O wszystkim

Lektura zalecana

ANDRZEJ DOBOSZ

 

Czytam książkę, która powinna i zapewne będzie stanowić lekturę zalecaną studentom tak dziś rozmnożonych Wyższych Szkół Zarządzania. Ale i ja, który już zapewne nie obejmę żadnych kierowniczych stanowisk, czytam „Żywego Lewiatana”, wspomnienia Andrzeja Wierzbickiego, opracowane do druku przez jego wnuka Piotra Wierzbickiego, z przyjemnością i oczywistym pożytkiem.
A.W., który w wieku lat czterech stracił ojca lekarza zarażonego podczas epidemii tyfusu, przeżył resztę dzieciństwa w trudnych warunkach materialnych, otoczony jednak czułą miłością pracującej na utrzymanie dzieci matki. Dzięki wewnętrznej dyscyplinie był nie tylko dobrym uczniem, ale bardzo wcześnie zaczął dorabiać korepetycjami. Chcąc zostać inżynierem, musiał opuścić Warszawę, w której nie było wówczas politechniki i udać się na studia do Petersburga. Na egzaminie konkursowym do Instytutu Technologicznego uzyskał 24 i trzy czwarte punkta na 25 możliwych, gdy w owym 1896 roku wystarczyło 23 i pół, by zostać przyjętym. 
Na studiach utrzymywał się znów z korepetycji. Znajdował też czas na udział w życiu umysłowym polskiej kolonii studenckiej. Już wkrótce po przyjeździe do Petersburga Zofia Praussowa – późniejsza senator – zaprosiła go na zebranie kółka młodzieżowego. „Czytano tam na głos »Kobietę i socjalizm« Bebla. Nie trafiło mi to do przekonania. Drugi raz już nie poszedłem.” A.W. stał się działaczem młodzieży narodowej, tocząc zażarte boje ideologiczne z socjalistami. „Różnice wiary politycznej nie psuły jednak koleżeństwa wśród młodzieży. Owa przychylna tolerancja przekonań posuwała się tak daleko, że w mieszkaniu swym w Jekatierinenhofie (odległa dzielnica Petersburga) przechowywałem biblioteczkę polityczną młodzieży socjalistycznej. Mieszkałem tam w charakterze korepetytora z uczniem swoim, Stasiem Glezmerem, synem prezesa Towarzystwa Fabrykantów i Przemysłowców Petersburskich, i z tego względu mieszkanie wolne było od podejrzeń”.
Rozmowy z ojcem ucznia, przyjaźń z nim, doprowadziły do zaproszenia młodego inżyniera Wierzbickiego do objęcia posady sekretarza Towarzystwa Fabrykantów. To zajęcie stanowiło doskonałą okazję poznania organizacji przedsiębiorstw, kwestii ekonomii, ustawodawstwa pracy, problemów ubezpieczeniowych, podatkowych i celnych.
Książka Wierzbickiego jest też świadectwem kultury literackiej autora wychowanego na klasyce polskiej, ale także rosyjskiej. Okazał się świetnym mówcą i dyskutantem. „Jeżeli przemówieniami swymi, nawet na tematy tak prozaiczne jak zagadnienia podatkowe, porywałem słuchaczy, zawdzięczam to... obrazom, które na jakichś niedocieczonych drogach wyobraźni kojarzyły się z abstrakcyjnymi pojęciami. Cisnącym się w danej chwili na usta przysłowiom mądrości ludowej, jakże dosadnym, trafnym i barwnym, lub grybojedowowskim, gogolowskim czy kryłowowskim zwrotom... Czasem zaś dla kontrastu używałem łacińskich cytatów, których pełno miałem w pamięci, bo szereg lat zgłębiając w gimnazjum arkana składni łacińskiej, musieliśmy przytaczać ustępy z klasyków ilustrujące reguły gramatyczne... Nigdy nie układałem z góry planu swoich przemówień – wszelkie w tym względzie próby zawodziły, pozbawiały bezpośredniości i swobody. Przemyślałem zagadnienie i to już wszystko”.
Piotr Wierzbicki przedrukował w tej książce protokoły przemówień dziadka w polskim Sejmie. Każdy okrzyk z sali znajdował jego natychmiastową ripostę. (Poseł Duro: – Idź pan do cyrku z takimi kawałami. Andrzej Wierzbicki: – Kiedy patrzę na niektórych posłów, czasem mi się rzeczywiście zdaje, że nie jestem w Sejmie [oklaski na prawicy]).
W roku 1912 Wierzbicki przeniósł się do Warszawy, by objąć dyrekcję Biura Towarzystwa Przemysłowców. A przez całe lata 20. stał na czele Centralnego Związku Polskiego Przemysłu, Górnictwa, Handlu i Finansów. Ten inżynier, ekonomista i humanista był do tego jeszcze endekiem. I autoportret endeka zdolnego do konstruktywnej współpracy z wszystkimi rządami dla dobra kraju, jest może najbardziej zdumiewający... „Z roku na rok, z miesiąca na miesiąc pogłębiał się antagonizm pomiędzy Piłsudskim a obozem narodowym. Im więcej zasług przypisywał sobie Piłsudski, tym więcej obóz narodowy, widząc w tym wzrastające dążenie do cezaryzmu, zasług tych mu odejmował. Doszło do tego, że odmawiano mu wbrew prawdzie historycznej autorstwa planu strategicznego – uderzenia armii rezerwowej znad Wieprza – i główną zasługę w opracowaniu zwycięskich operacji wojennych w kampanii 1920 roku przypisywano generałowi Weygandowi. W tej walce prasa narodowa, przeznaczona dla szerokich rzesz czytelników, nie przebierała w środkach”.
Jeśli „Żywy Lewiatan” może być lekturą gorąco polecaną dla studentów zarządzania oraz inżynierii, to powinien być lekturą obowiązkową dla wszystkich, którym się wydaje, że są spadkobiercami obozu narodowo-demokratycznego.

Andrzej Dobosz

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl