Nie był wrogiem Polaków

KS. JACEK SOCHA

 

Biskup (?) Bischof (?) Episcopus C.M. Splett” – taki tytuł nosi jeden z artykułów poświęconych tej postaci (opublikowany w „Więzi” w 1992 r.). Odzwierciedla on głęboki konflikt, który zaistniał przy ocenie działalności tego ordynariusza gdańskiego z lat 1938-1964. Dodać należy, że literatura poświęcona tej osobie bardzo często tworzyła mity o „biskupie-polakożercy” lub stawała się silną, a przez to nieobiektywną apologetyką. Dlatego cieszy pojawienie się w Polsce książek, zawierających próbę obiektywnego spojrzenia na tę postać. Myślę zwłaszcza o pracy ks. S. Bogdanowicza „Karol Maria Splett. Biskup gdański czasu wojny. Więzień specjalny PRL” (wyd. Gdańsk 1995).
Z całą stanowczością chciałbym dołączyć się do tych autorów, którzy starają się zobaczyć w Karolu Marii Splecie przede wszystkim biskupa służącego Kościołowi. Był człowiekiem posiadającym wady i słabości – któż ich nie ma – jednak przy ocenie tej postaci należy pamiętać, że pracował i działał on w diecezji gdańskiej. Jego poprzednik, pierwszy biskup gdański O’Rourke, zrezygnował ze stanowiska wskutek utrudnień, jakie czyniły mu władze Wolnego Miasta Gdańska. Wyznaczony przez Stolicę Apostolską następca – ks. Franciszek Sawicki, profesor filozofii z seminarium pelplińskiego – nie został zaakceptowany w Gdańsku. W jednej z gazet ukazujących się w Wolnym Mieście umieszczono zapowiedź, iż „polskiego prałata Gdańsk do siebie nie wpuści”, wskutek czego nominacja została cofnięta. W atmosferze wrogiej Polakom, gdy faktycznym władcą miasta był Albert Forster, szef gdańskiego NSDAP, biskupem diecezji został Karol Maria Splett. Sprawował swoją posługę na terenie, gdzie wrogość władz skierowana była nie tylko ku Polakom, ale także ku Kościołowi katolickiemu. 
Splett, trzeba to podkreślić, nie był wrogiem Polaków. Jako kleryk spędzał wakacje w polskich parafiach, ucząc się polskiego. Wykazywał troskę o swoich diecezjan polskiego pochodzenia choćby przez liczne z nimi spotkania. Oficjalne spotkania z Polonią gdańską miały miejsce jeszcze przed wybuchem wojny; po jej wybuchu spotykał się z Polakami prywatnie i nieoficjalnie. W czasie gdy obowiązywał zakaz spowiadania w języku polskim – wydany przez niego pod naciskiem Gestapo – sam biskup spowiadał w języku polskim, a księżom w prywatnych rozmowach zalecał, by w tej sprawie kierowali się własnym sumieniem. Biskup Splett nigdy nie mówił z pogardą lub nieżyczliwością o Polakach. Ośmioletni pobyt w polskim więzieniu nie zmienił jego postawy.
Po wojnie komuniści nakłaniali biskupa do porzucenia Kościoła katolickiego i proponowali uwolnienie w zamian za przejście do Kościoła narodowego. K.M. Splett stanowczo odmówił. Był biskupem gdańskim i zachował ten tytuł do końca swoich dni. Pod koniec życia, przebywając w Niemczech, stwierdził, iż tym, co mu zawsze przyświecało, było pragnienie dochowania wierności Bogu i Jego Kościołowi. W testamencie napisał: „Kościół św. Trójcy w Oliwie był świątynią, gdzie zostałem ochrzczony, gdzie mogłem pracować jako kapłan i biskup”. Czy nie czas, by ów kościół – archikatedra gdańska – stał się także miejscem spoczynku jego doczesnych szczątków?

Ks. dr Jacek Socha jest kapłanem diecezji gdańskiej, z pochodzenia gdańszczaninem. Pracę magisterską pisał na temat: „Działalność duszpasterska biskupa gdańskiego Karola Marii Spletta w latach 1938-1945” (Akademia Teologii Katolickiej, 1994 r.). 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl