Staromiejskim, gdzie do 15 marca pokazywane są obrazy Teresy Pągowskiej i Jerzego Stajudy, zobaczyłem, że lewa ściana Zamku Królewskiego przesłonięta jest od ziemi do dachu, płachtą o rozmiarach około dwanaście na osiemdziesiąt metrów. Środek owej zasłony zajmuje dokładna podobizna Torebki Yellow Label LIPTON Finest Tea Blend.
Zadziwiło mnie, że dość znana firma międzynarodowa używa w celach reklamowych gmachy o całkiem skromnych, jak na Warszawę, rozmiarach. Niechby zasłonięto w ten sposób Pałac Kultury, to byłaby prawdziwa, widoczna z daleka, zapierająca dech w piersiach reklama. Gdyby na dodatek wyciąć w takiej zasłonie otwór pozwalający z niewidocznego pałacu widzieć jednak zegar, stwarzałoby to nieodpartą sugestię, że herbatę liptona można pić o każdej porze, a nie jedynie trzy na piątą. „O już dziewiąta, a ja od czterech godzin nie miałem herbaty w ustach”.
W albumie poświęconym paryskiemu Panteonowi można oglądać reprodukcję starego obrazu olejnego przedstawiającego realną sytuację: na środku pustego jeszcze placu rozpięte na ogromnych rusztowaniach płótno z rysunkiem fasady Panteonu w skali 1:1. Na ziemi pod rysunkiem monarcha w otoczeniu świty zatwierdzający projekt. Skoro więc podobne rzeczy były możliwe parę stuleci wcześniej, to dziś zasłonięcie pałacu kultury jest technicznie możliwe. Środki uzyskane za wynajęcie podobnej przestrzeni można by podzielić między pałac i zamek. Zbyt oszczędne rozmiary obecnej reklamy Liptona budzą raczej niechęć do firmy. Innym przykładem oszczędności graniczącej ze skrajną rozrzutnością może być ogłoszony niedawno w „Rzeczpospolitej” list pana ministra Celińskiego do twórców. Ponieważ poważna grupa twórców protestowała w listach do tej gazety przeciw drastycznemu zmniejszeniu budżetu Instytutu Pamięci Narodowej, minister zapowiada odwet w postaci cięcia dotacji dla placówek kultury. Przy okazji p. Celiński ujawnia swój niechętny stosunek do IPN, zauważając, że Instytut „przechowuje wbrew ustawie akta Urzędu ds. Wyznań”. No cóż, chcąc zbadać np. walkę z Kościołem trzeba korzystać zarówno z akt Urzędu Bezpieczeństwa, jak Głównego Zarządu Politycznego LWP, który sterował wcielaniem seminarzystów do wojska, korespondując w tych sprawach z Urzędem ds. Wyznań. Wędrówki pracowników IPN między archiwami podwyższałyby koszta ich pracy.
List ministra do gazety, która by go i tak z pewnością opublikowała, został poprzedzony pismem przewodnim sygnowanym przez sekretarza stanu w ministerstwie, nazwiskiem Aleksandra Jakubowska. Rozumiem, że minister nie musi sam wkładać listu do faksu lub koperty (chociaż dlaczego nie?), ale utrzymywanie sekretarki w randze sekretarza stanu stanowi ogromne obciążenie budżetu ministerstwa. Inna sprawa, że nie bardzo wiadomo, co mogłaby jeszcze robić osoba, której jedyną bezsporną kwalifikacją jest umiejętność czytania na głos.
W Paryżu na ulicy Castiglione, prowadzącej z placu Vendome do ogrodu Tuilleries, jest angielska apteka „Swann”. Kilka metrów chodnika przed wystawą i wejściem do apteki pokryte jest mozaiką z wizerunkiem łabędzia i słowem „swann”. Jakąż szansę dla miasta, a zarazem bezpieczeństwa jego mieszkańców stanowiłoby potraktowanie nawierzchni chodników jako przestrzeni reklamowej ©Andrzej Dobosz i wydzierżawienie jej firmom dla układania porządnych płyt z ich nazwami i hasłami. Ileż razy słyszałem od mego ojca – patrz pod nogi, jak idziesz!

Andrzej Dobosz

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl