Komentarze
Andrzej Łukowski Gwarancje na piśmie
Krzysztof Burnetko Niedouczeni
policjanci
Jerzy Brzozowski Nie zmarnować
Byrcyna
Józefa Hennelowa Refleks przyszedł
w porę
Jan Strzałka Lepper w kręgu
tradycji
Gwarancje na piśmie
Po wizycie prezydenta Rosji Władimira
Putina w USA oczekiwano przełomu.
Większość obserwatorów
wróżyła osiągnięcie jeśli nie pełnego zrozumienia, to w
każdym razie zbliżenia stanowisk w kluczowych kwestiach.
Tymczasem rezultaty szczytu nie wyglądają imponująco. W
telewizji wprawdzie doskonale wyglądały obrazki z posiadłości
prezydenta George’a Busha, wymiana uśmiechów i
braterskie poklepywanie się po plecach. Czy jednak propagandowy
dym przysłonił rozbieżności, których na linii
Moskwa–Waszyngton jest znacznie więcej niż punktów
stycznych? Nie. Wrześniowa deklaracja prezydenta Putina o
akcesie Rosji do koalicji antyterrorystycznej oznaczała nie
tyle chęć niesienia pomocy Ameryce, ile sygnał, że Kreml
chce przystąpić do dyskusji o tym, jak świat ma wyglądać po
11 września i że chce być w tej dyskusji kimś ważnym. Zawiązany
w tragicznych dla Ameryki okolicznościach sojusz
antyterrorystyczny niewątpliwie stanowi dobrą podstawę zbliżenia
Rosji i USA, jest jednak zbyt wątłą bazą do trwałego
przymierza strategicznego. Seria rozmów, jakie przeprowadziły
ostatnio w Moskwie liczne delegacje amerykańskich urzędników
wysokiego szczebla, przygotowała jedynie listę tematów.
Szczyt w Waszyngtonie pokazał, że do rozstrzygnięć daleko.
Chodzi nie tylko o różne widzenie politycznej przyszłości
Afganistanu i wiążącej się z operacją militarną obecności
Amerykanów w rosyjskiej strefie wpływów w Azji Centralnej,
ale także o problemy natury geostrategicznej – redukcję
głowic nuklearnych, rozszerzenie NATO, budowę amerykańskiej
tarczy rakietowej, radziecko-amerykański układ ABM.
Amerykanie, chcąc budować tarczę, musieliby wyjść z tego układu,
a Rosja – co podkreślił w Waszyngtonie Putin – uważa,
że byłoby to pogwałcenie obowiązujących umów. A o przywiązaniu
Rosjan do podpisywanych dokumentów niech świadczy wypowiedź
bliskiego współpracownika prezydenta Putina, ministra obrony
Siergieja Iwanowa. Otóż już dzień po szczycie domagał się
on od Amerykanów gwarancji na piśmie, że dokonają redukcji głowic,
jak zapowiedział podczas rozmów z Putinem prezydent Bush. „Nie
jesteśmy już wrogami, ale nie jesteśmy sojusznikami”
– przypomniał. Trudno to uznać za dowód zaufania.
Andrzej Łukowski
Niedouczeni policjanci
Swego czasu Helsińska Fundacja
Praw Człowieka opublikowała raport o sytuacji w polskich sądach
najniższego szczebla. Opisywano w nim tragiczne często braki
lokalowe, ubóstwo w podstawowym wyposażeniu, niski poziom
personelu sekretarskiego. Wniosek był oczywisty: w takich
warunkach prawo do sądów nie może być w pełni realizowane.
Teraz Fundacja ogłosiła podobny
dokument: tym razem dotyczący policji. Obraz warunków jej
pracy jest, niestety, podobny. Brakuje ludzi i sprzętu, komendy
są nieremontowane, szwankuje łączność, króluje
biurokracja. To oczywiście musi odbijać się na jakości pracy
policji. We wnioskach z raportu uderza jednak jeszcze jedno: otóż
okazuje się, że duża grupa funkcjonariuszy nie zna obowiązującego
prawa oraz procedur postępowania z obywatelami – tak
interesantami, jak przestępcami, wynikających z ustawodawstwa
karnego i ustawy o policji (w teście na znajomość minimum
wiadomości potrzebnych do pracy każdemu policjantowi zadowalający
wynik osiągnęło ledwie 45 proc. badanych). Co znamienne nie
istnieje też związek między posiadaną wiedzą zawodową a
stażem pracy. Wszystko to wskazuje na zaniedbania systemu
szkolenia funkcjonariuszy. I trudniej je już tłumaczyć
brakiem pieniędzy z budżetu. Fachowość zaś również wpływa
na skuteczność policji oraz na zaufanie społeczne do
policjantów.
Krzysztof
Burnetko
Nie zmarnować Byrcyna
Wygląda, że Wojciech Gąsienica-Byrcyn
stracił szansę powrotu na fotel dyrektora Tatrzańskiego Parku
Narodowego, nie widać bowiem racjonalnych powodów do odwołania
aktualnego dyrektora Pawła Skawińskiego. Nie widać jednak również
powodów, aby traktować tę sytuację jako porażkę Byrcyna i
szerzej, obrońców środowiska naturalnego. Jeśli minister
podtrzyma dane słowo, pozostały jeszcze dwie oferty:
stanowisko podsekretarza stanu lub przejęcie pieczy nad Parkami
południowej Polski. Ta ostatnia funkcja wydaje się szczególnie
godna uwagi.
Zapominamy bowiem, że
oprócz Tatr istnieje jeszcze wiele niezwykłych miejsc w
polskich górach, dodajmy, przeżywających dramatyczne trudności.
Niegdyś tłumnie odwiedzana dolina Popradu jest dzisiaj
regionem katastrofalnego bezrobocia, umierają tak znane
uzdrowiska jak Żegiestów-Zdrój. Nie tylko dlatego, że Słowacy
bezkarnie zatruwają Poprad: Lasy Państwowe (poczesne miejsce wśród
50 najbardziej dochodowych firm w Polsce) dla ułatwienia
eksploatacji drewna w rejonie Żegiestowa i Wierchomli wyryły
spychaczem drogę na Pustą Wielką (Popradzki Park
Krajobrazowy). Kilkaset metrów od szczytu leżą pozostawione
przez drwali fotele z „osinobusa”. Turyści omijają to
miejsce, kolejne pensjonaty w okolicznych wsiach bankrutują.
Drzewo tnie się na potęgę, a okoliczna ludność narzeka, że
PLP nie prowadzą już zalesień (dla miejscowych była to
okazja do dorobienia paru groszy). Postronni obserwatorzy widzą
zaś, że lokalne władze same nic zrobić nie potrafią lub nie
chcą. Takich miejsc jest w południowej Polsce dziesiątki. Być
może człowiek z charakterem, nie pozwalający na lekceważenie
prawa i obdarzony stosowną władzą potrafiłby tu coś zmienić.
Jerzy
Brzozowski
Refleks przyszedł w porę
Szukanie koniecznych dla
budżetu oszczędności w projekcie ustawy podatkowej zaowocowało
próbą wprowadzenia poprawki wyjątkowo niefortunnej.W debacie
sejmowej zgłoszono z sali i przyjęto bez cienia refleksu
ograniczenie ulgi, przyznawanej dotąd podatnikowi za świadczenia
na cele kultu, charytatywne lub kulturalne. Wolno było od
dochodu przed jego opodatkowaniem odliczać – zależnie od
celu – 10 lub 15 procent, teraz kwotę zmniejszono: do 5
lub 10 procent. Co kierowało wnioskodawcami: arogancka złośliwość
czy brak refleksu? Bo natychmiast po przegłosowaniu ustawy
rozległy się głosy protestu i głosy rozsądku. Instytucje
pozarządowe, adresat takich świadczeń obywatelskich, rozwiązujące
tyle problemów społecznych lepiej niż rząd, otrzymają mniej
pieniędzy i siłą rzeczy potrzeby nie zaspokojone znowu zwrócą
się do budżetu: rachunek, który nie może przynieść wyniku
pozytywnego. Senat pojął to szybko i poprawkę szczęśliwie
skasował. Miejmy nadzieję, że tak już zostanie. Dużo musi
kosztować ratowanie budżetu, ale to akurat lekarstwo wywołałoby
jedynie złe skutki.
Józefa
Hennelowa
Lepper w kręgu tradycji
OAndrzeju Lepperze napisano dużo.
I pisać będzie się o nim długo, bo nadal
dostarcza niekończących się
sensacji. Kiedy wszedł do parlamentu i został wicemarszałkiem
Sejmu, co niektórzy wierzyli, że da się go ucywilizować.
Niestety...
We wtorek Lepper
wypowiedział świętą wojnę McDonaldowi, bo podobno każdy
Polak woli golonkę niż MacWieśniaka. Przyrzekł, że będzie
popierał rodzimą tradycję kulinarną. Podpowiedzmy, jak
zrealizować ten szczytny cel. Oto Aleksander Łukaszenka dawno
pozamykał w Mińsku lokale z amerykańskim fast foodem i
spopularyzował bary z białoruskimi specjałami. Pomysł
wicemarszałka nie jest więc nowy, a jeśli komuś się nie
spodoba, to działacze z Samoobrony z chęcią wezmą go „w kółeczko”.
W środę na nielegalnym
bazarze we Włocławku Lepper ulitował się nad komornikiem i
nie wziął go „w kółeczko”. Poszeptał z nim na ucho
i komornik zrezygnował z eksmitowania kłopotliwych
straganiarzy. Warunki na bazarze urągają higienie, ale
targowisko ma stuletnią tradycję, a pewne tradycje – jak
wyznał wicemarszałek – władze muszą szanować. Co począć
z politykiem łamiącym prawo i nadużywającym stanowiska w
parlamencie? Nawet prawie-koalicjanci z SLD proponują sprawę
Leppera skierować do komisji etyki. Rozważa się też możliwość
odebrania mu immunitetu, choć to mało realne, bo partnerzy się
oburzają, ale muszą dbać o układy w parlamencie.
Natomiast w piątek okazało się,
że dawni towarzysze z Samoobrony przestali dbać o układy z
przewodniczącym i zamierzają podać go do sądu za wyłudzenie
od nich miliona złotych. A więc czy kwestia Leppera jest
– jakby chciała minister sprawiedliwości komentując
incydent na bazarze – li tylko sprawą lokalnej policji i
prokuratury we Włocławku czy w Lublinie?
Jan Strzałka
|