Oksarżenia wobec metropolity poznańskiego – grzechy ludzi, słabość instytucji

Zbyt długie milczenie

KS. ADAM BONIECKI

 

Artykuł Jerzego Morawskiego „Grzech w pałacu arcybiskupim” („Rzeczpospolita” z 23-24 lutego) jest faktem, który zmusza do zajęcia stanowiska. Ukazał się i sprawa stała się publiczna. Prasa – mówił o tym biskup Tadeusz Pieronek – ma prawo publikować posiadane wiadomości, jeśli przy tym nie narusza określonych zasad. Osobiście żywię uznanie dla tych mediów, które – jak „Gazeta Wyborcza” – wierząc, że Kościół sprawę rozwiąże, zdobyły się na dyskrecję i długo wstrzymywały publikację posiadanych materiałów (wiadomo, że rozgłos i nacisk opinii publicznej utrudniają podejmowanie trudnych decyzji personalnych). Rozumiem jednak, że trudno było czekać w nieskończoność.
Wiem, że Stolica Apostolska (metropolita poznański podlega bezpośrednio papieżowi) sprawę arcybiskupa Paetza potraktowała bardzo poważnie i bez względu na publikację „Rzeczpospolitej” sprawa zmierza do rychłego wyjaśnienia. Takie informacje otrzymałem z najbardziej wiarygodnych źródeł.

Ewangeliczna strategia

W komentarzu Zbigniewa Nosowskiego, zamieszczonym w „Rzeczpospolitej” obok wspomnianego tekstu, znajdujemy przejmujące wyznanie niezachwianej wiary w świętość Kościoła, mimo że przez całą swą historię był Kościołem grzeszników. Chcę podkreślić dojrzałość tego wyznania. Bo czyż dojrzały człowiek, wybierając przynależność do Kościoła, nie wie, że od początku i przez całą swoją historię ta Boska, ale i bardzo ludzka instytucja borykała się i boryka z grzesznością swych synów, także na najwyższych szczeblach hierarchii? Pozostaje jednak dramat „zgorszenia maluczkich”, przerażenia ludzi, którzy wychowani w bezwzględnym zaufaniu do instytucji Kościoła muszą sprostać podobnym sytuacjom. Oskarżenia nie wyszły przecież z wrogich Kościołowi środowisk. Wśród oskarżycieli są osoby cieszące się wielką powagą. 
Fakt, iż reakcja na zjawiska, których dotyczą oskarżenia, wyszła ze środowisk kościelnych, wskazuje – moim zdaniem – na wrażliwość wspólnoty i zaprzecza supozycjom, że tego rodzaju grzechy w Kościele się z reguły tuszuje czy pokrywa milczeniem. W tej konkretnej wspólnocie poznańskiej, bo przecież nie ma co się łudzić. Zdarza się, że jakieś kościelne środowisko – seminarium, klasztor itd. – jest dotknięte moralnym schorzeniem. Wtedy ponura solidarność w złu niezwykle utrudnia proces uzdrawiania, choć zwykle, mimo wszystko, kończy się on sukcesem. 
Kościół podobnych sytuacji przeżył wiele, można by sądzić, że ma doświadczenie, że umie odróżnić zarzuty od pomówień, że potrafi chronić dobro pokrzywdzonych i ratować od zła winnego. Tymczasem... Poznańscy księża i świeccy – jak wynika z relacji – starali się iść drogą ewangeliczną. Rozpoczynali od osobistych rozmów z arcybiskupem. Potem „powiedzieli Kościołowi” – napisali do polskich biskupów uczestniczących w Synodzie, przedstawiając sytuację i prosząc o wniesienie projektu prawa, umożliwiającego diecezji obronę przed szkodliwą działalnością biskupa. Kopię listu przekazali nuncjuszowi. Polscy delegaci projektu nie wnieśli. Należy domniemywać, że nuncjusz sprawę przekazał Sekretariatowi Stanu, wiadomo zaś, że kopię pisma, z podpisami, przesłał oskarżonemu. Skutek ewangelicznej strategii okazał się mało ewangeliczny. Arcybiskup użył swej władzy, by księży wyrażających niepokój ukarać. Pozostali z poczuciem zupełnej bezsilności.
Procedury
Zanim sprawa trafiła do Watykanu, w Polsce ciągnęła się przynajmniej dwa lata. Stolica Apostolska, jak się wydaje, także nie reagowała (komisja, która udała się do Poznania w listopadzie zeszłego roku, była wysłana osobiście przez Papieża). Czy to delikatność materii i osoba oskarżonego, wysoko postawionego hierarchy, powodowały ten paraliż? Mimo ostrzeżeń, że sprawa stanie się przedmiotem publikacji, a więc gigantycznego skandalu, wciąż nie było ani jasnego stanowiska, ani klarownej oceny krążących informacji, nie mówiąc o decyzjach. I można odnieść wrażenie, że w tych powolnych procedurach jakby zapomniano o potencjalnych ofiarach, młodych ludziach narażonych – jeśli oskarżenia są słuszne – na przeżywanie sytuacji, które zostawiają ślad na całe życie.
Czy mamy czekać na to, co się stało w Stanach Zjednoczonych, gdzie ustawodawstwo – słusznie czy niesłusznie – odpowiedzialnością za wykroczenia seksualne duchownych wobec nieletnich obciążyło diecezje, lub – gdy chodzi o zakonników – zakony? Wyroki skazujące na płacenie nieprawdopodobnej wysokości odszkodowań obudziły niezwykłą wrażliwość miejscowego Kościoła na wszelkie dewiacje seksualne i przyspieszyły wprowadzenie rozwiązań instytucjonalnych. Dziś w Stanach Zjednoczonych przełożeni kościelni zaczynają działać już wtedy, kiedy zjawiają się pierwsze niepokojące sygnały. W ten sposób można zapobiec złu, a także zawczasu oczyścić z pomówień tych, których oskarżono niesłusznie.


Konkluzje

Wierzę, że czerpiąc mądrość ze swych dobrych i złych doświadczeń, Stolica Apostolska zdoła problem poznański rozwiązać. Jednak, jakkolwiek sprawa się potoczy, trzeba będzie udzielić odpowiedzi na powtarzane dziś często pytanie o homoseksualizm w środowisku duchownych. Homoseksualizm występuje we wszystkich środowiskach, także wśród kleru. W przypadku duchownych, z racji misji świadków wiary, którą podjęli, zaufania, jakim się cieszą – niesie szczególnego rodzaju zagrożenia. Brak jasnych i skutecznych metod postępowania w tych przypadkach tragicznie się zemści.
Warto podkreślić determinację świeckich, i to reprezentujących podzielone dotąd środowiska, w dążeniu do samooczyszczenia Kościoła. Właśnie teraz, kiedy to piszę, zadzwonił do mnie młody ksiądz z pytaniem, czemu wobec publicznie przedstawionych arcybiskupowi zarzutów nie zajął jasnego stanowiska Kościół hierarchiczny. W radiowym, transmitowanym na całą Polskę kazaniu biskup Zawitkowski mówił o „kamienowaniu arcybiskupa”, rzecznik Episkopatu zaś ograniczył się do poddania w wątpliwość intencji tych, którzy opublikowali artykuł.
Publikacja artykułu w „Rzeczpospolitej” była dla polskich katolików szokiem. Oczekiwanie, że Kościół sprawę wyjaśni, okazało się zbyt długie. Problem jest ten sam, skala się zmieniła. Sytuacja stała się nagląca, a zadanie stojące przed Kościołem trudniejsze.

 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl