Dwanaście koszy ułomków

Tawerna „Jedenaste przykazanie”

STANISŁAW MUSIAŁ SJ

 

Z obaczyć... Antwerpię i umrzeć! Co za piękne miasto! Jak zresztą mogłoby być inaczej, skoro tutaj urodzili się i pracowali tacy mistrzowie, jak Rubens, van Dyck, Jordaens! Wspaniałe kościoły, pałace, place i muzea (tych ostatnich aż 2l)!
Tawerna „Jedenaste przykazanie” znajduje się tuż obok katedry, największej świątyni gotyckiej w Belgii (wieża ma wysokość 123 m). Już samo wejście do lokalu każe przypuszczać, że jego wystrój będzie nietypowy. Nad drzwiami umieszczona jest wielka kamienna płaskorzeźba, przedstawiająca baranka paschalnego z krzyżem, symbolizująca Chrystusa. Wchodzących do wnętrza wita kilkuset świętych. Ich figury rozmieszczone są wszędzie, jedna przy drugiej, w wielkim nieładzie, duże obok małych. Stoją w niszach, na oknach i na specjalnych półkach. Zawieszone są u sufitu, na filarach. 
Pomieszczenie jest duże i wysokie; część sali, ta od ulicy katedralnej, posiada emporę, na którą wchodzi się po drewnianych schodkach za ladą wyszynkową. Szafa lady to XIX-wieczny drewniany neogotycki ołtarz, zaadaptowany do potrzeb wyszynku. Widać flaszki z trunkami. Łaciński napis u podstawy „ołtarza”: „Ave Maria gratia plena” (Zdrowaś Mario, łaskiś pełna”) jest mylny. W niszy, gdzie pierwotnie musiała być figura Matki Bożej, znajduje się Dzieciątko Jezus, w geście błogosławienia prawą rączką. Na ladzie dwie prawie metrowej wysokości figury św. Joanny d’Arc. W kikutach rąk, pozbawionych dłoni, trzymają sztandary z napisem: „Jesus, Maria”. 
Niektórzy ze świętych są podpisani. Inni nie. Czasem można ich zidentyfikować po atrybutach. Św. Dionizy, pierwszy biskup Paryża, męczennik, trzyma w rękach własną głowę (według legendy, po wykonaniu na nim wyroku śmierci przez ścięcie, wziął swą głowę i powstał). Tu i ówdzie u sufitu widać figlarną postać anioła. Nie brak także rzeźb Chrystusa i Matki Najświętszej. 
W lewym rogu, patrząc od wejścia, u końca sali znajduje się mała ambona, zawieszona prawie u sufitu, a na niej młody kaznodzieja, św. Jan Berchmans, jeden z trzech świętych jezuickich „młodzieniaszków” (dwaj pozostali to św. Stanisław Kostka i św. Alojzy Gonzaga). W jednej ręce trzyma krzyż, w drugiej książeczkę z regułami zakonnymi. Siedząca przy stoliku pod ambonką para zakochanych nie wydaje się być zażenowana obecnością patrzącego na nią z góry surowego świętego młodzieńca.
Gdy wszedłem do tawerny, tak mnie zaskoczyło jej wnętrze, że wcale nie zauważyłem ludzi siedzących przy stołach. Widziałem tylko ów ogromny tłum świętych. Pomyślałem: oto stoję oko w oko z bluźnierstwem do którejś potęgi. Postanowiłem wyjść na chwilę na zewnątrz, by nieco ochłonąć. Gdy wszedłem do lokalu po raz drugi, zacząłem tym razem przypatrywać się ludziom, bo chciałem zobaczyć, jak oni reagują. Jedli, pili, rozmawiali, śmiali się, w ogóle nie zwracając uwagi na towarzyszących im świętych. Zachowywali się tak, jakby siedzieli w najzwyklejszej sali o czterech białych ścianach. Od kelnera dowiedziałem się, że figury uratowano z zamykanych i likwidowanych kościołów. Idea ponoć wyszła od żony właściciela, Rosjanki. 
Do „Jedenastego przykazania” wróciłem tego wieczoru po raz trzeci. Dopiero teraz uświadomiłem sobie w pełni, jakim kiczem „karmiliśmy” wiernych przez całe stulecia w naszych kościołach. Wręcz upiornie wyglądała seria figur św. Teresy od Dzieciątka Jezus, małych i dużych, umieszczona na jednej z półek (pomyślałem sobie, że podobnie musiałyby wyglądać papieskie pomniki w naszej ojczyźnie, gdyby je ustawić razem – prawie wszystkie uwłaczałyby banalnym, szablonowym i nic nie mówiącym wyrazem artystycznym i treściowym godności Ojca Św.). Pochwała należy się Kościołom prawosławnym, które zakazują rzeźby religijnej, w tym także krucyfiksów, by ustrzec wiernych przed pokusą bałwochwalstwa, z uwagi na trójwymiarowość, a co za tym idzie iluzyjność owego gatunku sztuki (niebezpieczeństwa tego nie ma, w rozumieniu Kościołów prawosławnych, w przypadku sztuki dwuwymiarowej, malarskiej, zwłaszcza tam, gdzie nie jest stosowana perspektywa). Surowszą postawę wobec przedstawiania kształtów ludzkich w sztuce zajmuje islam, chociaż Koran milczy na ten temat. Dopuszczalne są tylko formy geometryczne i roślinne, a także napisy koraniczne i maksymy wyjęte z tradycji islamskiej, jak też imiona pierwszych kalifów i samego Mahometa.
Gdyby św. Pawłowi danym było wejść do któregoś z naszych kościołów dzisiaj, uciekałby z niego w największym popłochu, jak z jakiejś świątyni pogańskiej. Kościół trzech pierwszych wieków nie dopuszczał obecności obrazów (a tym bardziej rzeźb) w miejscach, gdzie sprawowany był kult, z uwagi na niebezpieczeństwo bałwochwalstwa. Niebezpieczeństwo to istnieje także i dzisiaj, choć w innej postaci. 
Artystyczna nadreprezentacja człowieka w naszych kościołach przyczyniła się bez wątpienia do sekularyzacji chrześcijaństwa, tak jak wydaje się być prawdą, że jedną z przyczyn ekspansji, żywotności i odporności islamu na prądy sekularyzacyjne jest jego całkowite skupienie się na słowie, przy równoczesnym odrzuceniu pokusy pomocy, jaką religii rzekomo ma dostarczać sztuka o formach antropomorficznych. Tradycja islamska opisuje w przerażających kolorach los na Sądzie Ostatecznym tych artystów, którzy przedstawiali w swych dziełach postacie ludzkie w niedopuszczalny sposób i w miejscach zakazanych (mogą oni np. przedstawiać człowieka lub zwierzę z odciętą głową, albo na dywanach, po których się chodzi, bo tutaj nie ma niebezpieczeństwa bałwochwalstwa).
Ile zła wyświadczyło chrześcijaństwu przedstawianie Boga jako starca z siwą brodą (także przez Michała Anioła w Kaplicy Sykstyńskiej)? Może więcej, aniżeli przyniosła pożytku cała sztuka chrześcijańska. W budynku Katolickiej Akademii Archidiecezji Fryburskiej w Niemczech została poświęcona w 2000 r. kaplica, którą świadomie pozbawiono jakichkolwiek malowideł i rzeźb. Czyż Boga nie można chwalić kształtem architektury, bogactwem kolorów tęczy i bielą? Nic nie będzie nas wtedy rozpraszać i odwodzić od Niego. A może to jest właśnie ,,jedenaste przykazanie”?
Kelner w tawernie nie umiał mi odpowiedzieć na pytanie, dlaczego nadano jej nazwę „Jedenaste przykazanie”. Być może zgromadzono w tym lokalu tyle okazów „sztuki” chrześcijańskiej, żeby (podświadomie) zaprotestować w ten sposób przeciw spoganieniu chrześcijaństwa. Chodziłoby zatem o nic innego, jak tylko o przywrócenie w pełnym brzmieniu drugiego przykazania Dekalogu (Wj 20,4-5 i Pwt 5,8-9). To smutne, że trzeba do tego tawerny w Antwerpii.

Ks. Stanisław Musiał S.J.

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl