Komentarze

 


Krzysztof Kozłowski Użyteczne prawo

Maciej Czerwiński Wódz przed sądem, naród przed wyzwaniem

Krzysztof Burnetko By w górach było bezpieczniej

 




  
Użyteczne prawo

Czy silniejszy musi naginać prawo do swoich potrzeb? Niestety historia się powtarza: wzorem poprzedniej ekipy rządowej także obecna zmienia na kilka miesięcy przed wyborami (tym razem samorządowymi) sposób liczenia wyborczych głosów. Po prostu SLD doszedł do wniosku, że metoda d’Hondta (preferująca największe ugrupowania) pozwoli osiągnąć jeszcze większe zwycięstwo. Również „Samoobrona” dostrzegła w tym swoją szansę i poparła SLD. Tego samego dnia, i też przy poparciu „Samoobrony”, SLD przeforsował nowelizację ustawy lustracyjnej, skutecznie chroniącą byłych członków PZPR przed kontaktem z sędzią Nizieńskim i procedurami lustracyjnymi. Zazwyczaj bowiem członków PZPR, a szczególnie funkcyjnych, nie werbowano na tajnych współpracowników Służby Bezpieczeństwa (wymagano od nich po prostu czujności partyjnej). Inaczej było z partyjnymi wyjeżdżającymi za granicę: ci bywali często współpracownikami wywiadu, który z kolei wśród swych zadań miał również walkę z emigracją polską, zagranicznymi ogniwami „Solidarności”, zagranicznymi instytucjami Kościoła polskiego. Nowelizacja wyłącza współpracowników wywiadu PRL z procedur lustracyjnych. Podobnie postąpiono z byłymi tajnymi współpracownikami kontrwywiadu. Przypomnę tylko, że w ramach departamentu II (Kontrwywiad) MSW był na przykład wydział zajmujący się polskimi dziennikarzami. Ale i oni mogą spać spokojnie, podobnie zresztą jak tajni współpracownicy zwerbowani przez WOP.
Mało tego: na wszelki wypadek stępiono całkowicie ostrze lustracji wprowadzając w znowelizowanych przepisach zasadę, iż o tajnej współpracy z SB bądź służbami wojskowymi można mówić jedynie wtedy, gdy owa działalność przyniosła szkodę demokratycznej opozycji, Kościołowi, związkom zawodowym czy też dobru osobistemu innej osoby. Rzecz w tym, że trzeba będzie w każdym konkretnym przypadku wykazać w Sądzie Lustracyjnym fakt zaistnienia wyraźnej szkody wyrządzonej przez tajnego współpracownika. A to często jest niewykonalne przynajmniej w świetle zachowanej dokumentacji.
Korzyści dla SLD z nowelizacji ustawy lustracyjnej są nie tylko dalekosiężne, ale i całkiem doraźne: toczące się sprawy Oleksego, Jaskierni, Wagnera można wrzucić do kosza. 
 
Krzysztof Kozłowski

 


 

 



Wódz przed sądem, naród przed wyzwaniem

Serbowie to dumny naród, państwowotwórczy. Większość sądzi choćby, że legendarny marszałek Tito w rzeczywistości – jako Chorwat – osłabiał ich pozycję w Jugosławii. A że Zachód traktował wspólnotę jugosłowiańską jako najlepsze – bo najbezpieczniejsze rozwiązanie? Trudno. 
Po śmierci Tito przyszedł mocny człowiek. Okazał się „rzeźnikiem Bałkanów”, odpowiada też za krwawy rozpad kraju. Tyle że nie przyszedł znikąd. Młody komunista Miloszević nigdy nie był nacjonalistą, lecz żądnym władzy dyktatorem. To zagubiony w nacjonalistycznej histerii i strachu naród stworzył swego wodza. Teraz wódz staje przed sądem oskarżany o ludobójstwo, a naród staje przed wyzwaniem: jak zderzyć się z przeszłością i własną winą. Bo proces przed Trybunałem w Hadze nie jest tylko przełomem w międzynarodowym wymiarze sprawiedliwości i ostrzeżeniem dla dyktatorów. Równie ważne wyzwanie stawia przed serbskim społeczeństwem.
Część elit i społeczeństwa jest świadomych, że Miloszević wywołał wojny w imię narodu – w Chorwacji, Bośni, Kosowie. Ale ma rację Carla del Ponte, oskarżająca Milosevicia przed Trybunałem w Hadze: to nie jest sąd nad narodem. Naród powinien osądzić się sam i zrozumieć, że Miloszević to tylko projekt obecny w serbskiej polityce od XIX wieku: wielka Serbia, najlepiej potężna – jak za cara Duszana. Dla wielu Serbów Slobo to wciąż obrońca dzielnego narodu, jego mitu, przeciw któremu sprzymierzył się cały świat. Może jedynie odpowiadać za sprzeniewierzenie i pauperyzację społeczeństwa – ale w Serbii, nie w Hadze. A wojny? To była tylko walka o żywotne interesy Serbów, poza tym wywołali je separatyści chorwaccy – twierdzi większość. 
Nadszedł czas na rozliczenie przeszłości i dyskusja na jej temat. Świadomi są tego rządzący Serbią. Wiedzą bowiem, że nacjonalizm wyniósł Miloszevicia do władzy. Teraz już go nie ma, ale zawsze może się pojawić ktoś nowy – drugi Miloszević. Elity, w tym naukowcy po haniebnym memorandum z 1986 roku, w którym przestrzegali przed zagrożeniami serbskości, a które stało się wstępem do szaleńczego nacjonalizmu, dzisiaj mają – wydaje się – jak nigdy dotąd poczucie misji do spełnienia. Premier Dzindzić mówi, że Serbia pozbyła się największego obciążenia i teraz może się rozwijać. Jednak nie jest powiedziane, czy elity wykażą się wystarczającą determinacją, aby uświadomić rodakom, co się naprawdę stało w ich kraju w ostatniej dekadzie.


Maciej Czerwiński

 


 

 

 

 

 

 


By w górach było bezpieczniej

Od 1 marca GOPR i TOPR mają zostać włączone do ministerstwa spraw wewnętrznych i administracji. Chodzi, po pierwsze, o umożliwienie ratownikom górskim korzystania z systemu łączności i parku maszynowego używanego przez służby podległe MSWiA (m.in. Straż Graniczną). Po drugie, przeniesienie GOPR i TOPR z Urzędu Kultury Fizycznej i Turystyki pod skrzydła tak silnego resortu, za jaki uchodzi MSWiA, daje szansę na większe pieniądze, których niedostatek utrudniał dotąd, a czasem wręcz uniemożliwiał, ratownikom prowadzenie akcji na poziomie wymaganym przez współczesne standardy. 
Niezależnie od tego, czy nadzieja ta się spełni (zwłaszcza w sytuacji dziury w budżecie państwa), w samych zmianach organizacyjnych nie można upatrywać sposobu na wszelkie kłopoty ratownictwa górskiego. Pieniędzy będzie brakować dopóty, dopóki GOPR i TOPR nie będą otrzymywać zwrotu kosztów przeprowadzonych akcji – to zaś jest możliwe jedynie wtedy, gdy płacić będą za nie uratowani bądź ich towarzystwa ubezpieczeniowe. Postulowane czasem ubezpieczenia obowiązkowe są trudno wyobrażalne (jak je wymusić, od których kategorii turystów itd.). Można jednak wprowadzić zasadę, że to od idącego w góry zależy czy woli wykupić polisę, czy też zdecyduje w razie wypadku narazić się na zapłatę (często sporą) za akcję ratowniczą bądź w ostateczności na sądową egzekucję należności. Model taki funkcjonuje od lat z powodzeniem w niektórych krajach alpejskich. I nikt nie twierdzi tam, że oznacza on zanegowanie szczytnych ideałów pomocy człowiekowi w górach, ani też że uwłacza etosowi ratowników i ich misji.

  
Krzysztof Burnetko

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 





 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 8, 24 lutego 2002

Szczegółowe omówienie


Obraz tygodnia


Kronika religijna


Komentarze


Medytacja Biblijna
 

Liturgiczne czytania tygodnia

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl