Rewizja i rehabilitacja

KS. HELMUT JUROS

 

Słowo „rewizja” pochodzi od łacińskiego reviso (powtórnie zobaczyć, patrzeć za kimś). Rehabilitacja biskupa Carla Marii Spletta w sensie jurydycznym zakłada rewizję jego procesu sądowego i wyroku skazującego go na karę więzienia łącznie z praktykowanymi wówczas torturami. Do rehabilitacji moralnej osoby biskupa konieczna jest natomiast rewizja dotychczasowych negatywnych spojrzeń i obiegowych prze(d)sądów, w polskim społeczeństwie i Kościele. Przekonanie takie wyrażali członkowie Zespołu Kontaktowego Polskiej i Niemieckiej Konferencji Biskupów, którzy w 1995 roku spotkali się w nowym składzie w Würzburgu. Byli pod wrażeniem świeżo wydanej i dobrze udokumentowanej monografii ks. Stanisława Bogdanowicza ,,Karol Maria Splett. Biskup Gdański” (Gdańsk 1995). Wydawało się wtedy, że nowe dokumenty źródłowe, obiektywnie przedstawione przez autora książki wołają o rychłą rehabilitację Spletta i sprowadzenie jego szczątków do krypty katedry w Oliwie – miejsca pochówku biskupów gdańskich. 
Tak się jednak nie stało, mimo dobrej woli i gotowości – obecnego tam – następcy Spletta na stolicy biskupiej. Bez konkretnych skutków pozostało wspomnienie, opowiedziane tam przez innego arcybiskupa polskiego, że gdy był dzieckiem, biskup Splett bierzmował go, i że po wyjściu biskupa gdańskiego z więzienia on, już jako hierarcha, zwrócił mu krzyż i pierścień biskupi.
Szczątki biskupa Spletta spoczywają więc nadal na wygnaniu, w kościele św. Lamberta w Düsseldorfie. Nawet tam są one ścigane potępiającym spojrzeniem. Stereotypowy obraz „specjalnego więźnia PRL”, jakim był bp Splett, nie ulega rewizji nawet u tych, którzy obalali niepraworządny ustrój. Gdy Lech Wałęsa bawił w Düsseldorfie, zamieszkał w hotelu w pobliżu kościoła św. Lamberta. W nim zapewnił sobie protokolarnie udział w porannej Mszy świętej. Służby specjalne jednak zwróciły mu uwagę, że w tym kościele jest pochowany bp Splett – „wróg Polski”, „Polakożerca”, „agent”, „ciemiężca narodu polskiego”, „zdrajca”. Takie epitety zapamiętane z retoryki propagandowej procesu sądowego wystarczyły, że poszukano innego kościoła – jego proboszcz, jak mi opowiadał, był dumny, że mógł podać Komunię świętą słynnemu Wałęsie; ale zarazem zrelacjonował mi opisany tu epizod w zadumie nad głębokimi podziałami miedzy narodami i lokalnymi Kościołami.
Dojrzał już czas, aby zrewidować proces skazujący biskupa Spletta, a także motywy odrzucenia dotychczasowych petycji [słanych z Niemiec także po 1989 roku – red.] o przeprowadzeniu procesu rewizyjnego. Frazeologia akt powołuje się na motywy i racje, które są tak samo podłe, jak metody późniejszego torturowania skazańca. Tymczasem motywy antypolskie były obce biskupowi Splettowi. Duszpasterskie sumienie nakazało mu podejmować takie a nie inne moralnie słuszne decyzje, aby skutecznie uchronić polską ludność i kler od hitlerowskich represji. Niewątpliwie przygniatał go ciężar zbrodni nazistowskich. Sam był ofiarą totalitarnej polityki, ofiarą dwóch następujących po sobie reżimów. 
Tylko tym przychodzi łatwo podnieść przeciwko niemu oskarżenie, którzy nie mieli nigdy dylematów moralnych i nie ponosili odpowiedzialności za życie innych ludzi. Relacje o działalności biskupa Spletta dowodzą, że znane są mu racje deontologiczne, które do oprawców hitlerowskich i komunistycznych nakazują mu mówić w pewnych sytuacjach „non possumus”. Ale także wiedziało jego sumienie, że w innych sytuacjach moralnych trzeba argumentować teleologicznie, tj. roztropnie rozważyć wszystkie wchodzące w grę dobra, a nawet czyniąc dobrze dopuścić mniejsze zło. Podobnie zresztą zachował się prymas Wyszyński wobec władz polskich, stosujących terror stalinowski.
Proces Spletta był – tak jak wiele innych – pokazowy. W tym czasie podnoszono bezprawie do majestatu demokratycznego państwa prawa i niezawisłości sądu. To był czas politycznej zemsty zwycięzców nad pokonanymi przeciwnikami. Antyniemiecki i antykościelny tenor oskarżenia przeciw Splettowi i orzeczenia wyroku nie jest trudny do uchwycenia. Władzy komunistycznej chodziło o podzielenie miejscowej i napływowej ludności, o rozbicie Kościoła w skali krajowej i międzynarodowej, o zerwanie konkordatu ze Stolicą Apostolską. Taktyczne cele tego procesu zostały jawnie zdefiniowane później jako dyktatura „okresu błędów i wypaczeń”. Ich historyczna ocena jest dziś jednoznacznie akceptowana. Nie wystarczy jednak pogodzić się z historyzacją faktów. Trzeba na nowo uporządkować przeszłe sprawy sądowe. Nie należy ich uznać za „ostatnie słowo” sprawiedliwości. Skazanie biskupa Spletta, jak wielu innych niewinnych ludzi, nie przestanie nękać naszej zbiorowej pamięci, narodowego i międzynarodowego sumienia. Ono woła o oczyszczenie. Wielki Jubileusz jest ku temu dobrą okazją. 
Nie należy zatem zwlekać z moralną i prawna rehabilitacją biskupa Spletta. Należy zacząć od sprowadzenia jego szczątków do miejsca spoczynku biskupów gdańskich w katedrze w Oliwie. Jako Biskup Gdański ma on do tego prawo. Podobnie jak (po cichu) sprowadzono z ziemi czeskiej szczątki kardynała Bertrama do „jego” katedry wrocławskiej, tak też wydaje się, że obowiązkiem obecnego Biskupa Gdańskiego jest dopilnować, aby to święte prawo zostało spełnione. Pseudoargumenty (a raczej obawy), że odezwą się niechrześcijańskie głosy i wybuchną politycznie podsycone uprzedzenia, nie mogą temu przeszkodzić. Chrześcijańska społeczność Gdańska i Pomorza wykaże się w tym przypadku odwagą ducha i wspaniałomyślnością serca, moralną dojrzałością i polityczną mądrością. Biskup Splett był ich biskupem – i takim pozostanie na zawsze w historii Kościoła Gdańskiego.

Ks. prof. Helmut Juros (ur. 1933) jest kierownikiem Katedry Etyki Społecznej oraz dyrektorem Instytutu Politologii na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. 

 

 

 

 

 

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl